|
| powrót |
Metropol
"Ciemna strona Myslovitz"
(10 marca 2004)

Jutro w Stodole koncert Myslovitz. O międzynarodowej karierze zespołu opowiadają członkowie grupy: Artur Rojek i Przemysław Myszor
Ostatnio bardzo często koncertujecie za granicą. Czy w ramach rekompensaty dla polskich fanów - oprócz koncertu w Stodole - macie w planach trasę koncertową po całej Polsce?
- Artur Rojek: Tak naprawdę nie od nas to zależy. Gdybyśmy mieli więcej propozycji grania w Polsce, to na pewno występowalibyśmy dla polskich fanów nawet w każdy weekend. Tak się akurat ostatnio zdażyło, że graliśmy więcej koncertów za granicą, ale nie dla tego, że nie chcieliśmy grać w Polsce, tylko w tym czasie nie mieliśmy nic innego do roboty, więc pojechaliśmy tam. Graliśmy trasę koncertową promującą płytę zagraniczną, która ojęła 11 miast, i teraz ją kontynuujemy. zaczynamy od Stodoły, a później jedziemy na północ Polski. Gramy m.in. w Koszalinie, Elblągu, Gdyni, Słupsku, Grudziądzu itd. i wracamy z powrotem do domu.
Za granicą graliśmy w okresie, kiedy tradycyjnie siedzimy w domu, nigdy w styczniu nie pracujemy. Wkurzamy się, gdy ktoś nam proponuje koncert za granicą, kiedy akurat w tym czasie jest sezon do grania czegoś w Polsce. To nie jest tak, że wykorzystujemy każdą okazję i wybieramy Zachód.
Czy polskiemu zespołowi łatwo jest sie przebić, czy może zaistnieć za granicą?
- A.R.: O tym, czy polskie zespoły mają szansę zaistnieć na tamtym rynku muzycznym, decyduje wiele składników. To nie jest tylko i wyłącznie kwestia dobrego materiału, ale także dużego zaangażowania firmy fonograficznej, menedżera, który cie reprezentuje tam na Zachodzie. Jest to bardzo duże poświęcenie, bo w naszym przypadku ciagnie się to już dwa lata, a tak naprawdę przez pierwsze półtora roku była to z naszej strony inwestycja.
Kiedyś, żeby wyjechać na koncert na Zachodzie, musieliśmy tutaj zagrać koncert, to się tak pokrywało. Musieliśmy sobie sami zapłacić, np. za przejazd autobusem-sypialnią. Teraz pozostaje pytanie, jak oni nas tam odbierają.
A jak was odbierają?
- Przemysław Myszor: Tak, jak my tych ze Wschodu. Ja się dzieki temu nauczyłem teraz pokory wobec tych wszystkich innych nacji, Zazwyczaj na nasze koncerty ludzie przychodzili, żeby zobaczyć co to takiego. A gdy posłuchali naszego koncertu, to pytali, kiedy przyjedziemy następnym razem.
Czyli będzie dalsza trasa koncertowa, żeby zwróciły wam się koszty?
- A.R.: Teraz jest taki moment, kiedy płyta ukazała się na rynku i jeździmy do tych krajów, które tego naprawde chcą. To nie jest ta sama sytuacja co w Polsce. Tam jesteśmy debiutantami i nikt się nami specjalnie nie przejmuje, jak tutaj w kraju.
Natomiast warunki dla debiutanta, który gra na Zachodzie, są nieporównywalne, inne i lepsze niz dla debiutanta, który gra tutaj, oczywiście przy ilości płyt, jaką sprzedajemy tam. Agenci pilnuja, żebysmy nie trafili w byle jakie miejsce. to wszystko jest zorganizowane na bardzo dobrych warunkach.
Co zagracie podczas czwartkowego koncertu w Stodole?
- A.R.: zagramy piosenki z wszystkich płyt, to nie bedzie trasa promująca angielską wersję płyty "Korova Milky Bar". Doszliśmy do wniosku, że granie po angielsku w Polsce byłoby raczej dziwne. Bedzie to koncert, który bardziej odnosi sie od płyty "the Best Of" niż angielskiej "Korovy". Zagramy duzo starszych piosenek.
- P.M.: Zagramy piosenki, których dawno nie graliśmy. Kontynuujemy pomysł z "The Best Of", gdzie wykorzystaliśmy fanów na okładce. Przy tej trasie postanowiliśmy wziąć pod uwage zdanie fanów a propos materiału koncertowego. Przejrzelismy fora dyskusyjne i strony internetowe, gdzie fani wypowiadali się na temat koncertów, na co najbardziej czekają i czego najbardziej było im brak. to właśnie chcemy im dać. Także to na pewno będzie długi koncert.
A czy wy macie jakieś swoje ulubione utwory?
- A.R.: Tak, są takie piosenki, które lubimy grać, np. od bardzo dawna nie graliśmy piosenki "Pierwszy raz", która bardzo mi się podoba. Przez bardzo długi czas graliśmy piosenki głownie z ostatnich dwóch płyt i doszło do takiej sytuacji, że byliśmy lekko zmęczeni tym repertuarem.
Ostatnia trasa koncertowa zadziałała na nas troche odświeżająco, bo te wszystki stare piosenki, które graliśmy, np. Margaret, Pierwszy raz, Przedtem czy Zwykły dzień, Blue Velvet były dla nas troche jak zimny prysznic. Gramy utwory, które kiedyś tam wypadły, bo się nam znudziły, bo uważaliśmy, że mamy lepsze, a teraz wracamy do tych piosenek.
Czy macie w planach nowa płytę?
- P.M.: Tak, mamy ją juz nagraną, tylko jest w trakcie miksowania. Ma to być płyta, która bedzie naszym zobowiazaniem wobec fanów, którym kiedyś ja obiecywaliśmy. Będzie trochę dziwna, psychodeliczna, instrumentalno-improwizyjna. Ja bym to nazwał " Dark side of Myslovitz". Taką płytę będziemy mieć w połowie roku.
Katarzyna Szczekała / Joanna Piszcz
Opracowanie: Rafał 'GulasH' Zatorski.
| powrót | |