|
| powrót |
Radio Rezonans
"Wywiad z Arturem Rojkiem"

"Miłość w czasach popkultury" to wasza czwarta płyta, czy już można powiedzieć, że odniosła sukces przez duże "s"?
- Nie wiem czy przez duże "s", myślę, że jakiś tam sukces odniosła, a to z tego powodu, że chociażby jakby pierwszy singiel, który promuje tą płytę osiąga jakieś wysokie pozycje na listach przebojów. Myślę, że to jest w pewnym sensie jakiś tam sukces. Pierwszy raz się zdarzyło, żeby któryś z naszych utworów był na pierwszych miejscach list przebojów, bo najwyżej zawędrowała "Peggy Brown", która była kiedyś tam na drugim, chyba. Chyba tak, chyba tak, bo to też się odbija na koncertach. Zaczęliśmy grać już koncerty, które promują płytę "Miłość w czasach popkultury" i na razie jakby z frekwencją nie mamy problemów, a zdarzało się tak, na przykład przy okazji koncertu w Warszawie, że nie zawsze był komplet ludzi, a teraz jest komplet, tak, że należy się z tego cieszyć.
Pytam o sukces, bo chcę zapytać w drugiej części pytania, czy odczuwacie jakieś pozytywy tego, czy już w jakiś sposób konsumujecie po prostu to, że udało wam się coś takiego dobrego zrobić?
- No tak. W pewnym sensie konsumujemy. Od niedawna, zresztą od tej nowej płyty, ruszyła nasza strona internetowa, na którą przychodzi mnóstwo e-maili, w których ludzie dzielą się uwagami na temat płyty i na razie są to same superlatywy, i tych e-maili jest coraz więcej, coraz więcej, jest ich mnóstwo, nawet nie spodziewaliśmy się, że to w taki sposób może wyglądać.
Może podajmy adres przy okazji.
- Tak, adres znajduje się na płycie, jeżeli ktoś nie ma płyty to proszę zajrzeć na stronę pod adresem www.myslovitz.netart.pl.
Więcej koncertów, więcej wywiadów, czy już rozpoznają cię wszyscy na ulicy, w sąsiedztwie i w mieście, i w okolicach kłaniają się w pas?
- Znaczy w sąsiedztwie to tak, ale ja poza tym się w ogóle strasznie maskuję. Noszę bardzo mocno naciągniętą czapkę.
Boisz się kogoś?
- Nie! Żartuję teraz. Nie, no myślę, że nie ma tam jakiejś strasznej jazdy z tego powodu, że tam wychodzę na ulicę, czy któryś z nas wychodzi na ulicę i mamy jakieś tam, nie wiem, tłumy fanek wokół siebie.
Nie ma piszczących dziewcząt?
- Nie, nie, nie. Nigdy tak nie było i myślę, że nigdy tak nie będzie. Nie wiem, może po prostu zespół tak wygląda, że jest po prostu mało interesujący... :)))
Albo nie ten rodzaj muzyki?
- Albo nie ten rodzaj muzyki po prostu.
Wybierasz się na marcowy koncert Stinga do Katowic?
- Nie. Nie wybieram się. Wybieram się natomiast na czwartkowy koncert zespołu Strok w Warszawie w Proximie.
Proszę - fanki usłyszały, że Artur jest na żywo w radiu i przybiegły z płytami. Nie możesz się od nich odgonić...
- Nie, nie jest tak wcale, że się nie mogę odgonić, myślę, że jest na razie bardzo przyjemnie.
Czy są to przyjemniejsze strony sławy?
- Tak.
Dodzwonił się przed momentem do nas jeden ze słuchaczy, który przypomniał nam, tobie no i w ten sposób przypomina słuchaczom, że kiedyś u nas prowadziłeś audycję. Może przypomnijmy cóż to był za rodzaj muzyki, bo nie była to muzyka popularna, no i powiedzmy dlaczego tej audycji już nie ma.
- To była audycja, która przedstawiała muzykę, którą ja słucham, i którą ja chciałbym zaproponować ludziom słuchającym Radia Rezonans. Nie ma jej dlatego, że jakby sytuacja związana z zespołem, czyli obowiązki, które związane były z wydaniem nowej płyty, z przygotowaniem nowej płyty zajmowały tyle czasu, że nie było też czasu na prowadzenie audycji. Być może kiedyś do tego jeszcze wrócę nie wiem czy w postaci jakby takiego klasycznego radia, czy w innej postaci, w każdym bądź razie na pewno to doświadczenie gdzieś tam we mnie jest - to co było kiedyś tutaj w Radiu Rezonans, i myślę że to może kiedyś zaprocentować. Natomiast kiedy i co i jak to nie wiem.
Wasza przygoda z zawodową muzyką rozpoczęła się pięć lat temu od festiwalu w Łodzi.
- Tak, tak, tak, ale to było wcześniej, dlatego że to pięciolecie nasze, któreśmy ostatnio obchodzili to było pięciolecie związane z istnieniem grupy Myslovitz, natomiast my graliśmy jeszcze dwa lata wcześniej jako The Freshmen i jakby wtedy zaczęła się taka, no może nie zaczęło się wtedy takie nasze zawodowstwo, to był nasz pierwszy duży występ - na dziedzińcu Radia Łódź. Graliśmy wtedy pamiętam z zespołami takimi jak Manq, Ziyo, Skywalker, Lech Janerka i 5000 ludzi...
W zasadzie większość z tych zespołów dziś już nie istnieje. Ziyo gdzieś tam się reaktywowało, ale na krótko...
- No myśmy wtedy zaczynali akurat. Myślę, że Skywalker też w pewnym sensie istnieje...
...Z wokalistką Agnieszką Chylińską tworzą zespół O.N.A. jak wszyscy wiedzą. Podobno mieliście wtedy jury za złe, że nie wygraliście tego festiwalu, tymczasem...
- Znaczy ja teraz nie mówię o festiwalu, to był pierwszy nasz ważniejszy koncert...
...w 1992 roku...
- ...dziewięćdziesiąty drugi, czy tam chyba trzeci rok, jakoś to tak było. Natomiast w '94... Nie, później! W '94. Natomiast też w tym samym roku zagraliśmy taki nasz pierwszy poważny przegląd ogólnopolski - to było w Częstochowie, ten przegląd nazywał się Garaż '94 i tam zajęliśmy drugie miejsce, dlatego że wymyślił sobie tak człowiek, który siedział w jury i potem okazał się człowiekiem, który z nami pracuje. Był to Maciej Pilarczyk - dyrektor artystyczny Sony Music Polska, a obecnie nasz manager, i on jakby wybrał nam nagrodę, którą było nagranie w studiu Radia Łódź trzech utworów, które z kolei potem poszły do Mokotowskiej Jesieni Muzycznej.
Z okazji waszego pięciolecia, o czym mówiłeś, został zorganizowany w muszli w Mysłowicach koncert, na którym obok was wystąpili Robert Gawliński, Skankan, T.Love i Negatyw. Dochodziły do nas takie głosy, że graliście zbyt krótko na tym koncercie. Że nie było jakiejś wielkiej pompy i wszyscy spodziewali się, że jeżeli jest to wasze pięciolecie to przynajmniej 1,5 godzinny koncert, który zakończy się chóralnym odśpiewaniem sto lat. Tego nie było.
- Taki koncert miał być! Ten koncert miał trwać może nawet z dwie godziny, tylko że nam ten koncert kazano przerwać po czterech utworach ze względu na to, że było już zbyt późno dla niektórych osób, a z kolei ludzie pracujący w ochronie czy w prewencji, nie wiem jak to tam się nazywało, już nie mieli za nadgodziny płacone i chcieli iść do domu...
Czyli taki prozaiczny powód...
- ...i ktoś przyszedł po prostu i powiedział, że jeżeli w tej chwili, ktoś kto szefował prewencji, jeżeli w tej chwili nie skończymy występu to może się to dla nas źle skończyć, a nasz manager pójdzie do więzienia... I musieliśmy skończyć. To było bardzo przykre dla nas, zresztą wiesz, myśmy się do tego koncertu bardzo przygotowywali, chcieliśmy zagrać jak najlepiej, wiedzieliśmy że jest to jakaś wyjątkowa chwila no i niestety nie udało się. Ale myślę, że nasi fani nie będą mieli nam tego za złe, odpłacimy to im w innym momencie i miejscu...
Trzymamy cię za słowo... Chyba w tym momencie dopiero większość z nich, ci którzy słuchają, zrozumieli dlaczego tak się stało, bo po prostu o tym nie wiedzieli podczas koncertu...
- Tak, ja słyszałem o tym, że właśnie ludzie którzy byli na koncercie po koncercie mówili, że chyba już im palma w ogóle do głowy odbija, dlatego że wychodzą na scenę i grają cztery utwory i myślą, że tak zadowolą ludzi którzy przyszli posłuchać Myslovitz. Nie, to tak nie było. Myśmy chcieli bardzo grać. Musieliśmy po prostu skończyć.
A czy padł już mit, że wszędzie was lubią, a na miejscu nie? Bo kiedyś tak było, jak pamiętam.
- Tak, było tak przez pewien okres jak wydaliśmy płytę i nasze utwory zaczęły krążyć po rozgłośniach radiowych i na listach przebojów zaczęły się pojawiać, i zrobiliśmy taki koncert w Mysłowicach, w którym po prostu postanowiliśmy, że będą bilety. Wcześniej graliśmy za jakieś symboliczne sumy. Natomiast wiedzieliśmy, że zespoły, które przyjeżdżają do Mysłowic grają już za jakieś normalne stawki biletowe, i zrobiliśmy właśnie tak jak te zespoły, które przyjeżdżały, no i wszyscy nasi fani obrazili się na nas dlatego, że chcieliśmy z nich zedrzeć... 7 złotych...
Na płycie są między innymi podziękowania z waszej strony dla Miejskiego Centrum Kultury w Mysłowicach. Co zawdzięczacie temu ośrodkowi?
- Myślę, że zawdzięczać będziemy dopiero nową salę prób. Natomiast czekamy na nią cały czas - już chyba od pół roku, co jeszcze... oni są sponsorami naszej strony internetowej w pewnym sensie.
Skoro mówimy o historii to jakimś momentem przełomowym był na pewno festiwal opolski, w którym uczestniczyliście, to był bodajże rok 1995 i ta propozycja występu na takiej imprezie zaskoczyła was.
- Tak, w pewnym sensie tak, chociaż później się okazało, że był to dla nas jakby start nieudany, szybki i nieudany...
...Ten koncert był bardzo źle opisywany przez media i uważany ogólnie za niewypał i wy byliście tam jaśniejszym światełkiem...
- Naprawdę? Tak myślisz?
Z taką opinią się spotkałem, że jedynie zespół Myslovitz coś tam zaprezentował, aczkolwiek daleko od superlatyw. Niemniej to było dawno i nie prawda...
- No, to jest dobrze powiedziane...
Ale na swoim koncie możecie festiwal opolski również odfajkować...
- No, możemy. Jeszcze Sopot nam został...
Będzie w przyszłym roku?
- Nie, nie, żartuję teraz.
Może będziecie reprezentowali Polskę na Eurowizji...
- Nie, nie no bynajmniej. Na pewno nie.
Te imprezy was nie interesują, jak rozumiem.
- Nie, no wiesz tak na prawdę nie zastanawialiśmy się nad tym czy nas interesują. Musielibyśmy przedyskutować tą sytuację.
Na poprzednich waszych płytach były piosenki psychodeliczne, o tym zawsze mówiliście. Przypomina się wasza wersja "Historii jednej znajomości", czy na nowej płycie jakaś psychodelia gdzieś jest, przynajmniej namiastka?
- Namiastka jest w utworze pod tytułem "Zamiana", ale to naprawdę namiastka w porównaniu z tym, co zaprezentowaliśmy na przykład na pierwszej płycie.
Właśnie. Mówisz o "Zamianie" - to ostatni numer 12 z waszej płyty... Jak z kimś rozmawiam, oczywiście wszyscy zadowoleni są z waszej płyty i zaskoczeni pozytywnie, to oni nie rozumieją, ja też szczerze mówiąc nie rozumiem, tej dwunastki. Płyta generalnie tworzy jakąś całość nie tylko muzycznie, bo jest spójna, ale również tekstowo - wszystko obraca się właśnie wokół miłości w czasach popkultury, tymczasem ta dwunastka...
- Nie wszystko się obraca wokół miłości w czasach popkultury. Myślę, że nie obraca się utwór pod tytułem "Nienawiść", nie obraca się utwór pod tytułem "Chłopcy"...
No, ale jakieś związki można wyłapać, można się dopatrzyć, na siłę może - ale jednak...
- To przy "Zamianie" musisz się bardziej wysilić.
Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia. Wszystkiego dobrego!

| powrót | |