Ostatnia modyfikacja tej strony: 18 grudnia 2004    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Newsweek
 "Uwaga, jedzie eksperyment"
 (13 grudnia 2004)

  Czy można odnieść komercyjny sukces, nie mizdrząc się do publiczności? Na własnej skórze sprawdzają to Myslovitz oraz Fisz z Tworzywem Sztucznym.


  Na świecie muzyka alternatywna ma rzesze słuchaczy. Nie wierzycie? A jednak. Trzypłytowy zestaw z archiwalnymi nagraniami amerykańskiej Nirvany, opublikowany zaledwie przed kilkoma dniami, podbija listy bestsellerów po obu stronach Atlantyku (w pierwszym tygodniu sprzedaży 19. miejsce na liście magazynu "Bilboard"). No ale - powie ktoś - Nirvanę trudno brać za punkt odniesienia, ta formacja to fenomen, Na długo przed samobójczą śmiercią lidera Kurta Cobaina w 1004 roku zdobyła renomę największej alternatywnej gwiazdy ostatnich lat. Tak? To spójrzcie na brytyjską grupę Franz Ferdinand albo amerykański duet The White Stripes. Są młodzi, alternatywni, odkrywczy stylistycznie, a mimo to sprzedają płyty w wielomilionowych nakładach.

  Z polskiej perspektywy sytuacja nie wygląda tak wesoło. Wystarczy rzut oka na listę najpopularniejszych płyt sprzedawanych w salonach Empik. Bodaj od roku nie trafił na nią żaden album, który możnaby określić alternatywny. Czy Polacy mają tak zachowawczy i pospolity gust, czy nasi muzycy z lęku przed klęską nie porywają się na eksperymenty? Nie oszukujmy się, jedno i drugie. Może tę tendencję przełamią produkcje grupy Myslovitz (na rynku od 6 grudnia) i Tworzywa Sztucznego (od 25 listopada). Wykonawcy, którzy za ulubieńców dużej części młodego pokolenia opublikowali nowe albumy - wyrafinowane i wymagające od słuchacza wysiłku. To chwilowy przystanek w wycieczce po sławę, świadomy wybór bocznej, lecz ciekawszej ścieżki artystycznego rozwoju czy raczej komercyjne samobójstwo?

  Nowy album śląskiego kwintetu Myslovitz zaskakuje tym bardziej, że dotąd jego członkowie dbali, by nie wyprzedzać zanadto gustów odbiorców. Myslovitz to zespół nowoczesny, obdarzony wyobraźnią, ale na pewno nie awangardowy. Kiedy trzeba, potrafi pójść na kompromis. Jak przed paroma tygodniami, gdy występował na europejskiej trasie z miałką popową formacją The Corrs z Irlandii. Graliśmy dla publiczności, która do końca nie rozumiała, o co nam chodzi - przyznaje wokalista Artur Rojek. - Ale granie przed popularną grupą jest dla nas szansą na mocniejsze zaistnienie na Zachodzie.

  Podobnych kompromisów nie ma na płycie "Skalary, mieczyki, neonki". To nie kolejny zbiór przebojowych piosenek, lecz zapis improwizacji zarejestrowanych w trakcie sesji do albumu "Korova Milky Bar" (2002). Rzecz w większości instrumentalna, nawiązująca do tradycji hałaśliwych rockowych ekscesów, ale bardzo ciekawa. Z jednej strony słychać tu echa fascynacji garażową estetyką The Velvet Underground, z drugiej - hipisowskimi dokonaniami Pink Floyd. W historii te dwa nurty zbiegały się często, zwykle na Wyspach Brytyjskich, np. w twórczości takich zespołów, jak Spiritualized czy Slowdive.

  Rojek już raz boleśnie doświadczył skutków swojego zainteresowania takimi, słabo w Polsce znanymi muzycznymi wynalazkami. W 2000 roku w ramach projektu Lenny Valentino nagrał płytę "Uwaga! Jedzie tramwaj". Towarzyszyli mu muzycy alternatywnej ścianki oraz Negatywu. Sprzedaż nie przekroczyła 12 tys. egzemplarzy. To wynik nie najgorszy, jednak dość nikły w porównaniu ze 160-tysięcznym nakładem wcześniejszego albumu Myslovitz ("Miłość w czasach popkultury", 1999). Nic dziwnego, że decyzja o wydaniu materiału, który nie schlebia gustom słuchaczy rozgłośni radiowych, wywołała sporo komentarzy. Pojawiły się nawet plotki o konflikcie w grupie: ponoć część muzyków nalegała, by skupić się na nagrywaniu popowych piosenek. Rojek dementuje: początkowo myśleli z kolegami o limitowanym nakładzie płyty. - Chcieliśmy sprzedawać ją na koncertach w ręcznie opisanym pudełku, to miał być prezent dla fanów - tłumaczy wokalista. - Ale kiedy zmiksowaliśmy materiał i usłyszeliśmy "Skalary..." w całości, doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie, jeżeli album trafi do oficjalnego obiegu, by mogli mieć go i nasi fani, i ludzie, którzy do tej pory znali Myslovitz tylko z hitów.

  Czy skalary rozpoczną nowy etap w karierze Myslovitz, czy za tą płytą pójdą następne, podobne? To raczej jednorazowy wyskok muzyków zmęczonych wąską formułą grania w stylu pop-rock. - Mam nadzieję, że "Skalary..." nie zniszczą popularności grupy - mówi z obawą Rojek. Na wszelki wypadek członkowie formacji już zapowiadają, że kolejny album będzie powrotem do "fajnych, melodyjnych piosenek".

  O podobne zastrzeżenia trudno w wypowiedziach liderów Tworzywa Sztucznego - braci Bartka i Piotra Waglewskich, znanych szerzej jako Fisz i Emade. Wciąż są rozpoznawani jako ważni reprezentanci polskiego środowiska hiphopowego, ale ich droga ku artystycznej swobodzie trwa od dawna, jest niezwykle konsekwentna, zaś nowy album "Na Rzywo w Mózgu" to tylko jej delikatne podkreślenie.

  Waglewscy, synowie Wojciecha, lidera Voo Voo, zawsze demonstrowali wstrzemięźliwość wobec rynku masowej rozrywki, Co prawda, gdy Fisz debiutował w 2000 roku płytą "Polepione dźwięki". Miał możliwość, aby stać się guru polskiego hip hopu. Promująca album "Czerwona sukienka" długo zajmowała wysokie miejsca na liście przebojów młodzieżowej Radiostacji. Mimo to już na następnym wydawnictwie - "Na wylot" z 2001 roku - Fisz oraz jego producent Emade zaczęli stylistyczne eksperymenty: hip hop łączyli z reggae, przypominali o swojej wcześniejszej fascynacji punk rockiem, Słychać było, że ich inspiracje to również nowoczesny jazz i elektronika. W ubiegłym roku nawiązali współpracę z muzykami jassowymi i awangardowymi. Weszli w skład formacji basisty Wojtka Mazolewskiego - Bassisters Orchestra. Obok nich znaleźli się w niej również saksofonista Mikołaj Trzaska, perkusista Macio Moretti i znany z elektronicznych eksperymentów Michał Bunio Skrok, W końcu doszło do nagrania "Na Rzywo w Mózgu".

  Bydgoski klub Mózg jest mekką rodzimej awangardy muzycznej, bodaj najważniejszym miejscem w historii sceny jassowej. To tu regularnie grały kolejne formacje Tymona Tymańskiego, tu pojawiali się słynni awangardziści ze świata: Fred Frith czy Joey Baron. Samo nagranie w tym klubie płyty jest rodzajem deklaracji, odcięciem się od świata muzyki popularnej. Album Tworzywa Sztucznego może nie łamie wszystkich konwencji, mocno trzyma się stylistyki funkowo-rockowej, ale zarazem sygnalizuje: Fisz i Emade nie zamierzają być grzecznymi chłopcami polskiego hip hopu, chcą swobodnie przekraczać granice gatunkowe, bawić się dźwiękami. Nawet za cenę komercyjnego niepowodzenia. Poprzednie produkcje braci Waglewskich sprzedawały się w nakładach nawet kilkudziesięciotysięcznych. Trudno podejrzewać, by "Na Rzywo w Mózgu" dobiło do połowy tego wyniku.

  Mimo to w rozmowie Fisz sprawia wrażenie bardzo pewnego siebie. Z jego słów jasno wynika, że chce zagwarantować sobie wolność wobec rozmaitych nacisków środowiskowych. Chociaż dopiero nagrał płytę w Mózgu, już wyrywa się do przodu i krytykuje undergroundowy snobizm. - środowisko jassowe powstało w opozycji hermetycznego świata światka jazzowego, ale dziś, poza nielicznymi wyjątkami, zaczyna zachowywać się podobnie - stwierdza. - Słyszałem, jak jeden z muzyków związanych z tą niby otwartą, niezależną sceną wygłosił wielką mowę: "Jak można współpracować z takimi hiphopowymi matołami, co nawet nut nie czytają?". Każde środowisko rządzi się swoimi prawami. Ja nie należę do żadnego.

  Ale nie odwraca się plecami od popu. Potrafi prowokacyjnie wyznać, że we własnym mniemaniu gra pop. - Wychowałem się na muzyce pop, ona mnie inspiruje - mówi. Zaraz potem dodaje jednak: - To nie znaczy, że godzę się na kompromisy.

  Prawdopodobnie to, co dla Fisza i Emade jest świadomie obraną drogą artystyczną, dla Myslovitz będzie skokiem w bok. Ale trzeba go docenić, bo w ten sposób zespół daje dowód swojej autentyczności i odwagi. Dla nas, słuchaczy, to także próba. Warto w jej obliczu pamiętać, że jeżeli zrezygnujemy z uczestnictwa w tych eksperymentach, ostatecznie możemy pozwolić zalać się falą plastikowego popu.

Łukasz Lubiatowski

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT