Ostatnia modyfikacja tej strony: 2 września 2003    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Filipinka
 "Dobre, bo Myslovitz"
 (wrzesień 2003)

  Znają ich w Berlinie, Dublinie, Londynie... Przekonaliśmy się o tym na własne oczy, towarzysząc zespołowi podczas europejskiego tournee. Zapowiada się, że chłopcy z Myslovitz wkrótce poznają, czym jest "długość dźwięku popularności".

  Gdy polski zespół jedzie w europejską trasę, zazwyczaj gra dla polonusów. Myslovitz odbiega od tej reguły - sale koncertowe podczas ich występów wypełnione są po brzegi nie-Polonią. Razem z niemieckimi fanami bawiliśmy się podczas koncertu w Berlinie. Był on częścią tournee promującego najnowszy album "Korova Milky Bar". A dokładniej jego angielską wersję, która zdaniem speców muzycznych MTV i niemieckich krytyków, ma szansę stać się fonograficznym hitem roku w całej Europie.


  Jadą, chłopcy jadą, a my z nimi. W aucie cały zespół: jeden chce jeść, drugi pić, a potem każdy w innym terminie potrzebuje do toalety. Dla kierowcy to prawdziwa próba nerwów. Ale chodzi też o bezpieczeństwo. Godziny za kółkiem mijają, licznik się kręci, oczy odmawiają posłuszeństwa. Lepiej więc spieszyć się powoli. Poza tym na nudę nie narzekają, bo w busiku mają telewizor. Oglądają swoje koncerty, które Jacek Kuderski, basista, nagrywa cyfrówką. Mimo zmęczenia podróżą wymyślili w nocy dwa nowe utwory. "Na razie to wersje demo, ale od czegoś przecież trzeba zacząć" - śmieje się Przemek Myszor, gitarzysta i klawiszowiec. Poza tym cały zespół lubi prowadzić, czasem więc "wykopują" kierowcę i sami siadają za kółkiem.


  Twarze ze szklanego ekranu. Berlin, czwartek rano. Chłopcy z hotelu wychodzą do miasta. Twarze muzyków rozpoznawane są tak samo jak w Polsce. Na Alexanderplatz podbiegają dwie Niemki. "Artur Rojek? To Ty?" - zagaduje łamanym angielskim Anja. Wtóruje jej koleżanka: "Autograph? Could you?". Rozpoznały go! Dlaczego? Przecież to nie Rynek w Krakowie? "MTV" - wyjaśnia "Rosja". Podobnie było na przejściu granicznym między Belgią a Francją czy w sklepie muzycznym w Anglii.

  Na początku lipca w większości krajów Europy ukazała się angielska wersja "Korova Milky Bar" - ostatniego albumu Myslovitz. Krążek zawierający "Długość dźwięku samotności" przez zachodnich fanów i krytykę został przyjęty niezwykle ciepło. Spece z MTV nadali klipowi status "Network Priority", czyli teledysku puszczanego znaczniej częściej niż inne. A nad obrazem pracował sam Janusz Kamiński, światowej sławy operator kamery, współpracownik Stevena Spielberga.


  Traenenpalast, czyli łzy biją w szyby. Do koncertu niecałe pół godziny. Spokój ustąpił miejsca chaosowi. Przebieranie, ostatnie ustalenia, akustycy biegają, techniczni pokrzykują. Tylko Wojtek Powaga dumnie nosi swoje nazwisko: poważny spokojny, skupiony. "Zaczynamy" - woła ktoś z ekipy. Dwa schodki dzielą basistę od sceny, kiedy biegnie znów do garderoby. "Koncert chciałem nagrywać" - wyjaśnia Jacek. Wraca uśmiechnięty, ale... "Hmmm, chyba kaset zapomniałem kupić!".

  Sala koncertowa, w której gra Myslovitz, to miejsce szczególne dla wszystkich berlińczyków. Po polsku Traenenpalast znaczy Pałac Płaczu. Przed upadkiem muru berlińskiego w budynku mieściło się przejście graniczne między wschodnim a zachodnim Berlinem. Granica między biedą a dobrobytem. Skupienie, sala prawie pełna.


  Do biegu, gotowi, start! Podniecenie tak silne, że cierpnie skóra. Ciemność i nagle flash, głuchy trzask. "Lala" wali w bębny, "Rojas" szarpie struny. Tłum skacze i krzyczy. Jest gorąco. "Znam ich piosenki po polsku, ale niestety nie rozumiem. Mimo to przyszedłem na koncert i cieszę się, że to zrobiłem. Ooo, właśnie zaczyna śpiewać coś po angielsku! W końcu rozumiem sens słów" - mówi Ernst Holtz, który przyprowadził też swoją paczkę. Z ich ust pod adresem polskiej kapeli płyną same superlatywy. "Ist suuuper!" słychać ze wszystkich stron, a to największa pochwała, jaką można usłyszeć od Niemca. Przewaga Myslovitz nad innymi, grającymi na świecie, polskimi kapelami polega na tym, że naprawdę udało się mu zaistnieć w świadomości nie tylko polskich słuchaczy, o czym świadczy sala wypełniona obcokrajowcami. Armin Sierbert, pracownik koncernu muzycznego EMI Music, o koncercie dowiedział się od polskich znajomych z pracy. "Muzyką zajmuję się pięć lat. Jako wytwórnia próbowaliśmy promować w Niemczech wiele zespołów, ale mało która grupa ma szansę na taki sukces jak Myslovitz". Pewnie dlatego, że swoją pracę traktują niezwykle poważnie, bo jak inaczej wyjaśnić to, że na zachodni rynek przygotowali płytę w języku angielskim? Koncert kończy się euforią. Dwa bisy i garderoba pełna fanów. Gratulacje, autografy nie mają końca.


  Iggy Pop, Myslovitz rock. Myslovitz swoją obiecującą pozycję na kapryśnym europejskim rynku zawdzięczają nie tylko profesjonalizmowi, ale też największym gwiazdom muzycznego świata, które zaprosiły ich do współpracy. Rok temu kapela grała jako support przed Iggy Popem i Simple Minds. Po tych "wydarzeniach" w Polsce fani się podzielili. Dla statystycznego Niemca czy Francuza trochę to dziwne. "Moje polskie kuzynki uważają, że supportowanie ujmuje wielkości zespołu. To idiotyzm! Przecież nikomu nie uda się przebić, jeśli jego nazwisko nie pojawi się obok kogoś znanego" - uważa Susan Loschner, niemiecka fanka Myslovitz. Chłopaki myślą tak samo. "Jesteśmy kolejnym zespołem, który ma coś do powiedzenia na rynku muzycznym. Ciężko pracujemy na sukces, a możliwość wystąpienia z Iggym czy Simple Minds traktujemy jako wyróżnienie, a nie dołowanie" - przekonuje Wojtek Powaga. Tym bardziej, że przeżycia z tym związane są, zdaniem członków grupy, niesamowite. "Wychodzisz na scenę, patrzysz przed siebie i nie widzisz końca publiki" - podnieca się "Lala". Brat "Lali", Jacek Kuderski, wtóruje: "Wiemy, że ludzie nie przyszli zobaczyć nas, tylko Iggy Popa, ale i tak zapiera nam dech w piersiach!".

  Słowa muzyka potwierdzają fani. W Traenenpalast spotkałem sporo osób, które w czerwcu tego roku były na koncercie Iggy Popa w Hamburgu i dzięki temu właśnie zjawiły się również na imprezie w Berlinie.


  Sonda Filipinki - skąd znasz Myslovitz? Rozmawiamy z niemieckimi fanami zespołu przed koncertem w Berlinie.

  Agnes Mari Artfohr, pracownica solarium: "Kilka dni temu zobaczyłam teledysk do "Sound Of Solitude" i urzekł mnie klimat tej piosenki. Potem zadzwoniła do mnie koleżanka i powiedziała, że Myslovitz przyjeżdżają do Berlina. Tak poukładałam sobie pracę, żeby zobaczyć ich na żywo. Jestem bardzo zadowolona".

  Mark Gutlitz, student: "Uczę się z wieloma ludźmi z Polski. W poprzednim roku, na jednej z imprez ktoś puścił Myslovitz. Potem długo ich nie słyszałem, ale znajomi wiedzieli, że bardzo podoba mi się ich muzyka. Tuż przed koncertem zadzwonił do mnie kumpel i powiedział, że grają. Nie było innej opcji, musiałem przyjść".

  Maria Niger, barmanka: "Jedna ze stacji telewizyjnych transmitowała koncert Iggy Popa w Hamburgu. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam Myslovitz. Potem okazało się, że grają w Traenenpalast. Zorganizowałam więc ekipę i przyszliśmy na koncert".

  Lea Kosovsky, uczennica liceum: "Mój ojciec jest Polakiem. Czasem jeżdżę do Szczecina i tam właśnie pierwszy raz byłam na ich koncercie. Jak dowiedziałam się, że grają w Berlinie, bardzo się ucieszyłam. Radość jest o tyle większa, że Artur śpiewał po angielsku, więc zrozumiałam znacznie więcej niż po polsku".

Bartek Kapota

Opracowanie: Tajemnicza.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT