Ostatnia modyfikacja tej strony: 5 czerwca 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 XL
 "Biegnij, Rojek, biegnij"

  Święty Paweł w I Liście do Koryntian pisał: "miłość nie żąda poklasku". "Miłość w czasach popkultury", najnowszy album Myslovitz, poklasku wcale nie żądał, a jednak zarówno wśród krytyków i fanów wywołał burzę braw. Po raz pierwszy w pięcioletniej karierze grupy nad zespół nadciągają chmury, z których najstarsi górale wróżą deszcz nagród.


  Trenowałeś kiedyś pływanie, teraz jesteś wokalistą Myslovitz. Co takiego jest w graniu-śpiewaniu, czego nie ma w pływaniu?

  - To dwie zupełnie różne rzeczy. Ale niech się zastanowię. Tu i tu są podziały na style. Ale nie ma sztafet. Nie ma sędziów. Chociaż nie... są - to wy jesteście sędziami (śmiech). Nie ma słupków. Nie ma lin. Nie trzeba robić nawrotów. Nie ma stoperów. Chociaż Piotr Burgieł, menedżer Lotynia używa stopera - mierzy na próbie długości kawałków.

  Ale i tu, i tu musisz się ścigać...

  - Myślę, że nie. Przynajmniej ja się nie ścigam. Co prawda istnieje problem konkurencji. Ale na razie jesteśmy bezkonkurencyjni (śmiech)

  A nie mówiłem... Jednak pociąga cię współzawodnictwo.

  - Jasne. Lubię współzawodniczyć sam ze sobą. Lubię też oglądać boks w ciężkim wydaniu. Wtedy jest interesujący.

  Dużo krwi, ludzie padają na deski...

  - ...tracą przytomność, a na końcu umierają.

  Jednak ty boksu nie próbowałeś?

  - Nie. Teraz nie mam czasu na uprawianie sportu. Nawet już nie pływam. Tylko czasami sobie biegam.

  Czy poczułeś moment przejścia z rock'n'rollowego amatorstwa na muzyczny profesjonalizm?

  - To, co robię, jest w dużej części amatorskie. Nie mam żadnego ciśnienia, by stało się to zawodowe. Odpowiada mi amatorszczyzna. Nawet więcej - lubię ją. Podoba mi się, kiedy jest niedokładnie, kiedy zrywają się struny, kiedy leci krew z palców, kiedy nieprofesjonalnie traktuje się sprzęt. To są rzeczy, które nadają muzyce świeżości. Dlatego podoba mi się Ścianka czy Kaliber 44. Są inni od wszystkiego.

  Ale przecież granie jest twoim zawodem, tak zarabiasz pieniądze...

  - Element profesjonalny tkwi w tym, że chcę nagrywać coraz lepsze, ciekawsze albumy. Kiedy coś staje się twoim zawodem, chciałbyś to robić jak najlepiej. Dla mnie jest ważne, by cały czas robić krok w przód, ale nie w sensie profesjonalizmu wykonawczego, fizycznego, tylko profesjonalizmu wewnętrznego, który powoduje, że cały czas jesteś autentyczny. Że robisz to, co lubisz, możesz się z tym identyfikować. To nie może być taśma. To cały czas jest wnikanie i pełne zaangażowanie w to, co robisz. Generalnie nie lubię "profeski", zwłaszcza w polskim wydaniu.

  Grasz w Myslovitz, grasz też w innym zespole, Lenny Valentino. To dwa zupełnie inne projekty, a jednak z oboma bardzo się identyfikujesz. Czy nie uważasz, że taka aktywność może prowadzić do schizofrenii?

  - Lubię różne rzeczy. Zarówno Myslovitz, jak i Lenny Valentino są inne, ale są zgodne ze mną i dlatego jest mi może łatwo się z tym zidentyfikować. Gorzej by było, gdybym robił coś wbrew sobie.

  Dlaczego konsekwentnie unikasz rozmów o prywatności?

  - Przede wszystkim dlatego, że nie chcę, by moi przyjaciele i znajomi postrzegani byli przez pryzmat Rojka-gwiazdy. Oni mają swoje życie, na pewno nie mniej ciekawe od mojego. I nie można z nich robić jedynie mojego odbicia.

  Na pewno jednak inaczej rozmawiałeś z dziennikarzami po wydaniu "Myslovitz", a inaczej teraz, kiedy - czy tego chcesz, czy nie - jesteś gwiazdorem mediów...

  - Wtedy podchodziłem do tego bardziej entuzjastycznie. Wydawało mi się, że można im powiedzieć wszystko. Nawet na zdjęciach zachowywałem się inaczej niż teraz. Stroiłem jakieś miny... udawałem nie wiadomo kogo...

  Nie wiedziałeś, czego chcesz...

  - Nie... Wiedziałem, czego chcę, ale nie byłem świadomy siebie.

  Dla swojej publiczności jesteś liderem charyzmatycznym. Jednak sam unikasz tej roli jak ognia.

  - Według mnie Thom York jest charyzmatyczną postacią. Michael Stipe również. "Charyzmatyczny" to jest takie dziwne określenie. Natomiast podoba mi się w nich to, że są bardzo prawdziwi. Oni sprawiają wrażenie takich ludzi, którzy się nie zmieniają, pomimo tego, że wychodzą na scenę. Po prostu widać pełną identyfikację z tym, co robią. Nie są fałszywi... Bo ja nie lubię zachowywać się na siłę jak idol. Nawet w czasie koncertów chłopaki mówią, żebym gadał z ludźmi. A ja tego nie chcę. Zresztą sami widzieliście, w czasie tych zdjęć (wywiad przeprowadzaliśmy w czasie sesji fotograficznej dla XL-a): nie lubię sytuacji, kiedy trzeba na zamówienie przebrać się, uśmiechnąć, dać autograf. Oczywiście, po tych kilku latach grania zdaję sobie sprawę z tego, że takie mało spontaniczne zachowania to część mojego zawodu. I dlatego to robię, ale wierzcie mi, trudno się z tym pogodzić.

  A w jaki sposób "przejadasz" sukces. Czy pieniądze wydajesz jak na rock'n'rollowca przystało, czy może odkładasz je na bezpieczne konto?

  - Dużo pieniędzy wydaję na płyty, w wypożyczalniach wideo, na naprawianie swoich instrumentów, które cały czas niszczę - jestem osobą, która nie dba o sprzęt, nie czyszczę strun, cały czas coś mi się dzieje z moim piecem albo przystawka mi wpadnie do gitary (śmiech).

  Przejdźmy do pytania osobistego o... fryzurę. Czyżby zadziałała tu twoja pływacka przeszłość? Chciałeś być aerodynamiczny czy może zmiana uczesania, tak jak u niektórych artystów miała być rodzajem oczyszczenia, miała kończyć jeden i otwierać nowy rozdział?

  - Nie, nie. To tak po prostu. Jest wygodnie. Rok temu zapuściłem długie włosy i powiedziałem sobie, że przynajmniej jedno zdjęcie do nowej płyty zrobię w długich włosach, ale nie wytrzymałem, bo się źle czułem.


  Rok 1999 według Artura Rojka:

  - Płyta Roku - Stereolab "Cobra And Phases Group Play Voltage In The Milky Night"
  - Film Roku - "Wszystko o mojej matce" Pedro Almodovara
  - Wydarzenie Roku - Lotyń znalazł wydawcę
  - Idol Roku - nie mam żadnego idola
  - Nowa Twarz Roku - Animals On Wheels
  - Zespół Roku - Mercury Rev
  - Wokalistka Roku - Beth Orthon
  - Wokalista Roku - Greg Dulli z grupy Afghan Whighs

Hubert Musiał, Tomek Tomaszewski

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT