Ostatnia modyfikacja tej strony: 7 grudnia 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Click2music.pl
 "Wywiad z Arturem Rojkiem"
 (listopad 2001)

  To była jedna z tych rozmów, których szybko się nie zapomina. Pewnie to dlatego, że rozmówcą był Artur Rojek. Spotkał się z nami w związku z wydaniem płyty "Uwaga! jedzie tramwaj" założonego przez niego zespołu - Lenny Valentino. Rozmowa jednak dotyczyła nie tylko nowej płyty... Przeczytajcie sami!


  Wasza płyta nosi tytuł "Uwaga! jedzie tramwaj" - pierwsze pytanie: dokąd jedzie ten tramwaj?

  - Dokąd? Hm, nie wiem. Może prosto do zajezdni. Do Mysłowic.

  A więc chodzi o prawdziwy tramwaj?

  - Jasne. Dokładnie tramwaj nr 14. Jak byłem dzieckiem, mieszkałem tuż obok przystanku. Cały czas słyszałem warkot tramwaju. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, przyzwyczaiłem się do tego hałasu. Teraz chyba nie umiałbym już mieszkać spokojnie z tramwajem za oknem.

  Zespół powstał trzy lata temu, jednak dopiero teraz zdecydowaliście się na wydanie płyty. Czy zmiany w składzie Lenny Valentino miały na to jakiś wpływ?

  - Zmiany w zespole były spowodowane tym, że nie byłem zadowolony z efektu jego pracy. Zakładając Lenny Valentino, miałem pewną wizję, tego jak chcę, aby ten zespół brzmiał. Nie chciałem drugiego Myslovitz, bo to nie miałoby sensu. Dopiero po trzech latach trafiłem na ludzi, którzy doskonale zrozumieli o co mi chodzi, a byli nimi muzycy Ścianki.

  Jak wyglądały prace nad płytą? W jaki sposób tworzyliście muzykę? Dochodzi do spięć podczas nagrywania?

  - W ogóle. Od początku był równy podział obowiązków. Ja byłem tym, który pisze, śpiewa i gra na gitarze. Mietall grał na basie. Maciek Cieślak był tym, który miał zająć się produkcją płyty i jej realizacją. Jacek Lachowicz miał grać na klawiszach, Arek Kowalczyk na perkusji. Część z piosenek, które znalazły się na płycie, powstały dużo wcześniej, jeszcze w 1998 r. Zawiozłem je do Sopotu i pokazałem chłopakom. Spodobały się im. W studiu rozumieliśmy się bardzo dobrze.

  Czy gdyby zespół Myslovitz nie odniósł "takiego" sukcesu, powstałby Lenny Valentino? Czy potrzebowałbyś wtedy odskoczni, czegoś innego, nowego?

  - Nie wiem czy odskocznia to dobre określenie. Od jakiegoś czasu zajmuję się bardzo poważnie muzyką i na pewno przez jakiś czas będę to robił. Nie chciałbym zamykać się w jednej formule, być Rojkiem z Myslovitz i to wszystko. Chciałbym móc wyrażać się za pomocą innych środków z innymi ludźmi w różnych miejscach.

  Czyli Lenny Valentino nie będzie stanowiło konkurencji dla Myslovitz?

  - Na pewno nie. To inna muzyka.

  Promotor waszej wytwórni na moje pytanie, jaka jest wasza muzyka, odpowiedział krótko: ambitna!

  - Tak? To świetnie.

  Kto powinien dostać nagrodę MTV Europe Music Awards w kategorii "Polski wykonawca"?

  - A kto jest nominowany?

  Myslovitz.

  - No tak...

  Reni Jusis, Fiolka, Smolik...

  - Andrzej Smolik. On tworzy najbardziej międzynarodową muzykę. Jego nie ogranicza język.

  A ja myślałam, że powiesz: Myslovitz!

  - My jesteśmy ograniczeni właśnie jeśli chodzi o język. Nasze teksty są po polsku, a to jest pewne utrudnienie dla tamtego rynku.

  Jak traktujesz nagrody? Mają dla ciebie jakieś znaczenie? Motywują cię do dalszej pracy?

