Ostatnia modyfikacja tej strony: 29 sierpnia 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Gazeta Wyborcza
 "(Prawie) święty Myslovitz. Prawdziwa historia zespołu"
 (21 sierpnia 1998)

  Kilka lat temu na spotkaniu z wysokim urzędnikiem miejskim wysłuchali litanii na swój temat o germanizacji. Dzisiaj są najlepszym materiałem reklamowym Mysłowic. Zwłaszcza, że przejęli od niego nazwę.

  "Ludziom wydaje się, że zarabiamy nie wiadomo ile pieniędzy" - mówią muzycy Myslovitz. Artur Rojek szukał działki budowlanej. "Jest do kupienia dom za 200 tys. zł. Wy tyle macie" - usłyszał, gdy go rozpoznano. Domu nie sprawił sobie nikt. Jacek Kuderski kupił trzypokojowe mieszkanie w bloku, zadłużając się przy tym po uszy. Teraz sam je remontuje. Samochód - kilkuletnie cinquecento - ma tylko Przemek Myszor. Kupił je okazyjnie, jeszcze nie w całości spłacił.


  Z garażu na Garaż. "Najważniejszym miejscem w mieście był dla nas Młodzieżowy Dom Kultury. W jego auli często urządzano koncerty. To była duża sala, przychodziło sporo ludzi. Szkoda, że dziś się już tam nie gra, bo przeniesiono tam szkołę handlową" - mówi Artur.

  Pierwszy koncert (wówczas jeszcze nazywali się The Freshmen) zagrali w klubie Olimp na AWF. Na którymś z kolejnych koncertów poznali Jacka Kowalczyka, który umożliwił im pierwsze nagrania. Wysłali je na konkurs Garaż '94 do Częstochowy. W jednej z poprzednich edycji zwyciężyła grupa T.Love. Zajęli drugie miejsce. Nagrodą była sesja nagraniowa.

  Nagrany materiał wysłali na kolejny konkurs - Mokotowską Jesień Muzyczną. Dostali się do finału. "Nie mieliśmy większych nadziei. Zakwalifikowaliśmy się na ostatnim miejscu, a konkurencja była bardzo silna, m.in. Two Faces, zespół, w którym śpiewała wówczas Agnieszka Chylińska, i Atmosphere" - mówi Rojek. Wygrali.

  Na finał Mokotowskiej Jesieni przyjechali już z nową nazwą. "Któryś ze znajomych powiedział, że The Freshmen jest niezbyt oryginalna i zaproponował, żebyśmy nazwali się po prostu Mysłowice" - mówi Rojek. Jacek Kuderski zaproponował - napiszmy to tak jak na drzwiach starego, poniemieckiego pieca w moim domu. I tak zamiast nazwy kojarzącej się z zespołem pieśni i tańca została przywodząca na myśl ciężkie łojenie zespołów heavymetalowych.


  Germanizacja czy brytanizacja?. Mokotowska Jesień dała im kontrakt z wytwórnią MJM i nadzieję na pierwszą płytę. Zaczęli dopracowywać repertuar i szukać producenta, który dobrze czuł wyspiarskie brzmienia. Wśród kilku polskich producentów nie znaleźli odpowiedniego kandydata. Ostatecznie "importowali" z Manchesteru Iana Harrisa, który w tamtejszych klubach realizował koncerty m.in. New Order, Joy Division i UK Subs.

  Przed nagraniem pierwszej płyty przedstawiciele MJM chcieli zaangażować w nią również miasto. Na przeszkodzie stanęła nazwa zespołu. Na spotkaniu z jednym z wysokich miejskich urzędników wysłuchali litanii o germanizacji, potem dowiedzieli się, że taki projekt musi trafić do akceptacji odpowiedniej komisji. Tkwi tam zapewne do dziś.

  Kiedy już nagrali płytę, ten sam urzędnik w wypowiedzi dla telewizji sporo się natrudził, by zapytany o grające w mieście zespoły, nie wymienić Myslovitz. Z czasem chyba pozbył się germanizacyjnych obaw, bo kolejne spotkanie z członkami zespołu zakończyło się prośbą o autografy.

  Na nagrania pierwszej płyty do Łodzi pojechali prosto z koncertu "Przystanek Woodstock". Jacek kupił bilety dla całej czwórki i wsiadł do pociągu. Kiedy skład ruszył, ze zdziwieniem zauważył, że odjeżdża na bocznicę, do myjni. Z gitarą w ręku wyskoczył z niego w biegu i taksówką wrócił na dworzec. "Powiedziałem sobie wtedy, że jeżeli zdążę, to nagramy dobrą płytę" - wspomina. Zdążył.

  Pierwsza płyta "Myslovitz" ukazała się 10 października 1995, w rocznicę urodzin Johna Lennona. Zespół reklamowano jako polskich Beatlesów. "Myslovitz", pierwszy singiel z tej płyty, doszedł do 9. miejsca listy przebojów Trójki.

  "W Mysłowicach zespół był wtedy prawie święty" - mówi Przemek Myszor. Potem jednak, kiedy zespół zyskiwał popularność w kraju, tracił ją w swoim sąsiedztwie. Na ich koncerty na Śląsku przychodziło mniej ludzi niż w innych częściach Polski. "W Mysłowicach uznali, że sukces uderzył nam do głowy, zwłaszcza po koncercie w mysłowickim klubie Bluesman. Zamiast 3 zł, jak przedtem na występy amatorskich zespołów, na nasz koncert bilety kosztowały 5 zł. I to wystarczyło" - mówią muzycy.

  Odkąd muzyka stała się ich zawodem, podchodzą do grania poważniej niż przedtem, ale wciąż płatają sobie nawzajem różne kawały. Kiedyś w hotelu Artur Rojek zadzwonił do kolegów podszywając się pod recepcjonistkę. Powiedział, że zdając klucze do pokoi, powinni znieść do recepcji także piloty od telewizorów. Procesja gości z pilotami spowodowała niemałe zamieszanie w recepcji.


  Lubią hałas. Po nagraniu płyty zaczęły się kłopoty zdrowotne Artura. "Drętwiały mi palce. Nie mogłem grać na gitarze. Potrzebowaliśmy gitarzysty na koncerty. Z Przemkiem chcieliśmy grać wcześniej. Kiedy zakładaliśmy Myslovitz, miał swój zespół, wówczas najlepszy w mieście" - mówi Artur.

  Po wspólnych koncertach zaprosili go do nagrania swojej drugiej płyty. Został piątym muzykiem zespołu. "Moje dolegliwości ustąpiły i zaczęliśmy grać na trzy gitary. Większość polskich zespołów ma dwóch gitarzystów. Kiedy pytali nas, czemu mamy trzy gitary, odpowiadałem, że lubimy hałas" - żartuje Artur Rojek.

  Po ukazaniu się drugiej płyty wiosną 1996 roku, nastąpił kolejny przełom. Działalność zespołu zajmowała już wówczas tyle czasu, że nie dało się pogodzić jej z dotychczasowymi zawodami. Zrezygnowali z nich i zajęli się tylko muzykowaniem. Zaczęli częściej koncertować. Po raz pierwszy wyjechali na zagraniczne koncerty.


  Scenariusz rozmyślań. W listopadzie ubiegłego roku wydali trzecią płytę "Z rozmyślań przy śniadaniu". Piosenka "Scenariusz dla moich sąsiadów" ma szansę stać się pierwszym znanym poza Polską ich utworem. Jej teledysk pojawi się w niemieckiej telewizji muzycznej Viva. Podczas kręcenia klipu reżyser doprowadził do tego, że przy scenie bójki statyści bili się niemal na serio. Najbardziej poszkodowany wyszedł ze zdjęć Przemek Myszor. Co prawda nie oberwał podczas bójki, ale samolot, który zespół ciągnie w teledysku, najechał mu na stopę.

  Kiedy ukazała się płyta z muzyką do filmu "Młode wilki 1/2", stali się autorem największego w swej historii skandalu. Piosenka "To nie był film" została uznana za zachęcającą do zabójstwa i przez jakiś czas nie chciały jej grać stacje radiowe. "Napisałem tę piosenkę. Możecie mnie za nią obić, ale najpierw jej posłuchajcie" - mówił w wywiadach Przemek Myszor. W końcu ludzie zaczęli jej słuchać i zauważyli, że wymowa piosenki jest całkowicie przeciwna.

  Teraz zespół pracuje nad kolejną płytą.

Piotr Myszor

Opracowanie: Ala Ciura.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT