|
| powrót |
Brum
"Sposób na sukces"
(wrzesień 1995)

Poprzedni laureat przeglądu Mokotowska Jesień Muzyczna Będzie Dobrze, dzisiaj jest jednym z najciekawszych czadowych zespołów młodej fali. Wszystko wskazuje na to, że ich tropem podąży kolejna formacja ze Śląska - Myslovitz. Po koncercie w Opolu, a przede wszystkim po występie w Sopocie, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Choć do końca roku jeszcze daleko, dla mnie ten zespół już jest największym tegorocznym odkryciem muzycznym w naszym kraju. Melodyjny, gęsty i spontaniczny rock w wykonaniu Ślązaków zdradza wyraźny wpływ sceny manchesterskiej. Podobnie jak w przypadku modnych na Wyspach grup Oasis, Blur, Lemonheads czy Stone Roses korzenie muzyki Myslovitz tkwią w latach 60-tych i dokonaniach The Beatles, The Byrds, Them czy Trogs. Podobnie w piosenkach zespołu słychać echa The Velvet Underground, Ride, James czy Jesus And Mary Chain. Łączenie ładnych, przebojowych melodii z prostą skromnością i naturalnością wykonania. Szorstkie brzmienie, rozstrojone gitary i przepięknie zaaranżowane, wielogłosowe, natchnione śpiewanie. Otwarcie na przeróżne wpływy i zgrabne przetwarzanie ich we własny sposób. Czy wrażliwa, "brytyjska" muzyka Myslovitz otworzy furtkę dla następnych?
Od kiedy gracie i czy Wasza muzyka od początku zdradzała tak silne fascynacje brzmieniem manchesterskim?
- Zespół istnieje od 1992 roku i od początku trzyma się podobnej stylistyki. Wcześniej nazywaliśmy się The Freshmen. Zmieniliśmy tylko nazwę.
Aby zaakcentować swój śląski rodowód?
- Nasza nazwa, tak jak i nasza muzyka, nie ma żadnego związku z naszym regionem. Jest przecież Kravitz... Jest też Myslovitz. (śmiech) To wszystko.
Czy czujecie się forpocztą manchesterskiego grania, pionierami tego gatunku nad Wisłą?
- Jeśli nasza muzyka jest odbierana w ten sposób, to nasze szczęście. Mamy nadzieję, że również takie granie przyjmie się w Polsce. Wiemy, że tutaj, np. na Wybrzeżu, istnieje wiele zespołów grających w tym stylu. Niestety niewiele ich i nikt jeszcze nie zwrócił na nie uwagi.
Na Was jednak zwrócono...
- Przypadek. Po prostu mieliśmy farta. Może dlatego, że chodzimy do kościoła i modlimy się?
Dziennikarze i część publiczności będą zapewne zarzucać Wam chęć wypłynięcia na fali popularności takich zespołów jak Oasis czy Blur...
- Graliśmy w ten sposób znacznie wcześniej niż Oasis i taka muzyka nie zaczęła się od tych zespołów. Najważniejsze jest, aby grać to, co się czuje. Muzyki nie można robić pod przymusem.
Macie jakiś szczególnie ulubiony zespół? Na koncercie w Sopocie graliście kowery The Beatles i Ride.
- Mamy całe mnóstwo ulubionych wykonawców. Wbrew pozorom nasze gusta są bardzo różnorodne. Do tego stopnia, że kiedy wchodzimy do studia powstaje problem, bo nagle okazuje się, że nie wiemy jak chcemy brzmieć. Chyba każdy zespół pragnie, aby jego brzmienie było jak najbardziej oryginalne i naturalne.
Co jest najważniejsze w Waszej muzyce?
- Trudno powiedzieć. Myślimy, że jeżeli ten zespół kiedyś rozpadnie się, to wątpliwe żeby któryś z nas grał inną muzykę. Bez względu na to, która firma będzie nas wydawać, zawsze pozostaniemy tacy sami.
Pozamuzyczne okolice "Manchester sound" charakteryzuje szczególnie upodobanie artystów do kontrowersyjnego stylu bycia, ordynarnych wypowiedzi i do różnego rodzaju psychodelicznych pomocników. Czy coś z tego pociąga również Myslovitz?
- Pociąga nas wyłącznie muzyka. Żadnych środków dopingujących. Na scenie także nie jesteśmy zbytnio rozmowni.
Właśnie nagrywacie debiutancką płytę...
- Mamy już koncepcje brzmienia tej płyty, ale na ostateczny efekt trzeba poczekać do jesieni... Album ukaże się w październiku. Zależało nam na tym, aby za konsoletą zasiadł ktoś kumaty. I chyba udało się. Naszym realizatorem jest brytyjczyk Ian Harris, człowiek, który współpracował m.in. z Joy Division, New Order, U.K. Subs czy The Exploited. Chcemy, żeby nasza muzyka podobała się ludziom, ale przede wszystkim powinna ona podobać się nam samym. Nie dlatego, żeby zamknąć się w domu i zachwycać się własnym geniuszem. Podchodzimy bardzo emocjonalnie do tego co robimy i chcielibyśmy robić to jak najlepiej.
Tekst Waszego pierwszego przeboju "Myslovitz" sugeruje bardzo poetyckie śpiewanie o... niczym...
- Teksty są bardzo ważne, choć może w niektórych utworach rzeczywiście nie odgrywają pierwszoplanowej roli. Są proste. Takie jak my. Większość piosenek śpiewamy po polsku. Jeżeli ktoś ma coś do powiedzenia to siada i pisze. I praktycznie każdy z nas już jakiś tekst napisał.
Czy w zespole Myslovitz istnieje ktoś taki jak lider?
- Muzykę, aranżacje przygotowujemy razem i świetnie się rozumiemy. Nasza siła polega na tym, że takiego lidera nie ma.
Jak przyjęliście ten sukces? Najpierw Mokotowska Jesień Muzyczna, potem kontrakt płytowy, teraz Opole, Sopot...
- Sama Mokotowska Jesień Muzyczna była dla nas ogromnym szokiem. Występowało tyle świetnych kapel... Po prostu zawodowcy! Nasz zespół póki co jest amatorski i od tego trzeba zacząć. Sami nie wiemy jak to się stało. Przyszedł taki moment, że jesteśmy. Czekaliśmy na to.
Czy macie jakiś "sposób na sukces" dla podobnych wam młodych, na razie klubowo-garażowych?
- Każda kapela powinna wysyłać kasety na przeglądy. Sami nie bardzo wierzyliśmy w swoje umiejętności, ale znajomi namówili nas do wysłania kasety na Garaż '94 i tam ktoś nas zauważył. Na Mokotowskiej Jesieni Muzycznej zagraliśmy, spakowaliśmy się i chcieliśmy jechać do domu. Słuchamy kto wygrał, a tu nagle, że to my! Totalny odjazd!
Wszystkiego najlepszego i do zobaczenia po premierze płyty!
Adam Kowalczyk
| powrót | |