  - Jeśli chodzi o MTV, to jesteśmy nominowani już po raz drugi. Rok temu też otrzymaliśmy nominację. Cieszę się, że będziemy mogli pojechać do Frankfurtu. Byłem tam tylko raz i bardzo mi się tam podobało. Myślę, że w tym roku będzie kilka fajnych imprez. Generalnie nie wydaje mi się, żeby ta nagroda cokolwiek dała Myslovitz w tym momencie, ani cokolwiek zmieniła. Natomiast każdy wyjazd zagraniczny to jest świetna wycieczka. Za każdym razem się bardzo cieszę, gdy wyjeżdżamy za granicę. Nigdy jednak nie myślę o tym, że coś tam od razu zwojujemy. Zazdroszczę zespołom brytyjskim czy w ogóle zachodnim, bo oni mogą podróżować po świecie. My, cały czas jeździmy tą samą trasą - Katowice-Warszawa, czasami jeszcze Gdańsk, Rzeszów, Kraków... Ale to są cały czas te same drogi, pejzaże. Nic się nie zmienia. Dlatego często zasłaniamy okna w samochodzie i oglądamy telewizję. Nie byłoby tak, gdybyśmy podróżowali po Europie...

  Jak doszło do tego, że w twoim życiu pojawiło się coś takiego jak muzyka?

  - Chyba nie musiałem jej specjalnie szukać. Wydaje mi się, że miałem gdzieś to w sobie. Sama do mnie przyszła. Jakiś magnes mnie przyciągał. Zaczęło się to wszystko od tego, że na pierwszą Komunię dostałem magnetofon Grundig. Jak jeździliśmy w szkole na obozy, to braliśmy ze sobą dwa takie magnetofony i przegrywaliśmy sobie kasety. Pamiętam, że przegrałem sobie wtedy OMD. Potem, chyba na 12. urodziny, dostałem lepszy sprzęt, bo Grundig Stereo, ten sam, ale z radiem, taka niemiecka wersja Kasprzaka. I wtedy mogłem już nagrywać piosenki z radia. Nagrywałem różne rzeczy. W szóstej klasie mój kolega pożyczył mi kasetę Pink Floyd. Wcześniej, jak byłem w pierwszej klasie, słyszałem już Pink Floyd i "Another Brick in the Wall", ktoś mi nawet powiedział, że te dziecięce głosy, które słychać w refrenie, należą do dzieci, których rodzice zginęli podczas drugiej wojny światowej. I może przez to właśnie ta piosenka działała na mnie bardzo mocno. Za każdym razem jak jej słucham, to wyobrażam sobie, co te dzieci musiały czuć. Jeszcze jak byłem w szkole, zacząłem kupować analogii. Chodziłem na giełdę samochodową i tam taki facet sprzedawał mi płyty. Potem, kilka lat później, doszedłem do wniosku, że adapter to przeżytek i zacząłem kupować kompakty. Analogii sprzedałem, a teraz chętnie je odkupiłbym. No i tak się wszystko zaczęło. Był Pink Floyd, potem U2, a od U2 do Stone Roses itd.

  Czy muzyka, która teraz powstaje jest Twoim zdaniem lepsza, czy gorsza, od tej sprzed lat?

  - Uważam, że muzyka cały czas się rozwija. I cały czas jest ciekawa. Nie mam sentymentu do tego co było kiedyś. Nie mówię: "O, kiedyś to były czasy!" Uważam, że teraz dzieje się bardzo dużo ciekawych rzeczy. I myślę, że za pięć lat też będę miał takie samo zdanie na ten temat.

  Od jakiej muzyki rozpoczynasz nowy dzień?

  - Teraz zaczynam słuchać muzyki w trochę inny sposób niż kiedyś. Kiedyś słuchałem muzyki i czerpałem z tego satysfakcję. Teraz słucham muzyki i ją badam. To już nie jest sposób na rozluźnienie, ale praca. Próbuję rozgryźć co się dzieje wewnątrz. Mogę powiedzieć, jaką płytą kończę dzień, bo to jest ważniejsze dla mnie, a mianowicie, płytami Briana Eno. Czasami też nią zaczynam dzień.

  Czy planujecie z Lenny Valentino kolejne płyty, nagrania, koncerty?

  - Oczywiście, że planujemy koncerty. Chciałbym, aby ten projekt potrwał jakiś czas, nie myślę jednak już o następnej płycie. Jest jeszcze za wcześnie. Lenny Valentino nie jest też jedyną rzeczą, na której chciałbym się skupić. Myślę już o innych muzycznych projektach. Jest wiele rzeczy, które chciałbym zrobić.

  Udzielasz dużo wywiadów, czy jest jakaś rzecz, o którą jeszcze nikt nie zapytał, a ty bardzo chciałbyś o tym powiedzieć?

  - Chyba nie. Jeżeli chodzi o wywiady, to w ogóle muszę powiedzieć, że gdyby nie ta płyta, to nie miałbym o czym mówić. Czasami mam wrażenie, że zaczynam się powtarzać. Potem czytam, to co powiedziałem i sprawdzam, czy to co mówię ma sens.

Wywiad pochodzi ze strony www.click2music.pl.


powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT