|
| powrót |
Magazyn Go
"Wszystko przez dziewczyny"
(październik 2002)

Z Arturem Rojkiem, Przemkiem Myszorem, Wojtkiem Powagą, czyli trzema piątymi zespołu Myslovitz rozmawia Monika Brzywczy.
Co pamiętacie z Lizbony?
- Przemek: Sprzedawców okularów. Chodzili wszędzie i sprzedawali okulary ze sznurka zawieszonego na ramieniu, a kiedy człowiek zainteresował się tym, co mają, spod marynarki wyciągali wielkie torby z milionem niespodzianek.
- Wojtek: Tramwaje, jeżdżące po stromych wąskich uliczkach, na których zostawało 30 centymetrów na chodnik i ludzie chodzili tak blisko, że jadąc tramwajem można było dotknąć rzęs przechodniów.
Bycie muzykiem jest trochę jak sprzedawanie okularów. Muzyk to taki czarodziej, który może odkryć i pokazać inny świat. Zakładam okulary i widzę wyraźniej albo nie widzę prawie nic. Chyba podobnie można słuchać muzyki?
- Przemek: Pewnie można to porównać, ale nie staramy się zmieniać niczyjego świata. Piszemy o naszym. Opisujemy, to co widzimy naszymi oczami. Nie chcę tu powiedzieć, że urządzamy sobie wycieczki po swoich autobiografiach i wyciągamy co ciekawsze kawałki. Unikamy zwierzeń, ale wszystko, co piszemy jest przesiąknięte naszym spojrzeniem na rzeczywistość. Wystawiamy to na pokaz, podajemy do oceny, ale nie mówimy, że trzeba patrzeć tak samo.
Co to jest smak życia?
- Wojtek: Codzienność. Codzienne troski, emocje, cierpienie, problemy. Wszystko, co sprawia, że nabierasz doświadczenia.
- Przemek: Że coś w życiu robisz, że cały czas jesteś aktywny. Nie poddajesz się wstając, bo trzeba było wstać, jedząc, bo jedzenie stało na stole. Nie żyjesz na zasadzie owczego pędu. Smak życia to cel.
Jak brzmi Tunezja?
- Wojtek: Gorąco i lepko.
A Lizbona?
- Przemek: Stukot tramwajów.
- Artur: Byliśmy tam za krótko, żeby móc ja dźwiękowo określić. W ciągu kilku godzin nie jesteś w stanie poczuć atmosfery miasta.
Jakie są Mysłowice?
- Artur: Nie ma w nich nic osobliwego. Szczególne są dla nas, bo wszyscy się tam urodziliśmy, wychowaliśmy i do dzisiaj mieszkamy. To typowe śląskie miasteczko z szarymi domami i dwiema kopalniami. Jest też park i sporo zieleni. Pewnie widzimy w nich więcej i czujemy się lepiej niż ktoś, kto przyjeżdża z zewnątrz. Ale bywa i tak, że znajomi, którzy nas odwiedzają, zachwycają się Mysłowicami, np. Maciek Cieślak ze Ścianki. Kiedy mu pokazałem moją szkołę podstawową w górniczej dzielnicy Piasek blisko familoków (wielorodzinne domy górników) i kopalni, zachwycił się. Łaził po podwórkach, wchodził na płot, zachowywał się jak chłopiec, który uciekł na wagary.
Pytanie specjalne do Artura. Parę lat temu pracowałeś jako ratownik na basenie w Zawoi. Studiowałeś na AWF-ie, uczyłeś w szkole. Czy tęsknisz za tamtym życiem?
- Artur: Zdecydowałem się na te studia wyłącznie po to, żeby później pracować jako trener pływania. Chciałem uczyć dzieci w klubie sportowym, a do szkoły trafiłem dlatego, że tam można było brać bezpłatne urlopy. Dzieci w klubie muszą ćwiczyć regularnie, dwa razy dziennie - nie mógłbym ich zostawić i pojechać na koncert. Za szkołą nie tęsknię, ale za pływaniem czasami tak. Mam za mało czasu. Częściej biegam...
Czy łatwo nauczyć kogoś pływać?
- Artur: Nigdy nie uczyłem pływać ludzi dorosłych. Tylko dzieci. Dzieci najpierw się oswaja z wodą. Uczy się je oddychać, potem pomaga położyć się na wodzie i utrzymać. Chodzi o to, żeby cały czas czuły się bezpiecznie. Jak to się uda, nie ma problemów. Uczy się je techniki pływania, pracy rąk, nóg, pływania na plecach, na brzuchu.
- Wojtek: To są jakieś dziwne teorie. Kiedy kobieta uczyła mnie pływać w podstawówce, wrzuciła mnie do wody i odpychała wielkim kijem. Krzyczała: "Pływaj, pływaj!".
- Artur: Może uczyła cię skakać?
- Przemek: Mnie tak samo uczono pływać.
- Artur: Są różne techniki.
Przyjemne jest uczenie dzieci?
- Przemek: Zależy ile tych dzieci jest.
- Artur: W moim wypadku było bardzo przyjemne. To duża satysfakcja, jeśli po piętnastej lekcji widzisz dziecko, które dwa tygodnie temu nie umiało pływać, a teraz płynie i to dobrze.
- Przemek: Nauka pływania to nauka pokonywania strachu przed wodą.
Czy można kogoś nauczyć kochać muzykę? Czy z taką miłością człowiek się rodzi?
- Wojtek: Myślę, że można. Wydaje mi się, że im później, tym gorzej. Ludzie im starsi, tym są mniej elastyczni. Nie chcą przyjmować pewnych rzeczy.
Jak wygląda wasz samochód?
- Artur: Normalny, z wygodnymi siedzeniami, dość duży.
- Przemek: Volkswagen. Mamy tam telewizor.
Co robicie w tym samochodzie? Rozmawiacie, śpicie?
- Wojtek: Najlepiej zasnąć. Czasem puszczamy sobie filmy i ten, który puści najbardziej ambitny, zawsze najszybciej zasypia.
- Artur: Ja najszybciej zasypiam.
- Przemek: Tak, ale i ty zawsze krzyczysz, żeby nie puszczać filmów, w których się tylko strzelają.
- Artur: W samochodzie ciężko ogląda się filmy. Od razu zasypiam.
Jaki jest wasz rytm życia?
- Artur: Nie różni się od rytmu życia każdego człowieka zajmującego się muzyką. Kiedy wracam z trasy mam sporo czasu, więc nadrabiam zaległości, spotykam się ze znajomymi, robię zakupy, wychodzę z psem na spacer, czasem biegam w lesie, jem śniadanie... Nic szczególnego, spędzam czas zwyczajnie.
Podobno wstajesz o szóstej rano...
- Artur: Nie zawsze.
- Przemek: Czasami chodzi spać o szóstej rano.
- Artur: Dzisiaj wstałem o 10.
- Wojtek: Kiedy śpimy w hotelu, nienawidzę spać z Arturem, bo wstaje o 6 rano.
- Przemek: Tupie po pokoju.
- Wojtek: Potem przychodzi z biegania. Bierze prysznic i też robi hałas. Najbardziej lubię spać z Przemkiem. Jego muszę budzić.
Biegać można, żeby uciec, żeby się zmienić, żeby stopić się z przyrodą. Który rodzaj biegania wolicie?
- Przemek: Wojtek jest w ogóle częścią przyrody. Nie musi biegać. Idzie do lasu. Rozmawia z drzewami. Te rozmowy zapisuje w piosenkach. Wcale się nie nabijamy.
- Artur: Kiedyś na spacerze Wojtek stwierdził, że jakiś ptak śpiewa jak komenda w komputerze albo w szkole. Z bieganiem jest tak, że wiele zależy od tego, gdzie biegasz. Zwykle biegam w lesie. Bardzo się tym ładuję. Widzę na przykład zaśnieżone drzewa. Zmęczenie i przyroda świetnie ze sobą współgrają.
Kiedy zaczęliście grać?
- Przemek: Miałem w domu fortepian i skrzypce. Podobno jak byłem mały, siadałem przy fortepianie i grałem, układając do tego opowiadania o kotkach, które poszły do lasu.
- Wojtek: W moim domu była gitara. Ojciec grał na niej na różnych imprezach. I akordeon, na którym grał dziadek.
- Artur: Jak byłem mały, babcia uczyła mnie grać na organkach ustnych. Grała na organkach i na flecie. Uczyła mnie takiej pieśni kościelnej "Boże coś Polskę".
Ona umiała grać na organkach, Twoja babcia?
- Artur: Grała kolędy na święta.
- Wojtek: Musiała naprawdę nieźle wyglądać.
Pierwsza piosenka, którą zaśpiewałeś?
- Artur: "Mamo moja ty". Nauczyłem się jej w przedszkolu, kiedy zbliżał się Dzień Matki. Pamiętam, jak zaśpiewałem ją kiedyś na imprezie rodzinnej. Wujek postawił mnie na krześle i kazał śpiewać, a że wychylili wcześniej parę kieliszków, to przy drugiej zwrotce zaczął płakać. Miałem wtedy cztery może pięć lat.
Gdybyś był przedmiotem to jakim?
- Artur: Adapterem. Muzyka stale mi towarzyszy, właściwie jest obecna w każdym momencie mojego życia, więc zostać adapterem... to by było niezłe... wyjście.
Babcia i organki, dziadek i akordeon, tata z gitarą, fortepian w pokoju. Czy Mysłowice to jakieś specjalne, muzyczne miasto?
- Przemek: Czysty przypadek. Każdy muzyk dość wcześnie styka się z muzyką. Zresztą wszędzie są ludzie, którzy muzykują. Chłopcy mają gitary i śpiewają przy ogniskach.
- Wojtek: To było fajne. Wyjeżdżało się na obozy nad morze z gitarą. Człowiek uczył się grać na gitarze, żeby zabłysnąć przed dziewczynami.
- Przemek: Wszystko przez te dziewczyny.
Ale naprawdę, czy nie?
- Wojtek: Myślisz, dlaczego Artur gra na gitarze. W ogólniaku...
- Artur: W liceum nie umiałem grać. Nauczyłem się na studiach.
- Wojtek: Ta piosenka, która grałeś była niesamowita - "Będzie bal".
Sporo piosenek śpiewacie po angielsku. Wydaje się, że Artur zna angielski od zawsze. Jak to się stało, że śpiewasz bez akcentu?
- Artur: Tak? Sam nie wiem. Może dlatego, że w przedszkolu lubiłem udawać, że śpiewam po angielsku.
Wasza następna płyta będzie się nazywała "Skalary, mieczyki i neonki". Czy to oznacza, że lubicie ryby?
- Przemek: Jeść?
- Artur: Wojtek był kiedyś kolekcjonerem rybek akwaryjnych.
- Wojtek: I będę miał akwarium.
- Artur: Na emeryturze.
- Przemek: Wojtek już teraz wybija sobie dziury w ścianach, bo chce mieć akwarium na dwa pokoje.
Dzielę muzykę na taką, która płacze i taką, która się śmieje. Który wariant wolicie?
- Artur: Obie rzeczy są piękne, jeśli wynikają z prawdziwych doznań. To wszystko się przenika. Można się śmiać, płacząc.
- Wojtek: Jeśli nie są przesadzone ani w jedną, ani w drugą stronę.
Monika Brzywczy
Opracowanie: Dominika.
| powrót | |