Ostatnia modyfikacja tej strony: 5 czerwca 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Tylko Rock
 "Myslovitz"
 (grudzień 1995)

  Ciekaw jestem, jak nasz rynek muzyczny zareaguje na to, co na swoim debiutanckim albumie przedstawił zespół Myslovitz. Czy na pewno przyjmie się u nas wizja muzyki, która dość zdecydowanie odbiega od tego, do czego zdążyli nas przyzwyczaić inni?

  Chyba po raz pierwszy u polskiego wykonawcy tak wyraziście słychać echa dokonań brytyjskiej sceny rockowej (właśnie - nie amerykańskiej). Dodajmy od razu - przeniesienie angielskich doświadczeń na nasz grunt wypadło w tym przypadku bardzo interesująco.

  Muzyka Myslovitz jest dla polskiego rocka jak zastrzyk świeżej krwi. W każdym razie na pewno usatysfakcjonuje znudzonych jazgotem i agresją muzyki amerykańskiej lat dziewięćdziesiątych. To przede wszystkim nostalgiczny powrót do lat sześćdziesiątych, do Beatlesów. Im właśnie Myslovitz zawdzięcza te wszystkie urokliwe melodie, wpadające w ucho refreny, chóralne śpiewy - posłuchajcie na przykład znanego już pewnie wszystkim "Zgonu", "Kobiety" czy utworu tytułowego. Ale beatlesowskie harmonie to nie wszystko - stanowią one punkt wyjścia dla dalszych poszukiwań.

  Myslovitz udało się wytworzyć w swoich utworach nieco odrealniony, jakby rozmarzony psychodeliczny klimat. Skutecznie pomogły w tym i przetworzone partie gitary (np. w "Myslovitz" puszczona od tyłu), i delikatny, jakby nieśmiały śpiew ("Wyznanie"), i szczególne aranżacje ("Good Day My Angel"), i w końcu współgrające z muzyką impresyjne teksty. Takie i podobne zabiegi nie są na pewno szczególnie odkrywcze (znowu kłaniają się brytyjskie grupy, choćby My Bloody Valentine), ale daleki też byłbym od posądzenia Myslovitz o wtórność. To chyba duża sztuka - mimo tak wielu inspiracji zachować artystyczną tożsamość.

  Ładne, pełne wdzięku piosenki i bardziej dynamiczne utwory, jak nawiązujący do Suede "Papierowe skrzydła" (histeryczny śpiew i bardzo charakterystyczny sposób gry na gitarze), sąsiadują tutaj z psychodelicznymi, niemal hipnotycznymi kompozycjami ("Wyznanie", "Good Day My Angel"). I nie powoduje to bynajmniej żadnych zgrzytów...

  W przypadku takiej muzyki ważne jest uzyskanie własnego, charakterystycznego brzmienia. Tutaj Myslovitz postanowił skorzystać z usług fachowca. Produkcji płyty podjął się oczywiście Anglik, Ian Harris, mający na koncie współpracę choćby z Joy Division i New Order.

Robert Grotkowski

Opracowanie: Grzegorz Fik.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT