Ostatnia modyfikacja tej strony: 5 czerwca 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 XL
 "Miłość w czasach popkultury"

  "Miłość w czasach popkultury" jest dla lat 90. tym, czym dla lat 80. był "Czarny album" Brygady Kryzys, z tą jednak różnicą, że Brygada wyznaczała muzyczną dekadę, a Myslovitz ją podsumowuje. Takie płyty jak ta, inteligentne i komercyjne zarazem, nie powstają przypadkiem. Trzeba do nich dochodzić, odnaleźć je w sobie i pielęgnować, bo nie biorą się z powietrza, choć niewątpliwie w nim wiszą. "Miłość...", mimo że zapowiadana zarówno przez trącące młodzieńczym banałem "Sun Machine", jak i znakomite "Z rozmyślań przy śniadaniu", zaskakuje muzyczną dojrzałością. Mysłowickiemu kwintetowi - co w naszym kraju jest nielada rzadkością - udało się bowiem wyrwać z okowów importowanych na siłę i bezrefleksyjnie powielanych gatunków, i wypracowując na kolejnych płytach własną stylistykę, stopniowo podnieść piosenkę do rangi sztuki. Na swym czwartym albumie grupa nie unika ani "ogniskowych" melodii, w których osobiście dopatruję się bodaj ich największego atutu ("Długość dźwięku samotności"), ani noise'owego budowania napięcia. Więcej - nie boi się nawet grożącej popadnięciem w patos orkiestrowej aranżacji. W elegancki, nieco egzaltowany sposób, ku irytacji Artura Rojka kojarzący się mi z dwiema pierwszymi płytami Smashing Pumpkins (mowa o metodzie a nie o jakimkolwiek podobieństwie kompozycji) albo - nieco na wyrost - z Radiohead, opowiada prostymi słowami wzięte z życia historie o uczuciowej oziębłości, samotności i rozpadzie związków międzyludzkich. Piękne i smutne. Bo piękno nie wyklucza smutku i odwrotnie...

Hubert Musiał

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT