|
| powrót |
Dzień Dobry
"Strach, miłość, radość"
(16 stycznia 2004
)

Rozmowa z Arturem Rojkiem i Przemysławem Myszorem z zespołu Myslovitz o ich angielskojęzycznej wersji płyty "Korova Milky Bar".
Daleka była droga z domu kultury w Mysłowicach do MTV?
- Artur Rojek: Dla nas daleka - zajęła nam 10 lat.
A muzycznie? Na ile musieliście sie rozwinąć muzycznie, zby zostać zauważonymi nie tylko przez krajowych odbiorców?
- AR: Myślę, że nasze starsze płyty nie są wcale słabsze niż te, które nagrywamy teraz. Pewnie, że obence nagrania są bardziej dobracowane, ale to jest raczej kwestia naszych możliwości technicznych.
Myśleliście wcześniej o wydaniu płyty na Zachodzie?
- AR: Nie, ja o tym w ogóle nie myślałem.
- Przemysław Myszor: A ja tak, wiedziałem, że kiedyś to się stanie. To dlatego tyle razy mówiłem chłopakom, że to i to musimy zrobić inaczej, bo nikt nie będzie chciał tego słuchać.
- AR: Wydaje mi się, że na każdym etapie naszego grania najważniejsza była warstwa artystyczna. To, aby tworzyć coś nowego, i aby zgadzało się z tym, czego oczekujemy od samych siebie. Owszem, robiliśmy to z myślą o ludziach, którzy będą nas słuchali, ale nikt z nas nie myślał, że dojdziemy do tego miejsca, w którym teraz jesteśmy. Może wiązało się to z pewnego rodzaju respektem, który czuliśmy to tego całego muzycznego Zachodu?
Wpasowaliście się w falę popularności brit-popu.
- AR: Nigdy nie szliśmy za żadną falą. Nigdy nie staraliśmy się robić tego, co akurat jest popularne,tylko to, w czym się dobrze czujemy i co lubimy.
Czy wasza muzyka jest przkładalna dla słuchacza na Zachodzie? Klimat i tekst takiej piosenki, jak np. "Kraków" może być dla niego zupełnie niezrozumiały.
- AR: Zapewne mieszkańcy Düsseldorfu nie będą kumali takiej piosenki jak "Kraków". Ale to wyjatek. Nasze teksty są przetłumaczone kropka w kropkę, nie ma specjalnych wersji. Mysłę, że teksty angielskie oddaja to samo, co polskie. Jeden z zaprzyjaźnionych menedżerów powiedział nam, że gdy usłyszał naszą płytę po angielsku, to spojrzał innymi oczami na naszą twórczość, i zrozumiał o co nam chodzi.
- PM: A ja się z tym nie zgadzam. Pamiętam, że mi kiedyś bardzo podobała się piosenka "Go Amsterdam" i w ogóle mi nie przeszkadzało, że nie znam tego miasta - to po prostu była fajna piosenka. Jeśli chodzi o warstwę tekstową, to nie zauważyłem, żebyśmy się jakoś specjalnie wyróżniali. Poruszamy się w warstwie emocjonalnej, a emocje są wszędzie takie same - złość, strach, miłość, radość.
Tomasz Kunert
Opracowanie: Rafał 'GulasH' Zatorski.
| powrót | |