|
| powrót |
Rzeczpospolita
"Polska jak bar Kubricka"
(28 maja 2002)

Rozmowa z Przemkiem Myszorem, gitarzystą zespołu Myslovitz przed premierą albumu "Korova Milky Bar".
Po dwóch latach starań waszych menedżerów rozpoczęliście europejską trasę koncertową jako pierwszy od lat polski zespół. Gracie z Simple Minds, wcześniej zagraliście w londyńskim klubie Borderline dla VIP-ów z branży fonograficznej. Czy są już jakieś efekty tego występu?
- Przedstawiciele firm muzycznych, promotorzy koncertowi, dziennikarze są zapraszani na każdy nasz występ, który gramy z Simple Minds. Nie wszyscy przychodzą, ale i tak jest ich dużo. Docierają do nas informacje, że podobamy się. Ale o konkretach z tego wynikających za wcześnie mówić.
Zagraliście już koncert w Paryżu, jak czujecie się w roli grupy otwierającej występ gwiazdy, skoro w Polsce sami jesteście zespołem z czołówki?
- W Paryżu myśleliśmy, że podczas naszej gry słuchacze będą się dopiero schodzić. Tymczasem, kiedy zaczynaliśmy, publiczność czekała już przed estradą i zgotowano nam owację, tak jak w Polsce. Byliśmy zaskoczeni, choć oczywiście nie było takiego szaleństwa, jak w trakcie koncertu Simple Minds, kiedy śpiewano każdą ich piosenkę.
Tytuł waszej nowej płyty "Korova Milky Bar", zaczerpnięty z "Mechanicznej pomarańczy", układa się w logiczną całość z wcześniejszymi utworami o przemocy, jak np. "To nie był film". Czy to dla was najważniejszy temat?
- Tytuł płyty został zaczerpnięty z filmu, ale nie inspirowaliśmy się nim. Zaintrygowała nas tylko atmosfera baru, gdzie za pomocą środków halucynogennych wprowadzano się w odmienny stan świadomości. Traktujemy to jako metaforę kraju, w którym żyjemy.
Nie jest pan zachwycony naszą rzeczywistością?
- Polska wszędzie wygląda tak samo, w Mysłowicach, Szczecinie, Białymstoku, Poznaniu. Naszym życiem zawładnęło oszustwo. Choć staram się nie angażować w politykę, cały czas czuję się oszukiwany. Przestałem czytać moje ulubione gazety, bo nie ma o czym czytać. To, że w kraju jest syf, widzę na własne oczy. Znaleźliśmy się na dnie.
Mówi to muzyk, który sprzedał w Polsce 100 tysięcy płyt z nie najłatwiejszą w odbiorze muzyką, z poważnym przekazem?
- To o niczym nie świadczy. Wydaję płytę i co z tego? Ludzie nie mają pieniędzy, żeby ją kupić.
Kiedy odbieraliście Fryderyki, wyglądaliście na zadowolonych.
- Jeśli fotoreporter dostaje World Press Photo za zdjęcia obciętych kończyn etiopskich dzieci, też się cieszy z nagrody. Co nie znaczy, że jest mu wesoło.
Jak zespół przeżył zawirowania związane z wydaniem płyty Lenny Valentino, w której nagraniu brał udział wasz wokalista Artur Rojek?
- Każdy z nas prędzej czy później nagra solową płytę, nie może to być dla zespołu problemem. Jesteśmy wolnymi artystami, co nie zmienia faktu, że zdecydowaliśmy działać w grupie, jako Myslovitz.
Jacek Cieślak
| powrót | |