|
| powrót |
Gazeta Wyborcza
"Wywiad z Arturem Rojkiem, liderem Myslovitz i Lenny Valentino"
(listopad 2001)

Lenny Valentino właśnie promuje wydany w listopadzie przez BMG debiutancki album "Uwaga, jedzie tramwaj". Zespół założony przez Artura Rojka (Myslovitz) tworzą także Mietall - Romek Waluś (basista mysłowickiej grupy Negatyw, jedyny oprócz Rojka z pierwotnego składu) i muzycy Ścianki, którzy dołączyli od Lenny... pod koniec ubiegłego roku: Maciek Cieślak (gitara, także producent płyty), Jacek Lachowicz (instrumenty klawiszowe), Arek Kowalczyk (perkusja).
Po co założyłeś Lenny Valentino? Myslovitz ci nie wystarczał?
- Potrzebowałem formuły mniej komercyjnej, za to wymagającej większej uwagi ze strony słuchacza. Nie wszystkie swoje pomysły chciałem realizować z Myslovitz, byłem też ciekawy pracy z innymi ludźmi.
Lenny Valentino działał już dwa lata, istniały już prawie wszystkie utwory z obecnej płyty, gdy nagle zafascynowałeś się trójmiejską Ścianką. Podziękowałeś trzem z czterech dotychczasowych kolegów i wymieniłeś ich na nowych ze Ścianki.
- Niczego sobie nie obiecywaliśmy. Nagraliśmy wspólnie demo, ale efekt nie zadowalał mnie. Utwory brzmiały nadal klasycznie, gitarowo. Więc gdy usłyszałem "Dni wiaru" Ścianki, jedną z najlepszych polskich płyt, i pojawiła się możliwość pracy z tymi ludźmi, bardzo się nakręciłem.
Utwory z "Uwaga! jedzie tramwaj" nawiązują do przeżyć małego, nieco zagubionego - sądząc po tekstach - chłopca.
- Ale to nie dlatego, że moje dzieciństwo było smutne. Dzieciństwo jest tu kluczem do opisania wewnętrznych przeżyć. Uczucia - one są najważniejsze - z wiekiem nie zmieniają się. Tylko punkt widzenia jest inny. Byłem wrażliwy i nadal taki jestem. Miłość, smutek, nienawiść pozostały i mógłbym opisać je z perspektywy dorosłego człowieka. Ale widziane oczami dziecka nabierają ciekawszego, bajkowego wymiaru.
Podobno wrażliwość pomaga pisać?
- Z pisaniem mam trudności. Przed Myslovitz nie tworzyłem żadnych wierszy, opowiadań itd. i obecnie zajmuje mi to wiele czasu. Potrzebuję do tego jakiejś wyjątkowej chwili.
Lubisz czasem prowokować zdarzenia, które mogą być bodźcem do napisania smutnego tekstu?
- Jakie na przykład?
Sprawiasz wrażenie tzw. normalsa. Chyba nie lubisz stylu gwiazd rocka?
- Podobam się sobie takim, jakim jestem. Robię muzykę, czerpię z tego przyjemność, moje piosenki są znane. Ale nie czuję się jak ktoś wyjątkowy. Tzw. gwiazdy nie obchodzą mnie.
Czy uważasz, że Myslovitz ułatwił drogę muzykom z Mysłowic? Jak wiadomo, po Waszym sukcesie kolejne mysłowickie kapele nagrywają swoje płyty...
- To właśnie jest polski rynek muzyczny! Pojawia się drugi zespół gitarowy i od razu jest wrzucony do tego samego worka co Myslovitz. A wynika to z totalnej niewiedzy i braku wrażliwości muzycznej dziennikarzy. Czy Myslovitz cokolwiek ułatwił? Po tym, jak sprzedał 200 tys. płyt, zainteresowanie firm fonograficznych muzyką tego typu jest większe. Wydają kolejny zespół gitarowy, bo liczą, że uda się sprzedać jeszcze 50 tys. Tak samo jak po sukcesie Kayah i Bregovicia zaczęto wydawać zespoły folkowe. Tylko że to niczym nie różni się od sprzedaży warzyw. Teraz jest sezon na pietruszkę, a teraz na marchewkę.
Mówisz o odróżnianiu klimatów, jednak Twój wokal jest na tyle charakterystyczny, że publiczność może mieć kłopoty z odgadnięciem, kiedy Rojek to Lenny Valentino, a kiedy Myslovitz.
- Cóż... Zrobiłem płytę dla tych, którzy będą to odróżniać.
A Tobie który Rojek podoba się bardziej?
- Chciałbym to pytanie zostawić bez odpowiedzi.
Iwona Dudzik
| powrót | |