Ostatnia modyfikacja tej strony: 5 czerwca 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 XL
 "M jak morze"

  Morze uspokaja, chociaż cały czas mam wrażenie, że z pośpiechu wiele rzeczy mi ucieka. To tak, jakby miejsce, w którym jesteś, traciło znaczenie. Nad morzem, wiadomo, jest pięknie, ale wtedy, gdy jest pusto. Trzeba wcześnie wstawać albo bardzo późno się kłaść, żeby to poczuć.

  Nasza nadmorska trasa przebiega bezkolizyjnie. Jest tak normalnie, że aż nudno. Układ dnia jest cały czas taki sam. Koncerty gramy codziennie o tej samej porze, a poza tym obijamy się. Ale nie o obijaniu będzie dzisiaj. O wiele ciekawsze jest to, co robimy. Zacznę może od tych najprzyjemniejszych: oglądanie filmów. Okazji jest wiele. Repertuar w tutejszych kinach (dla tych, którzy zaczęli dopiero czytać: jestem nad morzem) zmienia się codziennie. Dla każdego coś się znajdzie. Bywają czasem takie dni, kiedy mam strasznie dużą ochotę na kino, ale nigdy się nie zdarzyło, żebym miał taki wybór. W końcu musiałem dokonać selekcji (i tak większości nie obejrzałem z powodu lenistwa). Wybrałem "Przeboje i podboje", przede wszystkim ze względu na sentyment do książki "Wierność w stereo". No - i niestety - rozczarowałem się. Nie chodzi tu bynajmniej o to, że film był zły. Wręcz przeciwnie. Jednak sama historia życia właściciela sklepu płytowego Roba Fleminga była dla mnie bardzo irytująca. Jego zachowanie po raz pierwszy od przeczytania "Wierności w stereo" zaczęło budzić we mnie niechęć. Nieważny stał się wątek muzyczny tego filmu (no, może z wyjątkiem tego, kiedy na ekranie padają słowa Stereolab czy Beta Band). Po kilku minutach oglądania filmu nawet to przestaje sprawiać przyjemność. Strasznie się nazgrzytałem zębami. Mniej więcej w drugiej połowie przestałem zgrzytać i powoli tracąc wątek zapadłem w sen. Nuda. Ale nie wszyscy tak twierdzą. Nieważne. Tak w ogóle to tego filmu już prawie nie pamiętam, a poza tym poświęciłem mu chyba zbyt wiele miejsca. Proszę to traktować jako wstęp.

  Tematem głównym będzie Ścianka. Uwielbiam ten zespół i strasznie podoba mi się ich najnowsza, druga płyta pt. "Dni Wiatru". Spokojnie! Płyta się jeszcze nie ukazała. Kolega, pracownik firmy wydającej ten album, po prostu mi go pożyczył. Niewiarygodne! Teraz, kiedy słucham jej po raz czwarty, po każdym utworze przecieram oczy nie mogąc uwierzyć, że w tym kraju powstała tak niesamowita płyta. Właśnie skończył się ostatni na płycie "Oceans Fall Down", który brzmi jakby Daniel Goyone dołączył się do Pink Floyd podczas nagrywania "The Piper of The Gates Down". I tak jest na całej płycie. Osiem ambientowych kompozycji naładowanych "poetycko-metafizyczną" aurą. Jest jeden wyjątek, chwila na nabranie powietrza, "The Iris Sleeps Under The Snow" - jedyna popowa piosenka, jedna z najładniejszych, jakie słyszałem. W każdej sekundzie przeżywam zaskoczenie. Niesamowity jest "Piotrek" i "Czarny autobus", który zostawił trwały ślad w mojej głowie. "Dni Wiatru" w niczym nie przypominają poprzedniej płyty Ścianki. Są krokiem w zupełnie inne rejony i mogłyby spokojnie posłużyć Wimowi Wendersowi jako ścieżka dźwiękowa do jego filmów z okresu kina drogi. Zawartość płyty to nie wszystko. Zespół zadbał też o jej poruszające brzmienie. Ośmiomiesięczny cykl twórczy musiał znaleźć swoje odbicie w perfekcyjnej realizacji. Nie mam żadnych wątpliwości i to całkiem normalna sprawa, że płytę Ścianki można kupić w Other Music - jednym z najlepszych sklepów na Manhattanie. Ścianka to niewątpliwie jedyny polski kandydat, który już w tym momencie mógłby spokojnie zaistnieć na zachodnim rynku niezależnym. Nie startując bynajmniej z pozycji debiutanta.

  "Za ścianą jest zupełnie inaczej, nie ma nieba i nie ma domów, tak naprawdę to jeszcze tam nie byłem, ale wiele słyszałem. Teraz gromadzę zapasy na wyprawę. Mam dżem i dużo chleba. Jedzenie to nie wszystko. Zbieram do puszki śrubki i sprężynki od długopisów. Mam też szklaną kulkę ze świderkiem w środku i rolkę czarnego papieru. Z tego powstanie mój pojazd, kiedy odpowiednio połączę to wszystko drucikiem..." - mówi "Piotrek". Może dla wielu brzmi to bardzo normalnie, a niektórzy stwierdzą, że to przeciętne. Ale, zupełnie innego wyrazu nabiera to w wykonaniu Ścianki i żadne pisanie o tym nie spowoduje, że was do tego przybliżę. To album, którego każdy szanujący się fan muzyki powinien posłuchać. To tyle, co chciałem wam napisać.

Artur Rojek

Artykuł pochodzi ze strony www.xl.com.pl.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT