|
| powrót |
Gazeta Codzienna
"Korova Milky Bar"
(28 czerwca 2002)

W moim podziale dokonań artystów estradowych nie ma szufladek. Dla mnie muzyka jest albo dobra, albo zła. Bez względu na to, kto jest jej autorem - Tomek Lipiński, czy, nie szukając daleko, artysta ludowy z Kolbuszowej. Słucham muzyki lub nie chce mi się drugi raz wziąć do rąk płyty.
Z najnowszym krążkiem grupy Myslovitz - "Korova Milky Bar" - zaprzyjaźniłem się. Miałem go "na uszach" parę razy (czytaj - dobra muzyka). Dokładne poznawanie zawartości krążka sprawiało mi radochę, bo kilka numerów na płycie ma swój zakręcony, "myslovitzowski" charakter. Jest brzmienie instrumentów, które lubię, są teksty, których słucham z zainteresowaniem. Odnoszę wrażenie, że kapela chce powiedzieć to, co powszechnie mówią ludzie, niekoniecznie młodzi.
Dla przykładu, słucham sobie np. piosenki "Acidland", która promuje płytę w radiu oraz TV, i słyszę słowa: "Ten kraj jest jak psychodeliczny lot. Czujesz, że nie zmienisz nic...". W innej, pt. "Siódmy koktajl" płynie tekścik: "Czemu właśnie ja, czemu właśnie przyszło mi w takim kraju...". Odniesień do polskiej, ciągle skrzeczącej rzeczywistości jest w piosenkach kapeli bardzo wiele. To dobrze, bo chłopcy z Myslovitz potwierdzają, że ludzie wrażliwi nie muszą być pochłonięci tylko i wyłącznie robieniem szmalu i kariery. Wyścig szczurów nie wszystkich nakręca. Ja osobiście wolę piwo przy ognisku.
Janusz Pawlak
Opracowanie: Lop.
| powrót | |