Ostatnia modyfikacja tej strony: 5 czerwca 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 XL
 "S"
 (marzec 2000)

  Poczułem się zaskoczony, kiedy przedwczoraj, rankiem po przebudzeniu zobaczyłem na ulicy tyle śniegu. Wszystko, do czego się tak bardzo przyzwyczaiłem, wyglądało zupełnie inaczej. A myślałem, że zima już się skończyła. Tego dnia ciężko było się wydostać do Katowic, gdzie umówiłem się z kolegą na długo oczekiwaną wymianę płyt. Nasze spotkania stały się prawie tradycją. Poznałem go rok temu: staliśmy obok siebie, w dużym sklepie płytowym, szukając, jak się później okazało, tej samej płyty. Gdybym wtedy zakładał zespół i myślał tak jak wtedy, gdy go zakładałem (jakieś siedem lat wcześniej), nie miałby szans znaleźć się w podstawowym składzie. Totalnie "nie gitarowy" wygląd: wyprostowana, a nie przygarbiona (?!) sylwetka, uczesane włosy, zwężane dżinsy, a na kurtce plakietka z napisem Harold Budd (nic mi to wtedy nie mówiło). Koszmar. Na szczęście byłem o siedem lat starszy. Pamiętam jak badawczo na mnie spojrzał. Chyba dlatego, że ja z kolei miałem na głowie czapkę z wyszytym (własnoręcznie) napisem My Bloody Valentine. Z głośników sklepu płytowego wydobywały się okrutnie niestrawne dźwięki, przerywane co jakiś czas komunikatami o obecności na terenie sklepu kieszonkowców, a ludzie pchali się na siebie niemiłosiernie w poszukiwaniu płyt z kolędami (okres przedświąteczny). Sprzedawcy nerwowo reagowali na pytania klientów i nie potrafili opanować kolejki do stanowisk odsłuchiwania płyt. Totalny zamęt.

  Nie przypuszczałem nigdy, że w sklepie płytowym może być taki tłok! Byłem już w tym sklepie jakąś godzinę i zdążyłem się tradycyjnie spocić. Czy zdarza się Wam czasami spocić w sklepie płytowym (bynajmniej nie z powodu wysokiej temperatury)? Mnie tak! Zwłaszcza kiedy przeglądając płyty, trzeba się na przemian schylać i unosić na palcach. W niektórych sklepach (samoobsługowych zwłaszcza) regały są stworzone głównie dla osób powyżej 175 centymetrów wzrostu. Żeby zobaczyć, jaka płyta znajduje się w pierwszym rzędzie, trzeba prawie uklęknąć. Potem jest systematycznie coraz wyżej i wyżej aż w końcu jest już tak wysoko, że bez stołka sobie nie poradzisz! Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was nie ma to znaczenia, ale dla mnie (również ze względu na mój wzrost) takie szczegóły są bardzo istotne. Im częściej odwiedzam sklepy płytowe, tym bardziej zwracam uwagę na ich wyposażenie i dostosowanie do potrzeb klienta. Na przykład słuchawki na stanowiskach odsłuchowych. Każdy z nas ma inną głowę i na innej wysokości ma uszy, a słuchawki bardzo często nie posiadają odpowiedniej regulacji. Prowadzi to, w moim przypadku, do tego, że jedną ręką (najczęściej prawą przy prawym uchu) trzymam słuchawkę (druga słuchawka zwisa pod lewym uchem), a drugą ręką trzymam okładkę płyty, żeby spojrzeć na tytuły utworów.

  Oczywiście, zdarzają się szczęściarze, którym słuchawki pasują. Ja do nich nie należę. Wróćmy jednak do tajemniczego człowieka z plakietką Harold Budd, który również zdenerwowany tłokiem, spocony poszukiwał płyty zespołu na "S". Tak na marginesie, zastanawialiście się kiedyś, pod jaką literką znajduje się najwięcej waszych ulubionych artystów? Ja często to robię, zwłaszcza gdy dowiaduję się, że w najbliższym czasie wyjadę do innego kraju. A inny kraj to inne sklepy, jeszcze wyższe regały i inne płyty (słuchawki są często w jeszcze gorszym stanie). Żeby nie tracić czasu (gdy znajdę się już w innym kraju w sklepie płytowym), przed wyjazdem skrupulatnie przygotowuję listę płyt, które chciałbym kupić. Najczęściej wypisuję wszystko, co przyjdzie mi do głowy, albo co kiedyś gdzieś zanotowałem bez jakiegokolwiek porządku. Potem, gdy już wchodzę do sklepu zastanawiam się, od której literki powinienem zacząć. W innych krajach jest o wiele więcej sklepów niż u nas, ja mam najczęściej ograniczony czas i w związku z tym nie mogę sobie pozwolić na przeglądanie wszystkiego od A do Z.

  I wiecie co, nie wiem dlaczego, ale zawsze zaczynam od literki "S". Nie, źle to ująłem! Wiem dlaczego zaczynam od literki "S". Na literkę "S" zaczynają się nazwy wielu fajnych zespołów: Stereolab, Sea And Cake, Sylvian (David), Smog, Sophia. Nieistotne jest to, że nie wiem, którą literkę mam wybrać jako następną po literce "S": najczęściej wracam do początku czyli do literki A i przeglądam wszystko po kolei aż do Z, znów się pocę, no bo przecież sklepów, które warto odwiedzić jest więcej (w każdym podział od A do Z i różne wysokości regałów) i zawsze nadzieja, że w następnym sklepie będzie coś czego nie było w tym. Strasznie się rozpędziłem. I jest już bardzo późno. Hmm. Wyjdzie chyba na to, że o koledze napiszę innym razem...

  PS. Zdradzę tylko, że tej płyty i tak nie znaleźliśmy.


  Rozszyfrowanie:

  Harold Budd - kompozytor i pianista amerykański. Współpracował z Brianem Eno, Cocteau Twins i XTC. Jego solowe utwory pozostają pod wpływem minimal art i ambient music.

  My Bloody Valentine - grupa brytyjsko-amerykańska, założona w 1984 roku przez Kevina Shieldsa. Album "Isn't Anything" (1988) stworzył podwaliny dla gitarowo-psychodelicznej muzyki lat 90. Ostatnią płytą "Loveless" zespół doprowadził do ruiny macierzystą firmę Creation. Koszt nagrania albumu wyniósł 500 000 $.

Artur Rojek

Artykuł pochodzi ze strony www.xl.com.pl.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT