Ostatnia modyfikacja tej strony: 5 czerwca 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Gazeta Wyborcza
 "Wywiad z Przemkiem Myszorem z zespołu Myslovitz"
 (kwiecień 2002)

  Zespół Myslovitz zagrał w niedzielę w klubie Parlament utwory z nowej płyty "Korova Milky Bar". Publiczność chóralnie odśpiewała piosenki z poprzedniej płyty, m.in. "Długość dźwięku samotności". Nowy materiał wzbudził mieszane uczucia. Niektóre piosenki przyjęto entuzjastycznie, inne - letnio.


  Zespół Myslovitz poświęcił już kilka piosenek filmom. Czy tytuł nowej płyty to hołd złożony "Mechanicznej Pomarańczy" Stanleya Kubricka?

  - "Korova Milky Bar", czyli bar mleczny Krowa, to dobre określenie dla Polski. W filmie bohaterowie piją w takim barze koktajl, po którym im odbija. U nas odbija ci po prostu z powietrza. Sytuacja w kraju jest tragiczna i ludziom zaczyna odbijać na różne sposoby. Cała płyta jest ciemna. Tak ciemna, że postanowiliśmy napisać piosenkę ku pokrzepieniu serc - "Acidland" - która idzie na pierwszy singiel. Poprzednią płytę scalało hasło "miłość", a teraz - jak by to powiedzieć - "fiksy", czyli dziwne, niewygodne sytuacje generowane w tym kraju.

  W jednym z premierowych utworów śpiewacie o tym, że chciałoby się stąd uciec, ale nie ma dokąd. Dodajecie pod adresem osób odpowiedzialnych za ten stan, że gdybyście mieli broń, to złożylibyście im wizytę...

  - To najostrzejsza piosenka. Obawiamy się, że pewnie znowu ktoś się do nas przyczepi za ten tekst. Za broń, chęć ucieczki, zwątpienie w ten kraj. Różne rzeczy mnie podkurzyły, kiedy to pisałem. Na przykład to, że politycy wpieprzają się w moje życie za pomocą ustaw. W ustawie antyaborcyjnej są na przykład dodatkowe paragrafy o podwiązywaniu jajników. Gdyby kobieta chciała to zrobić, pójdzie siedzieć. To paranoja! W takim wypadku to nie jest mój kraj. Nie chodzi nawet o aborcję, ale przecież to moja sprawa i mojej żony, co będzie sobie chciała w środku przeciąć. Takich pomysłów jest mnóstwo. Nie zdajemy sobie sprawy, co do różnych ustaw się dopina. Jest tak źle, że chce się płakać. Połowa moich znajomych zastanawia się, czy nie wyjechać z Polski. Niby mamy samochody, niby wszystko jest w porządku, a co drugi człowiek chce uciec.

  Nie warto się poświęcić?

  - Dla kogo? Dla rodziny się poświęcasz, dla bliskich. Czym jest patriotyzm? Wspieraniem rządu? Rząd to odrębna grupa społeczna, nie będę dla nich pracował. Na razie daję sobie jakoś radę, ale może za miesiąc przestanę. Chodzę w tym bagnie jak wszyscy, tylko jak dotąd mam trochę większą szybkość.

  Lubisz Simple Minds?

  - Byłem fanem płyty "Street Fighting Years", ale to było 14 lat temu. Nie wiem, co robią teraz.

  Pytam, bo będziecie grać przed nimi w całej Europie, od Paryża, poprzez Mediolan, po Madryt i Lizbonę.

  - Mamy duży dystans do naszej "europejskiej kariery". Dla mnie to typowo polskie zagranie, że wytwórnia mówi o "karierze na Zachodzie", kiedy gramy jeden koncert w Londynie. To nie jest nasza trasa. Nawet gdyby była, to moglibyśmy się chwalić, gdyby przychodziły tłumy. Ale gramy jako support Simple Minds. To nie są nawet U2 czy Rolling Stones.

  A ja się ucieszyłem, że dobra polska grupa zagra w Portugalii i we Włoszech. Niech wiedzą, że u nas też potrafią grać.

  - Ale robi się z tego nie wiadomo co. Dużo polskich zespołów próbuje zaistnieć na Zachodzie. Dla nas to są na razie wyjazdy turystyczne, jak do Nowego Jorku, Chicago czy Sztokholmu. Oczywiście udało się nawiązać jakieś kontakty, ale jeśli ktoś przyszedł na koncert i powiedział, że mu się podoba, to nie znaczy, że już mamy kontrakt płytowy.

  Artur Rojek śpiewał teksty z kartki. Czy materiał jest aż tak świeży?

  - Jedziemy na poślizgu. Zaczęliśmy trasę, a piosenki lansującej album nie ma jeszcze w radiu. Spóźniliśmy się z nagraniem wokali i napisaniem tekstu. Będzie w radiu od przyszłego poniedziałku. Płytę zrobiliśmy w naszej sali prób w Mysłowicach, czasem bez Artura, który grał z Lenny Valentino. Teksty pisaliśmy z Wojtkiem na ostatnią chwilę. Artur tym razem miał, jak on to mówi, "ambę", czyli blokadę. Napisał tylko jeden. Nam też nie było łatwo. Zaczęło nam się spieszyć, żeby zdążyć do maja. W czerwcu tylko samobójcy wydają płyty, a nie chcieliśmy czekać do jesieni. Zastanawialiśmy się długo, co to ma być za materiał, żeby nie dreptać w miejscu, ale dać krok do przodu. Jesteśmy przecież na innym poziomie doświadczenia.

Sebastian Łupak

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT