|
| powrót |
Teraz Rock
"Paryż, Birma, Kraków"
(maj 2003)

"To jest mistrz. Przyszedł z opracowaniem piosenki do studia, dał nuty swoim muzykom, siadł w reżyserce przy konsolecie, używał fachowego nazewnictwa i dokładnie wiedział, co chce zrobić" - opowiada basista Myslovitz, Jacek Kuderski. Któż zrobił na nim tak wielkie wrażenie? I o jaką piosenkę chodzi? Dowiecie się czytając poniższy tekst. Ale nie od razu.
Wszystko wskazuje na to, że już niedługo grupa Myslovitz będzie raczyła słuchaczy swymi piosenkami w dwóch "barach". Do polskiego albumu "Korova Milky Bar", obecnego na rynku od zeszłego roku, dojdzie anglojęzyczny "Korova Milky Bar". Najprawdopodobniej dostępny tylko na zachodzie Europy, a już na pewno "przebudowany" z myślą o tamtej publiczności. Pojawienie się tego muzycznego wydawnictwa zapowiada singiel "Sound Of Solitude" (eksportowa wersja "Długości dźwięku samotności").
Rozmawiam z Maciejem Pilarczykiem, menażerem Myslovitz, o tym, co czeka jego grupę w najbliższych miesiącach. Jest pełen optymizmu, także dlatego, iż Myslovitz współpracuje z nową wytwórnią. Zespół rozstał się z firmą Sony i ofensywę na Zachodzie podejmuje pod sztandarem EMI, związał się bowiem w kraju z Pomaton EMI. "Znalazła się wytwórnia, która chce inwestować w zespół" - mówi Pilarczyk. Sprawa wygląda rzeczywiście poważnie. I tak na przykład klip (zresztą też umieszczony na singlu, obok podstawowej wersji piosenki i remiksu dokonanego przez Andrzeja Smolika) wyreżyserował Janusz Kamiński, operator Spielberga, zaś wytwórnia zadbała, żeby już jego realizacja w Warszawie stała się wydarzeniem medialnym.
Pilarczyk i Myslovitz liczą na europejskie tournee promocyjne wczesną jesienią - tuż po wyjściu albumu. Koncertowanie dla zachodnioeuropejskiej publiczności to dla zespołu nie pierwszyzna, jak podkreśla Maciej: "w zeszłym roku mieliśmy kilka tras i zagraliśmy kilka festiwali". W tym roku w lecie znów mają poprzedzać i Simple Minds (w lipcu, na festiwalu w Szwajcarii), i Iggy'ego Popa (w czerwcu, dwukrotnie - w Niemczech i w Danii). "Szlifujemy angielski i mam nadzieję, że w tym roku w końcu będziemy mogli pogadać sobie na festiwalach z muzykami grup, które szanujemy" - mówi gitarzysta Wojtek Powaga.
Jak na razie najwięcej podróżuje po świecie Artur Rojek, bo w czasie wolnym od zajęć z zespołem, odzwiedza ze swą dziewczyną odległe, egzotyczne kraje. Kilka miesięcy temu zaszył się w Birmie, wcześniej zwiedzał Kenię i Kambodżę. "Moje podróże polegają na tym, że kupuję bilet na samolot i lecę gdzieś, zdając się trochę na przypadek, a trochę na przewodniki... Zawsze marzyłem, że będę jak najwięcej podróżować, gdy tylko będę miał taką możliwość".
W "europejskiej wersji" albumu "Korova Milky Bar" zostanie dokonana zmiana. Na pewno podniesie jego atrakcyjność to, że trzy mniej istotne utwory z polskiej wersji zostaną zastąpione czterema z "Miłości w czasach popkultury". Rojek: "Nie pamiętam już czyj to był pomysł. Ale każdy z nas zdawał sobie sprawę z siły tych czterech singlowych numerów i każdemu byłoby żal, gdyby piosenki "Długość dźwięku samotności", "Chłopcy", "My" i "Dla ciebie" nie weszły na tę naszą zachodnią płytę".
Będzie to szósty album w dyskografii Myslovitz. "Na początku chcieliśmy nagrać tylko jedną płytę, ale okazało się, że możemy wydać następną. Dwie ostatnie, "Miłość w czasach popkultury" i "Korova Milky Bar", powstawały pod takim kątem, żeby przypieczętować naszą pozycję".
W tym roku nie tylko możemy spodziewać się dużej płyty Myslovitz na Zachodzie. W kraju ukaże się album-składanka, co wynika jeszcze z zobowiązań wobec poprzedniego wydawcy, Sony. Ubarwi ten zestaw premierowe nagranie, które było pomysłem Rojka. Chodzi o nową wersję piosenki "Kraków" (znanej z płyty "Miłość w czasach popkultury"), utrwaloną ze wspomnianym na wstępie mistrzem. Z Markiem Grechutą. To znaczy Grechuta wziął ten utwór na swój warsztat, nagrał go z Anawą zapraszając do udziału Rojka i gitarzystów grupy. Wokalny duet Grechuta-Rojek robi duże wrażenie. "Po prostu lubię Grechutę" - stwierdza Artur. "W swoich starych piosenkach osiągał niepowtarzalny klimat, bardzo poetycki, romantyczny... Na początku był sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, ale wiedziałem, że jeśli się zgodzi, to będzie dobrze. Zmienił delikatnie linię melodyczną, a piosenkę zaaranżował w ten sposób, że brzmi niemal jak jego utwory z początku działalności, ma tę aurę...".
"Do studia Radia Kraków, gdzie nagrywaliśmy, weszliśmy wystraszeni..." - opowiada mi jeszcze Wojtek. "Ale też fajna scena tam wynikła. Kupiliśmy sobie płyty Grechuty, żeby poprosić o autografy. Ja kupiłem tę z jego piosenkami do wierszy Tadeusza Nowaka, bo bardzo Nowaka lubię. I jak zaczęliśmy rozmawiać z Grechutą o Nowaku - od razu rozchmurzył się i potem opowiedział nam o starych czasach, jak nagrywali na kilkuśladowym magnetofonie... A w końcu odwrócił się i znowu zamknął się w swoim świecie".
Wiesław Królikowski
| powrót | |