|
| powrót |
Program 3 PR
"Wywiad z zespołem Myslovitz w Programie III Polskiego Radia"
(2 października 1999)

Wywiad z zespołem Myslovitz przeprowadzony przez Pawła Kostrzewę.
Właściwie to już mówiłem parę dni temu - tylko Artur mógł wymyślić taki tytuł ("Długość dźwięku samotności"), a może to ktoś inny? Jacek, Przemek i Artur, zespół Myslovitz w studiu Programu III. Witajcie, dzień dobry.
- Myslovitz: Cześć.
- Artur: Ten tytuł to jest tzw. sampel - moja propozycja, natomiast taki tytuł już się gdzieś pojawił. W jakiejś książce wyczytałem, że ktoś wymienił taki tytuł wśród "7 najsmutniejszych piosenek wszechczasów".
Nie spieszyliście się specjalnie z nagraniem tej płyty - z czego to wynikało? Płyta ukaże się dopiero 25 października, nie wierzę, że to lenistwo...
- Artur: Myśmy nad tą płytą bardzo długo pracowali, w listopadzie zrobiliśmy demo, a potem mieliśmy bardzo dużo czasu na to, żeby te piosenki jeszcze obrobić, oszlifować i udoskonalić. Dopiero w maju weszliśmy do studia, w czerwcu skończyliśmy nagrywanie, płyta wychodzi w październiku. Opóźnienie było spowodowane różnymi sytuacjami, ale ogólnie myślę, że bardzo nam to pomogło - mieliśmy tak dużo czasu, aby ten materiał przygotować, że płyta wyszła dosyć fajnie.
Poza tym chyba sukces "Z rozmyślań przy śniadaniu" spowodował, że nie było powodu się spieszyć. Nie ma co nagrywać szybko nowej płyty, skoro udało się nagrać taki dobry materiał...
- Artur: Tak, wszystkie nasze płyty - pierwsza, druga i trzecia - wychodziły w bardzo krótkich odstępach. Natomiast ta płyta wyszła po dwóch latach od wydania "Z rozmyślań przy śniadaniu".
Czy praca nad nową muzyką wyglądała nieco inaczej, niż wcześniej, bo zauważyłem na przykład, że muzykę i słowa podpisał zespół Myslovitz? Jak to jest - ty napisałeś teksty, czy wszyscy gdzieś pracowali?
- Artur: Nie ma czegoś takiego, że cały zespół Myslovitz siada do stołu i wszyscy piszą teksty. Teksty przede wszystkim pisał Przemek, pisał Wojtek i pisałem ja, muzykę pisał Jacek, pisał Przemek i pisałem ja. To jest w pewnym sensie bardzo zespołowa płyta.
I dlatego podpisane jest, że muzyka i słowa - Myslovitz. Panowie, jesteście jacyś tacy nierozbudzeni. Wiem, że wyjechaliście o czwartej rano ze swoich domów, aby dotrzeć na którąś godzinę do Gdańska, ale tutaj trzeba się trochę rozruszać i poopowiadać... Jak się pracowało tym razem, bo pracowaliście niemal w tych samych warunkach, w tym samym składzie? Właściwie wszystko jak w rodzinie...
- Przemek: Tym razem było bezstresowo, ja - jako frakcja gitarzystów - chciałem powiedzieć, że tym razem producent płyty, Tomek Bonarowski, nie stresował nas tak, jak ostatnio... Pamiętam, kiedyś nagrywałem jeden utwór przez całą noc i już chciałem pakować manatki i wyjeżdżać z powrotem do Mysłowic... A tym razem, może dlatego, że już się znamy, że tamta płyta już jest za nami, podeszliśmy do tego materiału całkowicie inaczej. Nagrywanie odbywało się tak, że myśmy z Wojtkiem w ogóle nie wiedzieli, co się dzieje - już, tu jeden kawałek nagrywamy, już, drugi kawałek nagrany...
- Jacek: Tomek się do nas przekonał, stwierdził, że już po tej trzeciej płycie jesteśmy troszkę lepsi...
- Artur: Poza tym, on miał takie podejście...
- Jacek: ...jesteśmy zawodowcami, tak sam stwierdził.
- Artur: Miał takie podejście, takie założenie, że tę płytę będziemy nagrywać inaczej... Tam żeśmy się poznawali, a tutaj postąpiliśmy troszeczkę inaczej. Było więcej luzu, inny komfort pracy.
Wiem, że wtedy, kiedy nagrywaliście "Z rozmyślań przy śniadaniu", to brzmienie, które wymyślił sobie Tomek Bonarowski, było dla was dużym zaskoczeniem i sami nie myśleliście, że te utwory tak będą brzmiały - pamiętam naszą rozmowę z czasów, kiedy ukazywała się ta poprzednia płyta. A jak było tym razem, czymś was zaskoczył? Jakieś wspólne wasze przemyślenia na temat tego "samotnego dźwięku"?
- Przemek: Wszyscy, zwłaszcza Artur, sugerowaliśmy mu sporo rozwiązań, jakie się tutaj pojawiły - wszystko było fajne, choć nieco takie teoretyczne, ale tym razem ja osobiście jestem tym brzmieniem jeszcze milej zaskoczony. Oczywiście wszystko in plus, dlatego że ja sam po prostu nie przypuszczałem, że te numery mogą być tak zmiksowane i że naprawdę możemy tak brzmieć... Po raz pierwszy, kiedy słucham w radiu naszych utworów z tej płyty, a konkretnie "Długości dźwięku samotności", to, wiesz, odkręcam wieżę na cały regulator i w ogóle się nie przejmuję, co będą mówili sąsiedzi... Po prostu jestem totalnie zaskoczony i myślę, że jeszcze minie co najmniej pół roku, kiedy mi to przejdzie.
Frakcja gitarzystów już się wypowiedziała. A wokalista?
- Artur: Akurat z wokalami nie miałem w przypadku tej płyty większych problemów. Poszło bardzo szybko. Myślę, że wszystko to wynika z tego komfortu pracy z Tomkiem, bo mamy do niego bardzo duże zaufanie, bardzo dobrze się przy nim czujemy. Dlatego praca szła w taki sposób, a nie inny. Charakterystyczne dla naszej współpracy z Tomkiem jest jeszcze to, że on po raz drugi miksował płytę sam. Myśmy w ogóle nie byli na miksach, on nam wysyłał każdy zmiksowany utwór, myśmy potem słuchali go i opadały nam kopary, potem następny numer i tak przez dwa tygodnie, codziennie rano - każdy pojedynczo słuchał utworów z płyty...
Czyli znów poznawaliście swoje utwory na nowo - kiedyś nagrane, przygotowane w studiu, a potem, jak już przychodziły po ostatecznej obróbce, to się okazywało, że znów jest więcej, niż oczekiwaliście?
- Artur: Tak, dokładnie. Jest olbrzymia różnica pomiędzy wersjami demo, a ich brzmieniem na płycie. Jest bardzo duża różnica. Nie chodzi tylko o aranżacje, te piosenki po prostu są inne.
Zapowiadałem państwu spotkanie z zespołem Myslovitz, ale nie mówiłem nic o tym, że będziemy słuchać nowej płyty. I nie będą to tylko suche słowa, które opowiadają nam muzycy, ale będziemy słuchać tego, co dzieje się na płycie, która nosi też trochę niecodzienny tytuł, ale o tym już za kilka chwil.
(prapremiera - utwór z nowej płyty)
Jaki tytuł nosi ten utwór?
- Artur: "My".
Wy?
- Artur: My (ogólna wesołość)
Aha, my - to dobrze. "Miłość w czasach popkultury" - ciężko jest kochać w takich czasach?
- Jacek: Ale pytanie (śmiech)
To znaczy, czy kiedyś było łatwiej? Nie chcę was pytać o popkulturę, ale jak to teraz jest z tą miłością?
- Przemek: To znaczy, z miłością zawsze jest ciężko, tak mi się wydaje, a z drugiej strony zawsze jest łatwo - to zależy od tej dwójki, która doświadcza tego uczucia. A czy to są czasy popkulturowe czy jakieś inne - to nie ma tutaj znaczenia.
W czasach hippisowskich wolniejsza była nieco ta miłość, ale nie chodzi mi tu o wolność w sensie motorycznym. A teraz?
- Przemek: A teraz... nie wiem, nie żyłem w czasach hippisowskich (śmiech)
Panowie, kiedyś już sobie pozwoliłem powiedzieć, że lubię, jak ktoś do mnie śpiewa inaczej. Nie są to takie zwykłe wersy, które gdzieś tam się rymują - takie piosenki są też tam gdzieś potrzebne, bo każda muzyka trafia do określonego odbiorcy, ale ja lubię czuć, że oto jest ktoś, kto śpiewa do mnie inaczej. Zawsze myślałem sobie, że to Artur za wszystko tekstowo odpowiada, a tu okazuje się, że wszyscy macie sporo do powiedzenia.
- Artur: Nie, nie, zawsze było tak, że teksty pisało kilka osób, nie tylko ja. Przemek pisał dużo tekstów...
A kto pisał "Myszy i ludzie"?
- Artur: Wojtek.
No proszę.
- Artur: Tak że my jesteśmy wszyscy zdolni.
No właśnie. Zwykle jest tak, że wokaliście przypada pisanie tekstów, bo wtedy najbardziej się z nimi identyfikuje. Często jest tak, jak na przykład w zespole R.E.M. - muzycy, którzy grają z Michaelem Stipe'em, mówią, że nie rozumieją w ogóle, o czym on śpiewa, ale bardzo im się te teksty podobają.
- Artur: Ja w ogóle często ingeruję, na przykład kiedy Przemek przyniesie teksty, to potem mówię: "Nie, Przemek, zmień to, bo mi się nie podoba" albo coś w tym stylu. A on się buntuje, mówi, że nie, że tego nie zmieni. Zawsze coś tam znajdę...
- Przemek: Mówi: "Ja tego nie zaśpiewam, bo tego nie rozumiem".
- Artur: Są takie historie...
Ale to i tak niesamowite, że spotykają się ludzie, którzy rzeczywiście odbierają na jednej fali. Ty potrafisz śpiewać nie tylko swoje teksty, ale i Przemka, i Wojtka - i brzmi to tak, jakbyś to rzeczywiście ty wymyślił. Odbieram to tak, że jak śpiewasz, to mocno identyfikujesz się z tym, co wyśpiewujesz.
- Artur: Nam się akurat udało to, że spotkały się osoby, które się ze sobą rozumieją na pewnym poziomie. Jeżeli chodzi o teksty, o przekazywanie sobie jakichś informacji na temat uczuć, to myślę, że bardzo dobrze się rozumiemy i to powoduje, że te teksty są do siebie bardzo podobne - ma się wrażenie, jakby rzeczywiście napisała je jedna osoba.
A jak ty, Przemek, odbierasz swoje teksty, kiedy słyszysz, jak śpiewa je Artur?
- Przemek: Super, ja bym tego tak nie zaśpiewał.
A on pewnie by nie zagrał na gitarze tak, jak ty grasz do tych słów?
- Przemek: No, oczywiście, ale...
- Artur: Nie, ja nigdy nie zagram na gitarze tak, jak on. Prędzej on zaśpiewa tak, jak ja, niż ja zagram na gitarze tak, jak on... (śmiech)
Czym różni się ta nowa płyta "Miłość w czasach popkultury"? Jeszcze tak naprawdę mówimy o czymś, czego nie ma, słuchacze do końca nie wiedzą o czym, ale już powoli to rozjaśniamy, już dwa utwory za nami. Czy to jest jakiś krok, jakaś zmiana kierunku, bez względu na to, co zdarzyło się wcześniej? Czy wymyśliliście sobie jakąś drogę i gdzieś nią dążycie?
- Artur: Podobno jest to w ogóle krok w przód.
Tak mówią ci, którzy już słyszeli.
- Artur: Ci, którzy już słyszeli, natomiast jeżeli chodzi o mnie, to mam do tego materiału zbyt mały dystans. Po prostu ciężko mi ocenić, czy to jest dobra, czy też może najlepsza nasza płyta... Na pewno jest to nasza nowa płyta i... jakaś nasza odpowiedź na pewne tematy. I może jest bardziej spójna, niż płyta "Z rozmyślań przy śniadaniu".
Jeszcze bardziej spójna?
- Przemek: Jeszcze bardziej. Wiesz, jest troszkę inna, trudno nam się wypowiadać...
Z innej perspektywy patrzycie na taką muzykę?
- Jacek: Jest bardzo zróżnicowana muzyka na tej płycie. Przynajmniej ja to tak odbieram.
- Przemek: Wiesz, my nie robimy tego na takiej zasadzie, że sobie siadamy i się zastanawiamy "wiesz, to będzie krok w przód" albo "musimy wymyślić coś nowego". Po prostu przez dwa lata graliśmy piosenki i odczuwaliśmy, że jest zmiana, że jest zasadnicza różnica, a jak to zostanie ocenione, to już nie nasza sprawa, bo my naprawdę się tym kompletnie nie zajmujemy.
- Artur: Nie było żadnej ideologii, takiej jak na przykład przy płycie "Z rozmyślań przy śniadaniu", kiedy chcieliśmy zrobić płytę, która będzie tematycznie bardzo spójna. Tutaj nie było czegoś takiego, natomiast wyszło...
Wyszło znowu tak spójnie...
- Artur: Bezstresowo, bez takiego napięcia... Bez takiego przykładania się do tego, żeby to było monotematyczne. Wyszła po prostu płyta o miłości.
Nie ukrywam, że bardzo się bałem waszej nowej płyty...
- Artur: Ja tak samo...
Bo "Z rozmyślań przy śniadaniu" wydawała mi się naprawdę świetnym albumem...
- Jacek: Myślałeś, że już nic nie zrobimy lepszego?
Nie, bo myślałem, że jest to taki moment, kiedy powinniście dostać sporo nagród. Jednak kiedy nie dostaliście tych nagród, to pomyślałem sobie: jeśli taki dobry materiał przechodzi gdzieś trochę bokiem, to wpływa depresyjnie na muzyków, którzy zrobili coś, o czym wszyscy dookoła im mówią: "słuchajcie, nagraliście świetny album - i są przeboje, i są utwory, których można słuchać w kółko na okrągło". No i czeka się na taki moment przełomowy, a tu okazuje się, że nagrodę dostaje ktoś, kto zrobił coś trochę gorszego od was, potem druga kategoria przepada, wszystko przepada... I potem macie nagrywać nową płytę, a może już nie będzie drugiej takiej szansy, aby wspiąć się na wyżyny. Ale wygląda na to, że się udało...
- Przemek: Wiesz co, my w ogóle cały czas próbujemy się dystansować od tego wszystkiego, co się dzieje, od tej - przepraszam że to powiem - branży muzycznej i tych wszystkich wyścigów, które się tutaj odbywają. Nie jesteśmy stąd, nie jesteśmy z Warszawy i może będę w tej chwili powtarzał jakieś schematy, ale jednak branża muzyczna to jest Warszawa, po prostu...
Nie powiesz mi, że nie byłoby ci miło, jakbyś dostał nagrodę dziennikarzy?
- Przemek: Nie, oczywiście, że byłoby mi miło, ale ja mówię o czymś innym - że my troszkę z założenia staramy się dystansować i dlatego nie są to dla nas dotkliwe ciosy. Natomiast oczywiście, jeśli dostalibyśmy jedną nagrodę, drugą, trzecią, piątą, dziesiątą, to...
- Jacek: Już nie zrobilibyśmy tej czwartej płyty. Nie byłoby potrzeby... (śmiech)
- Artur: I tak jesteśmy bardzo rozpieszczani przez dziennikarzy, właściwie od początku naszego istnienia dziennikarze zawsze dobrze o nas piszą. Co prawda te nagrody zawsze gdzieś tam nas omijają, przechodzą koło nosa, ale w sumie one nie są najważniejsze. A jeżeli chodzi o płytę "Z rozmyślań przy śniadaniu", to ja też bałem się, że po tej płycie będzie nam ciężko nagrać coś lepszego. Ale jakoś się udało, myślę, że nagraliśmy dobrą płytę i nie musimy się jej w żadnym wypadku wstydzić.
- Przemek: No wiesz, w ogóle nie stawiaj tak tematu. Jak możesz w ogóle przypuszczać, że się możemy wstydzić... Nie należy się w ogóle wstydzić tej płyty, bo to jest najlepsza nasza płyta.
Proszę posłuchać, jak rozwija się zespół Myslovitz.
(utwór "Chłopcy")
Zespół Myslovitz w studiu Programu III Polskiego Radia, "Markomania". Kończą się lata dziewięćdziesiąte, panowie. Nie wiem, czy oficjalnie dla mediów zwykle mówicie, co wam się podoba, ale wiem, że Artur fascynuje się różnymi artystami i zwykle, kiedy się spotykamy, to wymieniamy poglądy - "A tę płytę słyszałeś? A to wiesz?". Pewnie Duncan Shake trochę cię zawiódł, bo wiem, że po pierwszej płycie podobał ci się bardzo, a drugi...
- Artur: No tak. Nie wiedziałem, że w ogóle o tym pamiętasz. Bardzo mi się podobała pierwsza płyta Duncan Shake...
Mnie też.
- Artur: A druga już mniej, o wiele mniej. A lata 90-te to strasznie długi okres, przecież to jest w ogóle całe istnienie zespołu Myslovitz...
Przy takich podsumowaniach działa zasada skojarzeń, pewne wspomnienia z przeszłości - np. kiedy nagle usłyszałem "Smells Like Teen Spirit", to wiedziałem, że od tego utworu coś się zacznie, że zdarzy się coś nowego. I rzeczywiście się zdarzyło. Są takie płyty, które przez szeroko rozumiane mass media nie są wcale uważane za najważniejsze płyty lat 90-tych, a robią wrażenie na was. Sam mam płyty, do których niezwykle chętnie wracam, choć nigdy nie zostały ujęte w żadnych rankingach. Przecież nie żyjecie otoczeni murem, czegoś słuchacie, a ta muzyka nie rodzi się z kamienia. Tu słychać troszkę tego, tu tamtego - to oczywiście Myslovitz, ale gdzieś tam te echa się przenikają.
- Artur: Są takie płyty, które na przykład na mnie zrobiły duże wrażenie, a nie zostały nagrane w latach 90-tych, natomiast w tym okresie je poznałem. To był okres bardzo dla mnie osobliwy - są takie dwie płyty Arta Garfunkela, których słucham... Stare bardzo, z lat 70-tych, ale poznałem je dopiero 4 lata temu i słucham ich namiętnie. Kiedyś, nie wiem, czy to było w Trójce czy w Dwójce, nagrałem sobie jakiś 30-minutowy album Arta Garfunkela - pamiętam, na kasecie TDK. I słuchałem go na okrągło, aż kiedyś tę kasetę straciłem. Bardzo mi się to podobało, a nie wiem, czy są to akurat te nagrania. Natomiast bez wątpienia największym objawieniem i zdarzeniem, jeżeli chodzi o muzykę, jest zespół Radiohead - myślę, że jest to taka główna siła, która mnie napędzała przez jakiś czas...
Od samego początku?
- Artur: Od momentu, gdy usłyszałem "Creep", natomiast kiedy usłyszałem całą płytę...
Kiedy usłyszałeś "Pablo Honey", to pewnie byłeś rozczarowany?
- Artur: Tak, kiedy usłyszałem całą płytę, to byłem bardzo rozczarowany. Nawet drugi singiel mi się nie podobał. Natomiast druga płyta... no, zrobiła na mnie wrażenie, ale dopiero trzecia walnęła mną o mur. Na pewno Stone Roses, jeśli chodzi o początek lat 90-tych, na pewno ostatnio też Mercury Rev...
A frakcja gitarzystów?
- Przemek: No, Wojtek na pewno by powiedział: Neil Young i James, nieważne, czy w latach 90-tych czy 50-tych, natomiast u mnie były bardzo duże wahania. Zaczynałem lata 90-te od fascynacji takimi zespołami, jak U2 i przede wszystkim The Waterboys... Miałem takiego fisia na punkcie Waterboys, że się w głowie nie mieści.
Dwa dni temu przypominałem płytę "The Dream Harder", ostatni album podpisany The Waterboys, który kiedyś przepadł bez wieści, a jest jedną z moich ulubionych płyt lat 90-tych.
- Przemek: Tak? To powiem ci, że właśnie teraz, gdy słuchałem jej po latach, to nie mam żadnych zastrzeżeń, ale w momencie, gdy wyszła, spodziewałem się chyba czegoś innego.
Ja zawsze myślałem sobie, że to najbardziej rockowa z wszystkich płyt The Waterboys, a jednocześnie najbardziej lekka. Udało się Scottowi coś, czego nie umiał zrobić ze swoimi przyjaciółmi, bo ten ostatni skład The Waterboys to właściwie był on i inni muzycy, którzy raz pojawili się i zagrali na płycie. Nie było już Karla Wallingera, Anthony'ego D. Weighta - to byli inni ludzie, którzy po prostu zagrali. Scott mógł śmiało wydać ten album pod własnym nazwiskiem, ale podpisał go jeszcze The Waterboys...
- Przemek: A ja wówczas słyszałem różnicę. W tej chwili wszystkie płyty to dla mnie po prostu Mike Scott, bez jakichś różnic, ale to przyszło już później...
A ja w sumie jestem zadowolony i powiem ci w tajemnicy przy wszystkich słuchaczach, że to było jeszcze The Waterboys, bo kiedy Mike Scott zaczął podpisywać płyty swoim nazwiskiem, to jakoś mniej mi się to podobało.
- Przemek: No widzisz, a u mnie z kolei na odwrót - powiem tylko, że później już w straszne czady poszedłem, jeszcze w poprzednim zespole niesłychanie ostro graliśmy. No a teraz skończyłem, wiesz gdzie...
Skończył w Myslovitz (śmiech)
- Artur i Jacek: Emeryt w Myslovitz (ogólny śmiech)
Jedziecie właśnie do Gdańska, na Yach Film - macie tam nominację?
- Artur: Nie wiem, czy mamy, czy nie...
- Przemek i Jacek: Nie, nie mamy...
Aha, po prostu jesteście gośćmi, którzy zagrają... Ja widziałem was dwa albo trzy tygodnie temu, graliście tylko 3 utwory, ale takiego zespołu Myslovitz to jeszcze nie słyszałem...
- Artur: Byliśmy dosyć agresywni...
Tak szalejącego Artura, głośno śpiewającego, krzyczącego...
- Przemek: Nie wiem, na którym koncercie byłeś.
No, wtedy gdy graliście 3 utwory, to był przedostatni koncert wieczoru, a po was było tylko O.N.A.
- Myslovitz: Aha...
- Artur: Musieliśmy po prostu w tych trzech utworach zmieścić jakąś dawkę energii. Nam się dobrze gra całe koncerty. Ostatnio zresztą była taka impreza, nasze pięciolecie, które strasznie się przeciągało, bo cały czas wysiadał prąd. Zagrali między innymi Robert Gawliński, T.Love i na końcu mieliśmy zagrać my.
Okazało się, że możecie zagrać cztery utwory...
- Artur: Tak, i dlatego właśnie na ten koncert starannie się przygotowaliśmy - zaplanowaliśmy kilka niespodzianek, mieliśmy na przykład zagrać wreszcie na koncercie utwór "Myslovitz", którego nie graliśmy przez trzy lata. I po prostu nie mogliśmy go zagrać, bo po 20 minutach musieliśmy skończyć. Nie mogłem uwierzyć, jak to możliwe, że na naszej imprezie, na naszych urodzinach możemy zagrać tylko 20 minut.
- Przemek: Gdy menedżer mówił "kończcie", do Artura w ogóle to nie docierało.
- Artur: Mówił mi, że jeżeli nie skończymy, to on pójdzie do więzienia (śmiech). No, straszna historia.
Wasz koncert w naszym studiu też ciepło wspominamy - mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach uda nam się tak wszystko poukładać, żebyście jeszcze raz zagrali, zaprezentowali te swoje nowe utwory na żywo dla słuchaczy Trójki w naszym stałym paśmie koncertowym.
- Myslovitz: No, byłoby super, czekamy.
Dobrze, to jesteśmy wstępnie umówieni. Miał być jeszcze jeden utwór, ale przed dziesiątą mamy jeszcze dwie reklamy, więc na razie pozostaje nam tylko czekać na całą płytę, która się ukaże za 3 tygodnie. I tak dwa przedpremierowe odtworzenia utworów udało nam się zrobić dziś w tej audycji. Cieszę się, że jadąc po drodze do Gdańska udało wam się tutaj przyjechać, że mogliśmy się spotkać i porozmawiać. Trzymam mocno kciuki, tak jak trzymałem poprzednio, no i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
- Artur: Wielkie dzięki.
- Myslovitz: Dziękujemy.
Dziękuję wam bardzo, wszystkiego dobrego.
Paweł Kostrzewa
Opracowanie: Grzegorz Fik.
| powrót | |