Ostatnia modyfikacja tej strony: 15 czerwca 2005    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Brum
 "Anioł z twarzą psa"
 (październik 1997)

  Z rozmyślań przy śniadaniu wynikła płyta zmuszająca do spojrzenia na Myslovitz od zupełnie innej strony. Spojrzenia poważniejszego. Tym, co decyduje o niewątpliwie wielkiej atrakcyjności albumu są teksty, a więc dotąd najsłabszy punkt zespołu. Muzyka krążąca cały czas w rejonach brytyjskiego, gitarowego rocka, nabrała dzięki tym ponurym i depresyjnym słowom specyficznej nerwowej nostalgii. Zeszła jakby na drugi plan, stała się tłem czy może raczej ilustracją. Płyta ukazuje muzyków, a w jeszcze większym stopniu ludzi, dojrzałych i świadomych. Nieco zgorzkniałych pesymistów, ale też artystów o naprawdę imponującej wrażliwości.


  BRUM: Wśród "rozmyślań przy śniadaniu: natrętnie przewija się ponura wizja psychiki zwichniętej przez filmy lub narkotyki. Skąd taka przemiana w zespole kojarzonym bądź, co bądź z lekkimi, miłosnymi piosenkami?

  - ARTUR ROJEK: Między innymi właśnie stąd, że nie bardzo odpowiadało nam postrzeganie Myslovitz jako chłopaków śpiewających o nastoletniej miłości itd. Takie skojarzenia pojawiły się po wydaniu "Sun Machine", a jak mówiłem ci rok temu, nie jestem specjalnie zadowolony z ukazania się tej płyty.

  B: A nie poprawi ci humoru spory sukces komercyjny "Sun Machine"?

  - A.R.: Pewnie, przecież dzięki temu mogliśmy nagrać taką płytę jak "Z rozmyślań przy śniadaniu". Po pierwsze stać nas teraz na pewną niekomercyjność, po drugie, uświadomiliśmy sobie, że nie odpowiada nam do końca forma banalnej, rozrywkowej piosenki. Jednak pewien niesmak pozostał. Wolałbym nie podejmować kroków tak jawnie komercyjnych - pozycję można wypracowywać innymi drogami, bez tak radykalnych kompromisów. Piosenka jest dobra, ale wyłącznie wtedy, kiedy niesie oprócz melodii jakiś ładunek emocji. Pamiętam, że często pytałeś mnie, dlaczego nie gramy już psychodelicznych klimatów jak "Moving Revolution". Otóż gramy. Po prostu to, co tam wymagało położenia nacisku na instrumentalne odjazdy, dzisiaj zawieramy w tekstach. Słowa są podstawą nowej płyty - muzyka tylko je wspomaga.

  B.: To tłumaczy, dlaczego teksty stały się poważniejsze. Nie wyjaśnia jednak ich tematyki.

  - A.R: Założenie było takie, że teksty mają opowiadać o sprawach dotyczących nas bezpośrednio. Nie o pierdołach, nie o banałach jak dotąd. Można odnieść wrażenie, że mówią o uciekaniu. Uciekaniu przed odpowiedzialnością, przed dojrzałością... przed samym sobą. Ale zawsze staramy się powiedzieć, że narkotyki, alkohol czy właśnie filmy ucieczką nie są. Dostarczają pewnej iluzji, ułudy wolności, a w praktyce kompletnie degenerują osobowość.

  B.: Te problemy dotyczą was bezpośrednio?

  - PRZEMEK MYSZOR: Tak się złożyło, że ja i Artur pracowaliśmy przez pewien czas jako nauczyciele. Wtedy mieliśmy okazję zobaczyć, na czym wychowuje się dzisiaj młodzież... Wszyscy są dzisiaj zgorszeni i zdziwieni brutalnymi morderstwami, napadami itp. "Jak to?!" - pytają, "Skąd ta zaraza się wzięła?". A na prawdę wystarczy przebywać chwilę z tymi dziesięcio- jedenastolatkami i wszystko naprawdę jest jasne. W czwartej czy piątej klasie dzieciak potrafi dusić na przerwie kolegę. I nie to, że się bawią! On t robi naprawdę, a jest za mały, żeby do końca zrozumieć konsekwencje. W podstawówkach wszystkie teksty z filmów, w rodzaju: "zabiję cię", "jaja ci urwę", "połamię ci gnaty"... itp. brane są absolutnie na serio. Obejrzą jeden, drugi film i potem na przerwach kopią się z całych sił po nerkach... Wiesz, to temat na pracę naukową, a nie krótki wywiad, ale wrażenie jest nieprawdopodobne.
  - A.R.: Jeśli o mnie chodzi, to w szkole pracowałem tylko pół roku. Ale fakt, że niebezpieczeństwo filmów odczułem na własnej skórze. Ja kiedyś, zanim jeszcze powstał zespół, nie miałem jakoś znajomych. Tak się złożyło - nawet kumpli z podwórka. Co miałem robić? Siedziałem cały dzień i gapiłem się w telewizor. Skończyło się tak, że kiedy trochę dorosłem i pojawiła się potrzeba komunikacji z innymi ludźmi okazało się, że mam kompletnie skrzywioną wyobraźnię. Nie potrafiłem rozmawiać, ba nawet nie potrafiłem myśleć kategoriami normalnego człowieka.

  B: I co okazało się lekarstwem?

  - A.R.: Nic, cały czas go szukam.

  B.: A religia? Odniosłem wrażenie, że o ile filmy, narkotyki czy alkohol, są dla ciebie tylko pozorem ucieczki, tak pewne ukojenie przynosi ci wiara.

  - A.R.: Też nie do końca. Swego czasu poszedłem do księdza. Rozmawialiśmy i fakt, że chociaż nie powiedział mi nic specjalnego, trochę ta rozmowa pomogła. Ale jak mówię - nie do końca. Być może wierzę za mało...

  B.: Bodaj najbardziej wstrząsający utwór z płyty - "To nie był film", ma pojawić się jako fragment ścieżki dźwiękowej w filmie "Młode wilki". Czy to nie hipokryzja?

  - A.R.: Nie chcę tego komentować. Mam tylko nadzieję, że jego tekst zostanie odczytany właściwie...

  B.: Z kolei z tekstem utworu "Zawód: Fotograf" wstrzelacie się w dyskusje o granicach ingerowania mediów w prywatne życie osób znanych. Czy uważacie, że na przykład dzisiejsza rozmowa jest natrętnym naruszeniem waszej prywatności?

  - A.R.: Nie jesteśmy takimi gwiazdami, żeby męczyły nas już wywiady. Ale fakt, rozumiem ludzi, którym może to przeszkadzać. Ten tekst powstał pod wpływem pewnego wydarzenia przed koncertem w Siemianowicach. Graliśmy próbę i cały czas biegał koło mnie facet z aparatem. W pewnym momencie spytał się, czy mogę ustawić się do zdjęcia z papierosem w ustach: bo dym, bo fajny klimat... itp. Mówię, że raczej nie. Palę, ale to nie znaczy, że koniecznie fajki muszę komuś polecać. Zobaczy potem to zdjęcie jakiś młody chłopak, któremu akurat podoba się to, co gramy i pomyśli "zapalę, bo będę może trochę jak oni". To śmieszne, ale tak na prawdę mogę myśleć osoby nastoletnie. Tak czy inaczej nie zgodziłem się, fotograf powiedział OK, a miesiąc później ukazało się w gazecie piękne zdjęcie Artura Rojka z papierosem w ustach i podpis >>popularność mnie męczy<<.. Po prostu ręce mi opadły..

  B.: A męczy?

  - A.R.: Na tym etapie jeszcze nie, ale czuje, że krok dalej i mogłoby mi to przeszkadzać. Widzisz, rzecz w tym, że ja nie specjalnie przywiązuję się do grania. Nie sądzę, żebym miał to robić jeszcze dziesięć czy piętnaście lat. Nie ma to dla mnie, tak jak dla większości muzyków, znaczenia samorealizacji. Muzyka jak na razie nie pozwala mi uspokoić się wewnętrznie. A tego właśnie oczekuję.

  B.: Wspomnieliście przed rozmową, że mieliście w planach zrealizowanie technowego remixu do jednego z utworów. Jak muzycy o tak przecież tradycyjnym spojrzeniu na granie odnoszą się do kultury techno?

  - A.R.: Sama kultura techno jest fajnym, odświeżającym się zjawiskiem. Akurat mnie to nie bierze, ale nie mam nic przeciwko... Właściwie nie miałbym, gdyby nie wiązało się to tak ściśle z narkotykami. Wiesz, techno jest transowe, kwasy są transowe... Niby i środowisko rockowe nie jest wolne od narkotyków, ale w tym wypadku dotyczy to raczej muzyków niż słuchaczy. Technowcy biorą jakby z reguły.

  B.: A techno jako alternatywa dla rocka?

  - P.M.: O tym, że rock umiera słychać już od dwudziestu lat. Co kilka lat pojawiają się apostołowie obwieszczający, że od tej chwili rocka nie ma, że wchodzi coś tam. Całkiem niedawno rap miał być nową jakością, która zmiecie rock z powierzchni Ziemi.

  - A.R.: Będzie rock, będzie rap, będzie techno... Tak jak od niewiadomo kiedy jest blues czy jazz. Uleganie na siłę wciskanym modom i na ich podstawie budowanie swojego poglądu jest bzdurą. Wszystkie te gatunki mogą się zazębiać i przenikać. Nie widzę żadnego problemu.

  B.: Czy wiec miał być dla was remix?

  - P.M.: Eksperymentem. Pomysł narodził się podczas ubiegłorocznych odjazdów, konkretnie podczas koncertu Illusion. Właśnie grali z podkładem technowym i miało to niesamowitego kopa. Pomyśleliśmy, że moglibyśmy spróbować. Ostatecznie nie starczyło czasu.

  - A.R.: Taki remix, oczywiście pod warunkiem, że nie jest robiony w stricte komercyjnym celu, pozwala zobaczyć, jak na twoją muzykę patrzy ktoś z boku. Na co zwraca uwagę, co nie jest dla niego ważne...

  B.: Każda z waszych płyt przedstawia zupełnie inne oblicz Myslovitz. Istnieje oblicze czwarte, czy też zamierzacie kontynuować kierunek "Z rozmyślań przy śniadaniu"?

  - A.R.: Za wcześnie jeszcze mówić. Ale chyba z samej metody "...rozmyślań" będziemy dalej korzystać. Skupienie na tekście, ilustrowanie go muzyką. Zbudowanie pewnej koncepcji płyty jeszcze przed pojawieniem się wizji muzyki...

  B.: Dziękuję.

Rozmawiał: Wojtek Wysocki
Brum 1997 nr 10 (48)

Opracowanie: mareg (na podstawie materiałów Michała Przybytnia)

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT