|
| powrót |
Mysłowicki Informator Kulturalny
"Sława w cieniu"
(lipiec-sierpień 2000)

"Warszawka rządzi wszystkim. Jeśli jesteś spoza, nie masz szans. Trzeba mieć układy, talent się nie liczy". Najlepszym zresztą przykładem na to, jak ludzie stolicy myślą o artystach z "przedmieścia" był tekst o Myslovitz, który opublikowany został w "Polityce".
Każda kolejna płyta tego zespołu jest lepsza od poprzedniej. Nie ma stacji radiowej w Polsce, która odważyłaby się pominąć kompozycje grupy w swoim programie. Dzięki członkom zespołu nasze miasto promowane jest w całej Polsce, a także i w świecie. Mowa oczywiście o zespole Myslovitz - legendzie polskiej muzyki rockowej. Legendzie, bo niewielu udało się osiągnąć tak wiele w tak krótkim czasie. Oszałamiająca kariera tego zespołu zaskoczyła chyba wszystkich, którzy obserwowali polską scenę muzyczną. Wiemy jak trudno się na nią "przebić", wiemy, że od wielu, wielu lat nie pojawiały się na niej nowe gwiazdy, aż tu nagle...
No właśnie, nagle... To "nagle" wydarzyło się pięć lat temu, jednak do dzisiaj zespół pozostaje jakby w cieniu, mimo tego, iż ma coraz większą rzeszę fanów, a i przez specjalistów z branży został zauważony, czego najlepszym dowodem są trzy tegoroczne "Fryderyki", które zdobył. Dlaczego jednak jest tak, że wśród laureatów tegorocznych nagród najrzadziej wymieniana jest nazwa: Myslovitz? Zdaniem Wojtka "Lali" Kuderskiego wina leży w tym, że zespół nie pochodzi z Warszawy, ani też żadnych stosunków ze stolicą nie utrzymuje: "Warszawka rządzi wszystkim. Jeśli jesteś spoza, nie masz szans. Trzeba mieć układy, talent się nie liczy". Najlepszym zresztą przykładem na to, jak ludzie stolicy myślą o artystach z "przedmieścia" byt tekst o Myslovitz, który opublikowany został w "Polityce" z okazji przyznania grupie "Paszportu Polityki". Ukazany w nim świat - miasto Mysłowice - gdzie wychowali się muzycy absolutnie nie zgadza się z rzeczywistością. Według autorki tego tekstu Mysłowice to siedlisko brudu, ciemnoty i zacofania, gdzie mieszkają tylko "menele", a kultura jakakolwiek, między innymi ta, której twórcami są członkowie Myslovitz, to cud, który wyrósł znikąd. Ot, pięciu gości z zapadłej wsi znalazło gdzieś instrumenty i nauczyli się na nich brzdąkać... Ciekawe tylko czy autorka pofatygowała się do Mysłowic, czy tylko bazowała na opinii "krążącej po świecie", bo jak dowiedzieliśmy się chłopaki z Myslovitz "ręki do tego artykułu nie przyłożyli".
Sława sławą, ale muzykom nie pozwala się nawet na minimum decyzji w sprawach rynkowych. Okładka ostatniej płyty - zdaniem wielu nie najlepsza, choć stworzona przez Ryszarda Horowitza nie zachwyca nawet najbardziej zainteresowanych, czyli członków zespołu. Kontrakt z ogromną wytwórnią płytową to marzenie wielu młodych artystów, kiedy jednak już jest, pojawiają się kłopoty - wytwórnia decyduje o wszystkim nie pozostawiając miejsca na zdanie artystów. Na szczęście są i dobre strony "bycia" legendą. Wierna i liczna publiczność na koncertach potrafi zadośćuczynić każdemu niepowodzeniu zespołu. Występów zaś Myslovitz nie odmawia swoim fanom. Przez całe wakacje grać będą w nadmorskich miastach, choć nie wystąpią na żadnej z dziesięciu tegorocznych Inwazji Mocy RMF-u. Ale na pociechę pozostaje fakt, iż muzyka z Mysłowic "idzie w świat" - Myslovitz wystąpił już w Stanach, a planuje jeszcze koncerty w Niemczech i w Australii.
Zespół nagrał ostatnio utwór, który "wejdzie" na ścieżkę dźwiękową filmu Jerzego Stuhra. Na tym jednak kończą się na razie plany wydawnicze zespołu. Do końca września trwa u nich sezon koncertowy, więc dopiero po jego zakończeniu myślą rozpocząć prace nad nowymi kompozycjami, które wejdą na kolejny album. Może właśnie to on przyczyni się do tego, iż sława Myslovitz "wyjdzie z cienia Warszawki" i stanie się największym sukcesem, bo jak na razie jest nim (zdaniem Wojciecha "Lali" Kuderskiego) zwycięstwo na Mokotowskiej Jesieni Muzycznej w 1994 roku. Dzięki tej wygranej właśnie kilku chłopaków z naszego podwórka mogło nagrać swój pierwszy album, który nagle... ale to było pięć lat temu...

| powrót | |