|
| powrót |
Tylko Rock
"Z rozmyślań przy śniadaniu"
(grudzień 1997)

Właściwie to powinna być płyta z przebojami. No bo skoro przylgnęła do Myslovitz britpopowa etykietka... Ale jest to płyta z nastrojami. I to przeważnie sennymi - bez względu na to, czy w danym utworze jest cicho i spokojnie, czy też Myslovitz daje upust swej pozytywnej muzycznej agresji. Z sennością najmniej kojarzy się agresywny "Zawód fotograf" - ale koszmary też się przecież człowiekowi śnią. W przypadku trzeciego albumu Myslovitz bardziej na miejscu wydaje się punktowanie inspiracji filmowych, niż muzycznych. Już same tytuły to sygnalizują: "Przebudzenie", "Do utraty tchu", "Myszy i ludzie", "Wielki błękit"... Wysunięcie na pierwszy plan partii wokalnych sugeruje, że teksty mają być bardzo ważne. Czy staną się ważne dla fanów Myslovitz? Pewnie tak. Chociaż to raczej specyficzna poezja, niż przekaz, z którym się łatwo identyfikować.
Rojek śpiewa o radiogłowych, w wywiadach nie kryje fascynacji Radiohead, Myslovitz ze swoimi trzema gitarzystami ma materiał do budowania ściany dźwięku. Na szczęście okazało się, że to wszystko nie zobligowało chłopaków do jakiegoś oczywistego kopiowania. Bo nastroje i operowanie dynamiką to chyba trochę za mało jak na plagiat - weźmy na przykład utwory "Anioł", "Dwie myśli". Jedna "Filmowa miłość" zżyny z Oasis też nie czyni.
Myslovitz nie wyrzekł się dobrego zwyczaju rozpoczynania albumu przebojowymi piosenkami - "Zwykły dzień", "Scenariusz dla moich sąsiadów", "Przebudzenie". Pierwsza wydaje się najciekawsza. To coś, jakby połączyć partie wokalne w stylu "The Sound Of Silence" Simona And Garfunkela z przestrzennym rockowym graniem.
Igor Stefanowicz
Opracowanie: Grzegorz Fik.
| powrót | |