Ostatnia modyfikacja tej strony: 21 czerwca 2003    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Twój Styl
 "Pięciu gitarowych chłopaków i ich dobra znajoma"
 (luty 2003)

  Przez pierniki do serca, tak można nazwać początki znajomości 21-letniej studentki dziennikarstwa Moniki Biss z Kraśnika i chłopaków z zespołu Myslovitz. Jako nastoletnia fanka wysłała im na święta paczki z własnoręcznie zrobionymi piernikami. Na każdym było imię jednego z muzyków. A ojciec Moniki zaprosił wszystkich do restauracji na pyszne pierogi. I tak zostało. Dziś na koncerty Myslovitz Monika przynosi ciasto.

  Pierwszy raz Monika wraz z koleżankami zostały przedstawione Myslovitz po koncercie. Artur Rojek tak wspomina spotkanie: "Poznaliśmy je w Lublinie. Przyszły do nas jakieś trzy bardzo zaaferowane małe dziewczynki. Zachowywały się jak typowe fanki. Zrobiliśmy sobie zdjęcie, daliśmy autografy, uciekły". Następne spotkanie odbyło się z okazji zorganizowanego przez Monikę w jej rodzinnym Kraśniku koncertu Myslovitz. Razem z koleżankami zebrały podpisy, aby koncert mógł się odbyć, własnoręcznie zrobiły plakaty. "Na śniadaniu w hotelu, gdzie zatrzymał się zespół, byłam bardzo skrępowana" - wspomina Monika - "ale oni od razu zlikwidowali barierę. Opowiadali, że bardzo podobają im się gazetki, które wydajemy w ramach działalności fanklubu. O początkach zespołu, o tym, jak przyjeżdżali do Warszawy i jeździli tramwajami". Okazało się, że mówią na tych samych falach, że słuchają tej samej muzyki. Wymienili się numerami. "Od początku spotkałam się z aprobatą tego, w jaki sposób prowadzę fanklub, nigdy niczego mi nie zarzucali, bardzo ich za to cenię". Oni zaś podkreślają profesjonalizm zaskakujący u tak młodej osoby. Jak wspomina Przemek Myszor, gitarzysta i klawiszowiec zespołu, ta historia zaczęła się dla nich od szacunku dla tego, co robiła Monika. Wojtek Powaga, gitarzysta, z początków znajomości zapamiętał obiad, na który zaprosił zespół do restauracji ojciec Moniki. "Pyszne pierogi" - rozmarza się.

  Po pewnym czasie Monika przestała patrzeć na nich jak na idoli. To dzięki normalnym kontaktom ta przyjaźń mogła się rozwinąć. Jej zachowanie było różne od stylu bycia klasycznych fanek, skrępowanych i pełnych podziwu. To musiało się im spodobać, bo jak sami mówią, są normalnymi ludźmi i w kontaktach z innymi ludźmi poszukują przede wszystkim swobody. Monika przyznaje, że gdzieś w głębi duszy odczuwa lekka tremę i skrępowanie przy spotkaniach. "Monika poznała nas, kiedy była bardzo mała" - tłumaczy ją Artur. "Ja do dzisiaj mam respekt dla moich nauczycieli, chociaż już mnie nie uczą".

  Przemek i Wojtek Powaga bardzo martwili się, gdy Monika rozpoczęła studia i pieczę nad fanklubem przekazała innym osobom. Są także bardzo profesjonalne i pełne zapału, jednak poczuli to, co czuliby, gdyby zmienili menadżera albo ktoś z zespołu odszedł.

  Monice trudno jest określić, z którym z nich jest najbliżej. "Bardzo doceniam to, że na co dzień są normalni i szczerzy. Zero pozerstwa i gwiazdorstwa, ot, pięciu gitarowych chłopców z Mysłowic". Zna drobne szczegóły z życia każdego z nich. Wie, że Przemek ma bardzo złego psa i lubi dużo jeść, że Artur uwielbia robić telefoniczne kawały kolegom z zespołu, a Wojtek Kuderski, perkusista, bez ogródek mówi o tym, co mu nie odpowiada, przez co może uchodzić za aroganta. "Największy kontakt duchowy czuję z Arturem, czasami mam wrażenie, że rozumiemy się bez słów. Z Przemkiem najwięcej rozmawiam, ma niesamowite poczucie humoru. Najczęściej dzwonię do Wojtka Kuderskiego, znamy się najbardziej prywatnie. A Jacek Kuderski, basista, jest z nich najbardziej zorganizowany, zawsze wie, kiedy grają i gdzie".

  Monika nigdy nie podkochiwała się w żadnym z nich, chociaż w relacji młoda fanka i pięciu idoli jest to naturalna sytuacja, sama nawet nie wie dlaczego, bo pamięta, że podobali jej się przecież inni wokaliści. "Kiedyś do fanklubu przyszedł gruby list na dziesięciu kartkach, linijka pod linijką było tam napisane: "Chcę mieć dziecko z Wojtkiem". Ja bym tak nie mogła" - śmieje się Monika.

  Co robią, kiedy się spotykają? "To co wszyscy inni normalni ludzie" - mówi Monika. Parę razy w roku przyjeżdża do nich, do Mysłowic, spędzić kilka dni. "Najczęściej jeżdżę do Wojtka Kuderskiego i jego żony, z którą jestem mocno związana emocjonalnie. Długo wtedy śpimy, rano parzymy pyszną kawę i robimy śniadanie, dużo rozmawiamy, oglądamy telewizję, słuchamy muzyki, odwiedzamy znajomych, robimy zakupy, wieczorami chodzimy na piwo... Robimy to, co wszyscy". "Na koncerty przynosi nam ciasto. Ostatnio dostałem od niej krawat" - opowiada Artur. "Takie drobne rzeczy, które są sympatycznym elementem naszej przyjaźni". "Monika nie jest nasza fanką" - mówi Przemek - "to po prostu nasza dobra znajoma".


Agnieszka Chądzyńska

Opracowanie: Toszbar & LennyVal.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT