|
| powrót |
XL
"C jak cyrkowiec"

Dzisiejszy poranek był okropnie chłodny. Ze wszystkich poranków ostatnich tygodni ten wygrałby bez wątpienia konkurs na najchłodniejszy. Budząc się rano, przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, co zrobić, żeby po wyjściu z łóżka nie zamarznąć. Z góry mogłem przewidzieć, że nic nie wymyślę. Jedyne, co mi pozostało, to po prostu wyjść i myśleć, że jest mi ciepło. Och, jak ja zazdroszczę tym, którzy teraz są na przykład w Australii. Na pewno nie mają takiego problemu. Mogę sobie tylko o tym pomarzyć... Więc? Nie! Tego byłoby za wiele, gdybym teraz udawał że jestem na olimpiadzie. Na pływalni na przykład. I że niby oglądam finał na 100 metrów dowolnym (kraulem). Nie, nie. Pisał o tym nie będę, ale nie ukrywam - zobaczyć to bym chciał. Teraz to i tak już nie zobaczę, no, chyba że w powtórce. O ile ktoś będzie chciał to powtórzyć. Nie wiem, czy wiecie, ale nie dużo brakowało, a teraz byłbym trenerem pływania, a nie muzykiem. Nawet nagrywając czwartą płytę często się zastanawiałem, czy dobrze wybrałem. Mama zawsze mi mówiła: "idź i pracuj w szkole (albo "na basenie"), będziesz miał przynajmniej pewną robotę". Kiedy widziała, że jej prawie nie słucham, zaraz dodawała: "inaczej to będziesz wiecznie na walizkach, jak taki cyrkowiec". Pomimo pokazówki, że niby jestem pewien tego, co robię, miałem duże wątpliwości, czy to jest właśnie TO. A jak nie TO, to co?
I nagle ogarniało mnie przerażenie! Nie wiem! Nic? Zresztą do dzisiaj to przeżywam. Czy dobrze wybrałem? Przecież przez całe życie zajmowałem się czymś zupełnie innym. Muzyka była, owszem, ale nigdy nie do tego stopnia, żeby związać z nią swoje życie. To stało się naprawdę przypadkowo. Można powiedzieć: niechcący. Przez moment miałem nawet uczucie, że wszystko znalazło się w rękach kogoś innego. Wiem, że czasem przesadzam. Miles Davis (wybaczcie mi to porównanie, ale chodzi tu o sam fakt) zawsze chciał być muzykiem. Kiedy był małym chłopcem, kilka godzin dziennie grał na trąbce. Ani przez moment nie miał wątpliwości, że to jest właśnie TO. Całe swoje życie poświęcił muzyce. Nie przestał ani na chwilę. Dźwięki były dla niego wszystkim. Miał dużo szczęścia, że mógł dobrze wykorzystać swoją szansę. Niedaleko mnie mieszka chłopak, który całą swoją miesięczną wypłatę wydaje na płyty. Wielu uważa go za strasznego dziwaka. Jako że nie lubi słońca, w ładne dni jego okna są wiecznie zasłonięte. Godzinami przesiaduje w swoim pokoju, słuchając płyt i pisząc piosenki (ma swój zespół). Kiedyś po kąpieli zapchało mu się na kilka dni ucho. Był poważnie załamany, że nie może normalnie słuchać muzyki. Teksty piosenek, których jest autorem, to prawdziwa poezja. Często daję mu do zrozumienia, że jego twórczość jest bardzo wyjątkowa. On zachowuje się jakby to do niego nie docierało.
W wakacje poznałem zespół, który bardzo sobie cenię. Ich ostatnia płyta, o której zresztą kiedyś wam pisałem, jest moim zdaniem muzycznym dziełem sztuki. Podczas rozmowy z jednym z muzyków, który odpowiedzialny jest za prawie wszystkie kompozycje, dowiedziałem się, że utwory z nowej płyty pochodzą sprzed kilku lat, a w ostatnim czasie nie napisał on nic sensownego... Myślę że wielu z nas pomimo swoich ogromnych zdolności przeżywa swoje życie z poczuciem niewykorzystania. W kolejce stoi wielu, którzy mają głowy wypełnione świetnymi pomysłami. Są nieprzeciętnie wrażliwi i zdolni. Czasami bardzo długo czekają na swoją szansę, a czasami jej nie doczekują. Czasami czekając zaczynają powątpiewać w siebie i w to, czego potrzebują. Godzą się na życie, które nie ma nic wspólnego z ich powołaniem. Z drugiej strony zaszczytów doświadczają ludzie, którzy z tym, co robią, nie mają żadnego emocjonalnego związku. I gdzie tu sprawiedliwość? A w większości za ich pozycję odpowiadają omamieni ludzie, konsumenci muzyki, których nie obchodzi wartość tylko "dobra zabawa". "No bez przesady! To jest przecież rozrywka...". Trzeba lubić granie na darmowych festynach, kiedy jesteś dodatkiem do kiełbaski i piwa, a po koncercie miło się uśmiechać do zdjęcia pomimo tego, że kolekcjonerzy fotek z "gwiazdami" często nawet nie potrafią powiedzieć z jakiego zespołu jesteś. Ważne, że w telewizorze byłeś. No i co? Mama miała rację. Taki cyrkowiec, ciągle na walizkach. Czy tego chciałem? Chyba tak. Z wszystkimi konsekwencjami, jakie ze sobą to niesie. Z uniesieniem i przyszłym możliwym upadkiem (nie jednym). Z miłymi słowami i ostrą krytyką. Z nienawiścią i uwielbieniem. Nie wiem, co czuł będę jutro. Być może znów zwątpienie. Ważne, że dzisiaj to cenię. No i podoba mi się to, co robię.
Artur Rojek
Artykuł pochodzi ze strony www.xl.com.pl.
| powrót | |