|
| powrót |
Aktivist
"Piękni przegrani"
(czerwiec 2002)

"Słabość w czasach popkultury"? Miękka muzyka na twarde czasy?
Nowa płyta Myslovitz, zapieszczonych wręcz przez media przy okazji poprzedniej.
Muzyka: przewidywalna. Wątek socjologiczny bywa banalny. Tym, co wyraziste jest traumatyczny posmak lirycznej aury zespołu. Gwiazdy rocka manifestujące zagubienie, słabość, pasywność. Bez alternatywy, jak w rebelianckim rocku, ale z pretensjami i oskarżeniami: genów, kraju, rynku. Czy za tę płytę pokochają ich jeszcze bardziej? Może zatem: masochistyczne piosenki dla masochistycznego społeczeństwa? Nie bójmy się tej diagnozy, wiele dziś takich gwiazd z Radiohead na czele.
Rozmowa z Arturem Rojkiem.
Śpiewacie o sprzedawcach marzeń - totalnym sterowaniu ze strony mediów. Ale jako typowy zespół sami jesteście częścią rynku marzeń...
- Artur: Jesteśmy częścią tego, co krytykujemy.
Taka świadomość grozi schizofrenią?
- Artur: Zdajemy sobie sprawę, w czym tkwimy. Reszta polega na
zdrowym dystansie.
Ten dystans bywa zagrożony?
- Artur: Było tak, że zapomniałem o tym, co jest zgodne ze mną, a
co nie. Stałem się zbyt podatny na otoczenie. Wychodzę z tego do tej pory. Ratunkiem jest uwaga skierowana na ludzi, którzy Cię otaczają. Tych, którzy są prawdziwi, nie spełniają roli pochlebców.
Na "Korovie" więcej jest socjologii, niż liryzmu...
- Artur: To zmiana z naszej strony. Bycie przez cały czas zespołem lirycznym grozi wyeksploatowaniem. Mówimy coś innego, niż dotychczas.
Kategorią nieomal socjologiczną stało się w Polsce określenie "normalsi". Czy nie jest tak, że przesłaniem tej płyty jest pochwała normalności? Uderzacie w zaślepionych "ludzi sukcesu", przekonujecie, że nie trzeba się aż tak starać.
- Artur: W pewnym sensie na pewno tak. Ale nie jest to kwestia
kalkulacji, a raczej tego, jacy jesteśmy, gdzie mieszkamy.
Z drugiej strony "Korova" emanuje atmosferą słabości, pasywności. Wizerunek "pięknych przegranych", który gdzieś tam towarzyszył Myslovitz, tu osiąga apogeum.
- Artur: To wynika z naszej wrażliwości. Tego jak czujemy. Specyfiką naszych czasów jest to, że wokół pełno jest rzeczy działających na podświadomość, ukierunkowujących. Bardzo łatwo dziś się zgubić. Dotyczy to nas samych. Z tej pozycji piszemy piosenki.
Łączy się z tym ekspresja jakby "zwichniętego" maskulinizmu...
- Artur: Wszystkie dźwięki, które mnie inspirowały, były tego
rodzaju. Pochodziły od nadwrażliwych facetów. Takich, którzy pozwalają sobie na odkrywanie cech uznawanych za kobiece.
Dziś jest to rozpowszechnione zjawisko.
- Artur: Nadwrażliwość bywa pielęgnowana na zasadzie mody. Może to
nowy stereotyp, który stanie się równie karykaturalny co "macho".
W tekstach "Korovy" dużo jest oskarżeń i pretensji odnośnie kraju, ekonomii, rodziców, a nawet genów. Brakuje waszych własnych pomysłów na przezwyciężenie słabości.
- Artur: Nie jesteśmy rebelianckim zespołem. Chociaż pisząc o
słabości i zagubieniu, podejmujemy tematy, które na rynku pop nie są w cenie. Co stawia nas na pozycjach outsiderskich. To, jak chcemy się wyrażać, jest kwestią instynktu. To pierwszy krok, aby coś zrozumieć. Myślę, że poprzez to, co my czujemy, inni mogą poczuć to, co noszą w sobie. Uświadomienie sobie słabości i ich akceptacja nie muszą oznaczać poddania się im. Przyjąć siebie takim, jakim się jest, to też odwaga. Proponujemy też rodzaj pozytywnej perfidii wobec tych, którzy chcą żerować na słabości innych.
Czy wrażliwość jest herezją w świecie pop?
- Artur: Tak. Ludzie są przyzwyczajeni, że muzyka wyłącznie
powinna ich bawić.
Rafał Księżyk
Opracowanie: AniaS.
| powrót | |