|
| powrót |
XL
"Moda na pop"

W swoim rodzinnym mieście nie mają łatwego życia. Jedni nazywają ich "pedałami", inni "geniuszami". Piątka z Mysłowic uważa się natomiast za świadomych konsumentów popkultury.
"Miłość w czasach popkultury". Skąd taki mało rockowy tytuł?
Przemek Myszor: Mało rockowy? To może zmienimy na "Pazur"... (śmiech) Nasza muzyka staje się mniej gitarowa, ale tytuł jest jak najbardziej gitarowy.
Czym według was jest popkultura? Dziennikarze traktują ją jako słowo-wytrych.
(chwila ciszy - Przemek patrzy na Artura)
Artur Rojek: Co? (szturcha Przemka)
Przemek Myszor: No, nic.
Jacek Kuderski do Rojka: No, odpowiedz.
Artur Rojek: Czemu ja?
Jacek Kuderski: Bo to ty masz mówić...
Przemek Myszor: Spokojnie, jesteśmy przygotowani do rozmowy o popkulturze. Możemy o tym mówić bardzo długo. Naczytaliśmy się. W "Machinie", w "XL-u". Żeby nie było... (śmiech) Dawno już przestałem kojarzyć ten termin z latami 60. czy początkiem lat 70., bo popkultura - poza skojarzeniami z Warholem i całą resztą - jest tym, czym bombardują nas radio, telewizja, gazetki. Wydawałoby się, że popkultura i reklama to dwa różne słowa, ale jeżeli im się przyjrzysz, okaże się, że to tylko różne określenia mody... Obojętne, czy mody muzycznej, czy odzieżowej, mody na zachowanie, na brutalność, na seks, na to czy na tamto... Nawet, jeżeli komuś wydaje się, że jest alternatywny w stosunku do świata, to nie zdaje sobie sprawy, że odnosząc się do tego na zasadzie: "mnie to, kurwa, nie rusza", cały czas jest pod jego wpływem. Publikatory stwarzają model świata, do którego dążysz albo od którego się odcinasz... Życie w tej dżungli jest właśnie popkulturą.
Jacek Kuderski: Nawet jedzenie jest kulturą pop. Makdonaldy, hamburgery, kaefce...
Artur Rojek: Popkultura niekoniecznie kojarzy się z czymś strasznie zajebistym. Słowa "miłość" i "popkultura" nie bardzo ze sobą współgrają... Jest teraz dużo oziębłości w uczuciach i ta płyta opowiada o takiej oziębłości.
Przemek Myszor: Bo miłość z jednej strony jest popkulturowa, a z drugiej - nie. Cały czas zastanawiasz się, czy jesteś męski czy niemęski, a gdy dopadnie cię miłość, przestaje się liczyć, czy ty wyglądasz jak Mickey Rourke, a twoja wybranka jak jakaś seksbomba...
Artur Rojek: Popkultura jest zjawiskiem, które powoduje, że miłość nabiera innego znaczenia. Kto się temu poddaje, ten się poddaje, kto się nie poddaje, po prostu pozostaje sobą. O tym jest ta płyta. Stąd taki tytuł.
A co nie jest popkulturą? Czy na przykład Myslovitz jest popkulturowy?
Przemek Myszor: Oczywiście. Nawet, gdybyśmy nie chcieli. Ukaże się wywiad u was, w XL-u i to już jest element popkultury... Trawa, na której siedzimy, nie jest popkulturą, ale jeśli zrobicie nam zdjęcie... będzie popkulturowa.
Spotykają was jakieś konsekwencje tego, że jesteście częścią popkultury?
Przemek Myszor: Każdego spotykają... Ludzie mają o nas dziwne wyobrażenie, pytają, jakimi samochodami jeździmy...
A propos: jakimi samochodami jeździcie? (śmiech)
Przemek Myszor: Z zespołem jeździmy mercedesem, ale nie naszym, naszego kierowcy.
Wojtek Kuderski: A ja jeżdżę moją ukochaną "beczką" z '80 roku.
Wojtek Powaga: Ja kiedyś jeździłem rometem. Trzybiegowym. To rzadkość. Jedynka na dół, trójka do góry.
Jacek Kuderski: Ja jeżdżę na rowerze. Dwubiegowym, niemieckim, dużokołowym. Za dwie bańki na giełdzie... W sensie dwieście złotych.
Wojtek Kuderski: Polecam mysłowicką giełdę!
Popkultura zawsze była wpisana w historię Myslovitz. Współpracowaliście z Ianem Harrisem, teraz pracujecie z Muńkiem, wokalistą grupy Mainstream - Anthonym Nealem i znanym fotografikiem reklamowym Ryszardem Horowitzem. Poza tym w waszych tekstach pojawiają się odwołania do filmów i książek...
Artur Rojek: Na tej płycie jest zdecydowanie mniej tych odwołań. A jeżeli chodzi o Muńka, to nie myślałem o nim jako o postaci popkulturowej. Po prostu lubimy się... Żadna z postaci, która pojawia się na tej płycie, ani Muniek Staszczyk, ani koleś z Mainstream, ani Horowitz, nie była traktowana jako postać popkulturowa. Po prostu Horowitz jest dobrym fotografem, Muniek - naszym znajomym, a Anthony zajebiście śpiewa po angielsku, a poza tym siedzi w Polsce. Gdyby był tu wokalista Charlatans, Stone Roses albo Wedding Present, to też chcielibyśmy z nim zaśpiewać. Ci ludzie reprezentują scenę, której kiedyś byliśmy wielkimi fanami. Mimo że nasza muzyka jest coraz mniej brytyjska, zawsze pozostają wspomnienia i fascynacje tamtym rynkiem.
Wkład Anthony'ego w "Miłość..." skończył się na zaśpiewaniu piosenki "Długość dźwięku samotności"?
Artur Rojek: Nie, napisał jeszcze angielski tekst.
Przemek Myszor: No, i dodał smyki... Znaczy one nie są tylko jego - poskładaliśmy nasz pomysł i jego pomysł.
Wynajęliście orkiestrę?
Artur Rojek: Nie, nie, sampler...
Przemek Myszor: Wiecie, popkultura... (śmiech)
W takim razie zostańmy jeszcze przy popkulturze. Czy dzięki rozgłosowi wokół piosenki "To nie był film" staliście się bardziej popularni, bardziej atakowani przez media, weszliście głębiej w popkulturę?
Przemek Myszor: Czy media nas atakowały? Na początku tak mi się wydawało, ale potem okazało się, że bynajmniej nas nie atakowały. To, co działo się wokół piosenki "To nie był film", nie działo się wokół nas. Owszem, tu ktoś się wypowiadał, a gdzieś tam na studiach babka opowiadała o balladzie o mordercach... (śmiech)
Jacek Kuderski: Analizowała. Sylabę po sylabie.
Artur Rojek: Wydaje mi się, że sprawa była trochę przesadzona...
Przemek Myszor: Moim zdaniem działo się za mało. Potencjał piosenki nie został wykorzystany. Udało się ją tak skutecznie zablokować, że do dziś nikt tego nie puszcza.
Artur Rojek: I tak kto chciał, to jej posłuchał.
Firma przygotowała nawet specjalną edycję "Z rozmyślań...". Z singlem...
Jacek Kuderski: Ale troszkę za późno...
Artur Rojek: Miesiąc po tym, jak cała sprawa ucichła i przestało się o tym mówić, a powinna ukazać się w momencie największej afery.
Przemek Myszor: Takie są prawa rynku... Mówiło się o tej piosence, więc była poszukiwana, ale w radiu jej nie było. W "Młodych wilkach 1/2" też. W zasadzie wykorzystano tylko pół zwrotki. Było bez sensu...
Właśnie, jak wam się podobał film?
Jacek Kuderski: Zajebisty. Rzucił mnie na kolana. (śmiech)
Takiej odpowiedzi oczekiwałem... (śmiech) To teraz z innej beczki. Byliście nauczycielami. Nie żal wam było odchodzić ze szkoły?
Artur Rojek: To Przemek.
Przemek Myszor: Odchodziłem w złym momencie, bo w połowie roku, a byłem wychowawcą ósmej klasy. Natomiast odchodziło mi się o tyle łatwo, że choć zawsze miałem dobry kontakt z dziećmi i tzw. podejście, nigdy nie chciałem być nauczycielem. Szkoła mnie dobijała. Ja nadaję się do tego, żeby bawić się z góra dziesiątką dzieci, ale nie, żeby użerać się z trzydziestką i kazać śpiewać "Zachodzi słoneczko". Tak się nie da. Poza tym zawsze chciałem być muzykiem, więc odszedłem, kiedy miałem taką możliwość. Oczywiście, czuję pewną nostalgię, ale po tym, co dzieje się w tej chwili w szkolnictwie...
Trudno chyba odnaleźć się w tej zreformowanej szkole...
Przemek Myszor: Prawdopodobnie trafiłbym do czubków. Tak bym to przeżywał. Zwłaszcza, że jestem muzykiem, a po reformie w szkole nie ma już muzyki.
Teraz masz muzyki pod dostatkiem. Da się z niej żyć?
Przemek Myszor: W momencie, kiedy wiedzieliśmy, że będzie się dało, przeszliśmy na tzw. zawodowstwo.
Artur Rojek: Musieliśmy podjąć decyzję, co chcemy robić przez najbliższe lata. Zarabiamy na życie, grając, od jakichś trzech lat. Ale to nie taka prosta sprawa, bo w tym kraju musisz się bardzo starać, żeby być popularnym. Na przykład nagrywając "Z rozmyślań przy śniadaniu", byliśmy przekonani, że ta płyta trafi w ludzkie umysły i rozczarowaliśmy się. Bo w Polsce ciężko jest robić muzykę intelektualną, szczególnie jeżeli nie potrafisz inaczej...
Ale "Miłość..." jest takim albumem, który powinien wreszcie trafić w umysły publiczności. W mój trafił i to bardzo...
Artur Rojek: Za każdym razem, gdy nagrywamy płytę, myślimy, że to będzie to.
Jacek Kuderski: Każda z nich - pierwsza, druga i trzecia - miała być złota...
Artur Rojek: Wszyscy mieli oszaleć na jej punkcie...
A jaki ma do tego stosunek wasza firma?
Przemek Myszor: Zawsze mówią: "Stary, widzisz ten dom? Za rok będziesz taki miał" (śmiech)
Hubert Musiał, Bartek Rączkowski
| powrót | |