|
| powrót |
Filipinka
"Pięciu panów wrażliwych na piękno"
(listopad 1996)

Rozmowa z Wojtkiem Powagą z kapeli Myslovitz.
Skąd wzięła się nazwa Myslovitz?
- Wszyscy urodziliśmy się i mieszkamy na Śląsku, w Mysłowicach. Początkowo występowaliśmy pod nazwą The Freshmen. Był kiedyś taki film. Artur Rojek, który gra na gitarze, jest zapalonym kinomanem. Potem chciał zamienić The Freshmen na Złodziei rowerów, ale za bardzo kojarzyło się to z punkiem. Któryś z nas dla żartu rzucił nazwę Myslovitz. I tak zostało.
Co robicie poza muzyką?
- Artur kończy w tym roku studia na AWF i uczy już w szkole podstawowej wuefu. Przemek Myszor także uczy w szkole, ale już innego przedmiotu - muzyki. Jacek Kuderski skończył w ubiegłym roku Politechnikę Śląską, ja jeszcze na niej studiuję. A Wojtek Kuderski jest po technikum górniczym i pracuje pięćset metrów pod ziemią.
O Śląsku mówi się czasem w przenośni "zagłębie muzyczne". Większość polskich muzyków, zarówno "poważnych" jak i "rozrywkowych" i rockowych, wywodzi się właśnie stąd. Jak myślisz, dlaczego?
- Dla wielu muzyka jest na pewno ucieczką od brzydoty Śląska. Mysłowice są okropnym Obrzydłówkiem. Jedna ulica z familokami, czyli domami, które tworzą zamknięte podwórka. Ponuro i brudno. A próbujemy w przytulnej, pomalowanej na biało salce domu kultury. Okna wychodzą na stację kolejową i drzewa. Nie mogę się doczekać tych prób. Przed wyjściem nie jestem w stanie nic zrobić, ani uczyć się, ani poczytać. Dopiero po powrocie z próby.
Wasze piosenki są pełne optymizmu. Opisują świat, którym rządzą miłość, trwałość uczuć, zrozumienie i tolerancja.
- A to już ty powiedziałaś.
Opracowanie: Ala Ciura.
| powrót | |