|
| powrót |
Kamil Brzózka
"Miłość w czasach popkultury"

Myslovitz to zespół, o którym można usłyszeć bardzo skrajne opinie. Jedni uważają go za pomyłkę, mówiąc, iż facet nie może śpiewać takim głosem, drudzy podkreślają oryginalność granej przez nich muzyki i niesamowity klimat piosenek. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy, która po wydaniu czwartego studyjnego albumu na pewno powiększyła się co najmniej dwukrotnie.
"Miłość w czasach popkultury" to najlepsza płyta, jaka wpadła mi w ręce w ciągu ostatnich kilku lat. Jest świetna od początku do końca, w każdej piosence znajduje się coś, co nie pozwala obok niej przejść obojętnie. Bardzo mocną stroną albumu są teksty, opowiadające o prawdziwym życiu. Choć nie ma w nich wielkich przenośni, czy innych środków artystycznych, są bardzo naturalne i prawdziwe, dzięki czemu z większością można się identyfikować w 100 procentach. Głos Artura Rojka idealnie pasuje do klimatu, jakie mają te piosenki. Tak jest m.in. w "Gdzieś", moim zdaniem najlepszym kawałku na płycie, kiedy krzyczane wysokim głosem słowa refrenu tworzą razem z piszczącą gitarą niesamowitą atmosferę, która może symbolizować burzę myśli człowieka, który poszukuje lepszego jutra oraz "Nienawiści", która stanowi protest przeciwko temu uczuciu i obłudzie. Najbardziej klimatycznym kawałkiem jest "Kraków". Zaczyna się spokojnie, Artur śpiewa monotonnym głosem w towarzystwie rozłożonego pasażu gitarowego, a potem nagle słyszymy przeraźliwy krzyk "widzę cię!", po którym następuje refren z mocniejszą gitarą i bardziej dynamicznym śpiewem. "Alexander" to piosenka o mnie, oprócz ostatniego wersu refrenu reszta słów jest jakby wyjęta z moich ust, a kiedy dodamy jeszcze genialny riff gitarowy rozpoczynający piosenkę i powracający w refrenie po spokojnej "akustycznej", zwrotce otrzymamy wspaniały utwór, którego można słuchać w kółko. Refren tej piosenki działa na mnie lepiej niż kilka filiżanek kawy, lub koktajl z kiwi, gdy go słucham wstępuje we mnie niemożliwa do opisania energia. Płytę zamyka najdłuższy, trwający ponad 6 minut utwór pt. "Zamiana". Podobnie jak "Kraków" rozpoczyna się jednostajnym biciem gitary i spokojnym śpiewem, natomiast w refrenie następuje wybuch. Piosenka ta opowiada o człowieku, który zatracił sens życia, jest załamany. Z początku wydaje się, że zamierza popełnić samobójstwo ("strzelę sobie w łeb w tę piękną noc"), ale za chwilę słyszymy "już odbezpieczam kolejną butelkę". Któż z nas tego nie zna? Po "pierwszym strzale", w drugiej zwrotce wokalista jest już bardziej optymistyczny, pewny siebie i zaczyna dostrzegać wartości, które wcześniej były nieco przytłumione. Po tej piosence pozostaje tylko włączyć płytę od początku, a w pierwszym utworze ("Chłopcy") usłyszymy fajnie przesterowaną gitarę i prosty rytm, który idealnie nadaje się do skakania i wprowadzi nas w pozytywny nastrój. Najspokojniejszymi utworami są "Noc", "Dla ciebie" i znane z najnowszego singla "My".
Powtórzę jeszcze raz, płyta jest świetna i trzeba jej koniecznie posłuchać. Piosenki mają swój niepowtarzalny klimat, idealnie słucha się ich w zamkniętym pokoju, kiedy można się w nie wczuć. Czwarty album Myslovitz określiłbym jako prawdziwą "Długość dźwięku samotności". Nie znajdziemy tu muzyki w stylu "trzepała Zośka dywan", tylko zestaw 11 utworów, które skłaniają do myślenia, zastanowienia się nad swoim życiem i spojrzenia na świat w nieco inny sposób. Gorąco polecam!

| powrót | |