Ostatnia modyfikacja tej strony: 29 sierpnia 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Gazeta Regionalna
 "Trochę rzeźbienia"
 (czerwiec 2002)

  Zespół Myslovitz wystąpił na żarskim stadionie "Syrena". Przed koncertem w ogródku "Gazety Regionalnej" odpowiadał na pytania i rozdawał swoim fanom autografy.


  Dlaczego zmieniliście nazwę? Wcześniej nazywaliście się The Freshmen.

  - Ponieważ Artur stwierdził, że tamta nazwa brzmi jak reklama pasty do mycia zębów. Poza tym nazwa była anglojęzyczna.

  Na ile pomógł wam udział w przeglądzie Garaż '94?

  - Zajęliśmy tam drugie miejsce i mogliśmy nagrać swoje demo pierwszy raz w życiu w profesjonalnym studiu.

  Pierwsza płyta otrzymała wiele nagród i wyróżnień, czy spodziewaliście się takiego odzewu?

  - Zawsze, kiedy nagrywa się pierwszą płytę, nie ma się świadomości, że coś może być dalej. Generalnie myśleliśmy, że nagramy tylko jedną płytę, postawimy ją na półce i na tym się nasza kariera zakończy. Okazało się, że została zauważona, na rynku nie było takiego zespołu jak my. Poszliśmy za ciosem i nagraliśmy drugą płytę.

  Jak podziałał na was sukces?

  - Odwaliło nam. Teraz pijemy tylko wodę sodową.

  Jeździcie bardzo często na koncerty za granicę. Czy to znaczy, że polska publiczność wam nie odpowiada?

  - Tam lepiej odbierają sambę i big-beat lat sześćdziesiątych, a tutaj jest trochę gorzej. A tak poważnie, to są działania naszych managerów, którzy się nami zajmują od iluś lat. Nadarzyła się możliwość zagrania za granicą, skorzystaliśmy z tego i pojechaliśmy.

  Czy odczuwacie różnicę pomiędzy publicznością polską a zagraniczną?

  - Różnica jest na tyle duża, że tam nikt nas nie znał. Graliśmy jak młody, amatorski zespół. To była jedyna zmiana. Publiczność jest taka sama, jest bardzo kulturalna i potrafi uszanować support, potrafi docenić zespół, który gra przed gwiazdą. Jeszcze jedna różnica to taka, że tam publiczność była trochę starsza. Nie można zbyt wiele mówić o publiczności zagranicznej w stosunku do nas, ponieważ występowaliśmy tam jako nieznany zespół. Byliśmy dobrze odebrani, ale to może świadczyć o tym, że publiczność tam była bardzo inteligentna, miła, albo im się podobało.

  Czy po wydaniu płyty zastanawialiście się co zmienić i co ulepszyć w następnej?

  - Zawsze jak nagra się płytę, to chciałoby się wprowadzić poprawki, ale jest to już niemożliwe. Na następnej płycie można coś zmienić, ale zazwyczaj następna płyta wychodzi dużo później i nie myśli się o tym.

  Na swoim koncie macie wiele nagród, czy są one dla was ważne?

  - Mieliśmy nominację do nagród MTV, jednak nie udało nam się takiej uzyskać. Mamy dużo nagród polskich, które są dla nas bardzo ważne. Nagroda to nie jest chleb, na który należy zapracować, to jest coś co przyznają. Bardzo lubimy dostawać nagrody, chyba jak każdy.

  Dlaczego piosenka "To nie był film" wywołała tak wiele kontrowersji?

  - Nie mam pojęcia. Może ludzie nie wysłuchali od początku do końca, tylko wyrwali kontekst i to może dlatego.

  Czy ostatnia płyta różni się od pozostałych?

  - Jest inna okładka. Muzyka jest trochę latynoamerykańska, trochę mamy śląskich rytmów. Generalnie samba i big-beat.

  Skąd wziął się tytuł do najnowszej płyty?

  - Z filmu "Mechaniczna pomarańcza" Stanleya Kubricka.

  Często porównuje się was do grupy The Beatles lub Oasis. Czy te opinie wam schlebiają?

  - Kiedyś nam to nie przeszkadzało, teraz uważamy, że jest to błędne porównanie.

  Jak czujecie się przed koncertem w Żarach?

  - Na początku będzie trochę rzeźbienia. Nie mieliśmy próby i będziemy grali z marszu i nie chcielibyśmy, żeby była za duża obsuwa.

  Czy przez koncertami macie tremę?

  - Oczywiście. Gdyby nie było tremy, to prawdopodobnie trzeba by było skończyć z graniem.

  Czy macie plany na następną płytę?

  - Tak, płyta jest już nagrana, będzie to płyta improwizacyjna i wyjdzie w okolicach świąt. Będą tam kawałki po 15-20 minut.

Anna Ruda

Opracowanie: Kasik.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT