|
| powrót |
Gazeta Wyborcza
"O mało co bis"
(3 czerwca 2002)

Dwa dni temu grupa Myslovitz wróciła z trasy koncertowej. W ciągu 11 dni muzycy ze Śląska zagrali siedem koncertów z Simple Minds, m.in. w Paryżu, Lizbonie, Madrycie i Mediolanie. W każdym z tych miast grali dla kilku tysięcy ludzi.
- Artur Rojek: Tę trasę będziemy wspominać bardzo długo. Po koncercie w Lizbonie ludzie tak długo bili brawo, że o mało co nie wyszliśmy na bis (nie wypadało nam jednak jako supportowi). Podobnie było w Madrycie i Mediolanie. Jeżeli chodzi o sam Simple Minds, to już na pierwszym koncercie w Paryżu poznaliśmy Jima Kerra [wokalistę - przyp. red.], który pytał nas, czy wszystko w porządku, czy dobrze się czujemy i czy niczego nam nie brakuje. W Vigo, w Hiszpanii, Jim Kerr i Charlie Brunchill (gitarzysta) przyszli powiedzieć, że bardzo podobał im się występ. Cała kilkudziesięcioosobowa ekipa tej trasy była dla nas bardzo miła oprócz jednego kolesia, a mianowicie menedżera sceny, który zawsze po próbie robił nam jakiś kawał - opuszczając sprężynę werbla albo przestawiając ustawienie efektów gitarowych. Na występie doprowadzało nas to do lekkiego paraliżu, gdyż nigdy nie wiedzieliśmy, co się dzieje, zwłaszcza, że na próbie było wszystko OK. W gruncie rzeczy to też było sympatyczne.
Marcin Babko
Opracowanie: Toszbar.
| powrót | |