Ostatnia modyfikacja tej strony: 20 kwietnia 2003    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Rzeczpospolita
 "Polska jak bar Kubricka"
 (28 maja 2002)

  Rozmowa z Przemkiem Myszorem, gitarzystą zespołu Myslovitz przed premierą albumu "Korova Milky Bar".


  Po dwóch latach starań waszych menedżerów rozpoczęliście europejską trasę koncertową jako pierwszy od lat polski zespół. Gracie z Simple Minds, wcześniej zagraliście w londyńskim klubie Borderline dla VIP-ów z branży fonograficznej. Czy są już jakieś efekty tego występu?

  - Przedstawiciele firm muzycznych, promotorzy koncertowi, dziennikarze są zapraszani na każdy nasz występ, który gramy z Simple Minds. Nie wszyscy przychodzą, ale i tak jest ich dużo. Docierają do nas informacje, że podobamy się. Ale o konkretach z tego wynikających za wcześnie mówić.

  Zagraliście już koncert w Paryżu, jak czujecie się w roli grupy otwierającej występ gwiazdy, skoro w Polsce sami jesteście zespołem z czołówki?

  - W Paryżu myśleliśmy, że podczas naszej gry słuchacze będą się dopiero schodzić. Tymczasem, kiedy zaczynaliśmy, publiczność czekała już przed estradą i zgotowano nam owację, tak jak w Polsce. Byliśmy zaskoczeni, choć oczywiście nie było takiego szaleństwa, jak w trakcie koncertu Simple Minds, kiedy śpiewano każdą ich piosenkę.

  Tytuł waszej nowej płyty "Korova Milky Bar", zaczerpnięty z "Mechanicznej pomarańczy", układa się w logiczną całość z wcześniejszymi utworami o przemocy, jak np. "To nie był film". Czy to dla was najważniejszy temat?

  - Tytuł płyty został zaczerpnięty z filmu, ale nie inspirowaliśmy się nim. Zaintrygowała nas tylko atmosfera baru, gdzie za pomocą środków halucynogennych wprowadzano się w odmienny stan świadomości. Traktujemy to jako metaforę kraju, w którym żyjemy.

  Nie jest pan zachwycony naszą rzeczywistością?

  - Polska wszędzie wygląda tak samo, w Mysłowicach, Szczecinie, Białymstoku, Poznaniu. Naszym życiem zawładnęło oszustwo. Choć staram się nie angażować w politykę, cały czas czuję się oszukiwany. Przestałem czytać moje ulubione gazety, bo nie ma o czym czytać. To, że w kraju jest syf, widzę na własne oczy. Znaleźliśmy się na dnie.

  Mówi to muzyk, który sprzedał w Polsce 100 tysięcy płyt z nie najłatwiejszą w odbiorze muzyką, z poważnym przekazem?

  - To o niczym nie świadczy. Wydaję płytę i co z tego? Ludzie nie mają pieniędzy, żeby ją kupić.

  Kiedy odbieraliście Fryderyki, wyglądaliście na zadowolonych.

  - Jeśli fotoreporter dostaje World Press Photo za zdjęcia obciętych kończyn etiopskich dzieci, też się cieszy z nagrody. Co nie znaczy, że jest mu wesoło.

  Jak zespół przeżył zawirowania związane z wydaniem płyty Lenny Valentino, w której nagraniu brał udział wasz wokalista Artur Rojek?

  - Każdy z nas prędzej czy później nagra solową płytę, nie może to być dla zespołu problemem. Jesteśmy wolnymi artystami, co nie zmienia faktu, że zdecydowaliśmy działać w grupie, jako Myslovitz.

Jacek Cieślak

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT