Ostatnia modyfikacja tej strony: 9 września 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Program 3 PR
 "Spotkanie z zespołem Myslovitz w Trójkowym Ekspresie"
 (13 maja 2002)

  Spotkanie z zespołem Myslovitz, które odbyło się w Programie III Polskiego Radia w czasie audycji Trójkowy Ekspres 13 maja 2002. Z Myslovitz rozmawia Paweł Kostrzewa.


  Trójka i "Trójkowy Ekspres", 19.13. Ja i cały zespół Myslovitz ze mną - Artur, Wojtek, bracia Kuderscy, Przemek - witajcie.

  - Myslovitz: Cześć.

  - Wojtek: Myślałem, że powiesz bracia Gallagher (śmiech)

  Nie, bracia Kuderscy. Moi ulubieni bracia, bardziej niż Gallagher'owie. Słuchajcie, czy to kiedy spotykaliśmy się przed trzema laty, to też była wiosna?

  - Artur: Oj, ja to nie pamiętam...

  (...)

  No dobrze, nie będziemy się kłócić, czy minęły pełne trzy lata, czy nie. No, ale to były trzy lata - powiedzmy, że dla słuchaczy, którzy czekają na kolejne płyty swojego ulubionego zespołu to "szmat czasu", prawda?

  - Artur: No tak, tylko że z drugiej strony płyta, która ukazała się trzy lata temu okazała się taką, która potrzebuje ogrywania jej. Przez blisko 2,5 roku graliśmy bardzo dużo koncertów. Cały czas wszystko w związku z płytą bardzo wolno się rozwijało. Cały czas się wydawało, że jest to jeszcze świeża sprawa i że to nie jest ten moment, żeby wydawać następną płytę.

  No dobrze, graliście te koncerty, graliście te koncerty, Rojas postanowił nawet zrobić jeszcze jedną płytę "na boku"...

  - Przemek: Tak, zdradził nas.

  No, ale to na chwilę, jak się okazało, prawda?

  - Artur: Ale wybaczyliśmy już to sobie (śmiech)

  - Przemek: Była wielka awantura, były łzy... (śmiech)

  Ciekawe, kiedy wy będziecie wydawać swoje płyty "na boku"... No, ale dobrze, nie interesujmy się teraz tym, co się robi "na boku". Najważniejsze jest teraz to, co dzieje się w rodzinie Myslovitz. "Korova Milky Bar" - ta płyta ukazuje się za dwa tygodnie.

  (...)

  Zaczynamy słuchanie płyty. Ja chciałbym, abyście o każdym prezentowanym utworze powiedzieli dwa, trzy zdania... "Sprzedawcy marzeń" - to jest piosenka, która otwiera tę nową płytę...

  - Lala: Tytuł roboczy "Merkury".

  - Przemek: To są świeże tytuły. Cały czas się zastanawiamy...

  - Artur: Dzisiaj w pociągu je wymyśliliśmy.

  No dobrze, to dzisiaj wymyślony tytuł "Sprzedawcy marzeń". To mieliście dobre branie, bo jak patrzę na te tytuły, to są takie... dobre.

  - Przemek: No, fajne tytuły, podobają nam się. Trochę za krótkie niektóre, ale...

  - Artur: Ale męczyliśmy się strasznie. Przez dwa miesiące praktycznie cały czas robiliśmy tylko takie podejścia do tytułów i nic nie wychodziło.

  Aha, no aż w końcu dziś się udało.

  - Przemek: Tak, zamknęliśmy się w przedziale, zadzwonił nasz manager i powiedział: "Panowie, macie 10 minut"...

  Dziennikarze czekają, trzeba podać im tytuły. No to "Sprzedawcy marzeń", proszę bardzo, Wojtek próbował pierwszy...

  - Wojtek: Ale słuchajcie, jak to leciało, początek...? Aha, to jest o sterowaniu przez telewizję ludźmi, zgubny wpływ reklamy na ludzi, na ich psychikę.

  - Artur: A muzycznie, to Merkury...

  Rev?

  - Artur: Nie, Merkury...

  Wpływ tej planety?

  - Artur: Tak.

  (...)

  (utwór "Sprzedawcy marzeń")

  Tak zaczyna się nowa płyta zespołu Myslovitz - "Korova Milky Bar" - "Sprzedawcy marzeń" (...) Ja jestem odrobinę uprzywilejowany, znam tą płytę od przedwczoraj, no i tak oswajam się z tymi utworami. No i wydaje mi się, że ta płyta jest krokiem, jest kolejnym krokiem. Będę was chwalił - już mówiłem Arturowi dziś na ucho, że śpiewa coraz lepiej i że ta płyta jest fenomenalnie zaśpiewana i jeśli ktoś nie wierzy, to za parę chwil będą dowody - czwarty utwór, który się pojawi, jest bardzo dobry.

  - Artur: A wiesz, że chciałem jechać do studia jeszcze przed wydaniem płyty i zmienić te wszystkie wokale, bo mi się nie podobają...

  Ale tacy są artyści (śmiech)

  - Wojtek: Tylko wiesz, to wszystko jest zasługa Tomka Bonarowskiego.

  - Artur: Powyrównał to wszystko, ma taki specjalny program komputerowy i robi z głosem to, co kiedyś z Milli Vanilli, więc... (śmiech)

  To może się okaże, że to Lala śpiewa?

  - Artur: Ja mogę tylko powiedzieć tekst, a Tomek zrobi z tego melodię (śmiech)

  No ja zawsze mówiłem, że to jest najlepszy i najskromniejszy zespół w kraju. Także cały czas wszystko pozostaje tak, jak trzeba - zespół jest najlepszy, a najskromniejszy - to, tak jakby, te słowa świadczą o tym.

  - Wojtek: Już powiedziałeś, że najskromniejszy, a ja chciałem coś powiedzieć o moich gitarach i już nie powiem.

  No to powiedz! Myślę, że tu bardzo na miejscu będzie rozmowa o tym, że mieliście chyba szansę nabyć drogą kupna trochę sprzętów, które słychać na tej płycie i one zmieniają brzmienie, barwę zespołu, wzbogacają ją.

  - Wojtek: Powiem Ci, że nie wiem dlaczego tak się stało. Tak żeśmy się, że tak brzydko powiem, "napalili" na "kosmosy", na takie różne analogowe FX-y, nakupiliśmy trochę delayów, różnych efektów, które swingują brzmienia minimugów, różnych filtrów, no i nagraliśmy tego trochę Tomkowi. Potem się pytałem Tomka "Co mam Ci jeszcze nagrać?". "No, weź tu nagraj z 50 minut jakichś "kosmosów"" (śmiech). Włączył mnie, nagrywałem różne tam... A on to powybierał i wmontował właśnie w tą płytkę.

  - Artur: Ja myślę, że jest to związane z czasami, w których żyjemy, z muzyką - w jaki sposób wszystko się rozwija. Myślę, że to nie jest przypadek. Generalnie staramy się śledzić to, co się dzieje...

  Coś wam się podoba...

  - Artur: Tak, oczywiście. Wiele rzeczy na ciebie wpływa, wiele rzeczy jakoś kształtuje twoje gusta, wiele rzeczy nowych do ciebie dociera i bierze się to chyba stąd. Ciężko jest cały czas robić to samo, operując tymi samymi środkami. Można oczywiście konsekwentnie dążyć do jakiegoś określonego celu, ale środki jakoś tam po drodze mogą się zmieniać. I myślę, że akurat na tej płycie jest dużo elektronicznych rzeczy, natomiast jest to dalej płyta gitarowa. Ona ma większą przestrzeń poprzez te elektryczne skrzynki, ale jest to dalej płyta gitarowa. Natomiast ci, którzy znali Myslovitz z poprzedniej płyty, na pewno usłyszą te zmiany.

  No bez wątpienia. Jeśli ktoś czekał na "Miłość w czasach popkultury 2", to to nie będzie taka sama płyta.

  (...)

  - Wojtek: Wczoraj spotkałem się z takim bardzo dziwnym głosem. Jeden pan, który nas nagłaśnia, robi nas na przodach...

  Przed koncertem...

  - Wojtek: Tak, tak, przepraszam, że tak technicznie się wyrażam...

  - Artur: No już, nie bądź taki grzeczny... (śmiech)

  - Wojtek: I mówił, że z tego, co usłyszał na koncercie, jest bardzo zdziwiony, bo myślał, że Myslovitz będzie ostatnią kapelą, która pójdzie właśnie w kierunku tego rodzaju efektów na koncertach, na płycie.

  - Artur: Ten pan w ogóle nas nie zna.

  - Wojtek: No, ale bardzo podobała mu się muzyka wcześniej i po tym, co usłyszał na koncercie, mówi, że jest bardzo zdziwiony...

  - Artur: Ale co, że mu się nie podoba?

  A ile ma lat?

  - Wojtek: Nie wiem, ile ma lat, ale jest fajny (śmiech), "kuma" muzykę.

  - Artur: Ale to nie wszystkim musi się podobać. A my tu od razu o takich rzeczach mówimy...

  Muzyka będzie się sama bronić, nie musimy specjalnie o niej opowiadać, że ona jest liryczna, melancholijna. Te piosenki będą za chwilę same walczyć o to, aby podobać się. Ja nie ukrywam, że po pierwszym przesłuchaniu to wszystko już chciałem śpiewać - no właściwie bez jednego utworu - a są takie piosenki, które już dziś sobie nucę. Jeszcze rano mieliśmy okazję, czekając na was na tej specjalnej prezentacji przedpremierowej dla dziennikarzy, posłuchać sobie kilku utworów...

  - Wojtek: Miałem bardzo dziwne uczucie, jak graliśmy te numery pierwszy raz na koncertach na tej trasie "Korova...". Gramy, gramy, spoglądam na ludzi, patrzę, ludzie śpiewają refreny. O co chodzi? (śmiech)

  - Artur: Ale były też takie momenty - ale to jest w sumie zrozumiałe - kiedy ludzie słyszą po raz pierwszy piosenkę, to nie reagują na nią w taki sposób, jak podczas piosenek, które słyszą na przykład po raz piąty, albo szósty. I my przez 3 lata, czy 2,5 roku, ogrywając "Miłość w czasach popkultury" w pewnym sensie przyzwyczailiśmy się do jakiejś reakcji publiczności na niektóre nasze piosenki. Więc grając trasę na początku było kilka takich momentów, że za bardzo nie wiedziałem, czy jest to kwestia tego, że piosenka jest nowa, czy tego, że się piosenka nie podoba (śmiech)

  No powiedzmy jeszcze w tym wejściu antenowym jedną kwestię, że wersje koncertowe tych utworów różnią się bardzo od tych wersji albumowych. Jest dużo więcej energii, agresji, żywiołowości. Artur śpiewa dużo niższym głosem, nawet używa tak zwanej chrypki, a tutaj na płycie znowu jest to wszystko tak pięknie wysublimowane.

  - Artur: To się może wiąże z tym, że zawsze jakoś tak się nam zdarzało, że nasze brzmienie na płycie jest troszeczkę inne niż na koncercie. Myślę, że koncerty są takim miejscem i taką sytuacją, że powodują, że łatwiej nam jest niektóre - albo może inne - emocje wyzwolić podczas odtwarzania niektórych piosenek, które na płycie brzmią zupełnie inaczej. A druga rzecz jest taka, że my bezpośrednio wychodząc ze studia pojechaliśmy w trasę i tak naprawdę nie słyszeliśmy i nie wiedzieliśmy, jak te piosenki zabrzmią po produkcji Tomka Bonarowskiego. Przedwczoraj tak naprawdę je usłyszeliśmy.

  To jest tak samo... Ja pamiętam wasze słowa, kiedy rozmawialiśmy o "Miłości w czasach popkultury", kiedy okazało się, że usłyszeliście, co z tym zrobił Tomek i byliście bardzo zaskoczeni, bo kompletnie inaczej to wszystko wyglądało, kiedy powstawała płyta, kiedy nagrywaliście ją, a jak to się zdarzyło z całym materiałem po ostatecznym zgraniu, miksie i paru innych technicznych rzeczach, na których i ja się zresztą nie znam.

  - Wojtek: No oczywiście ten materiał też wymaga paru jeszcze technicznych i kosmetycznych udziwnień, jednak generalnie mastering jeszcze nie jest zrobiony, wersje piosenek, których tu słuchamy, nie znajdą się na płycie...

  No to teraz posłuchamy przeboju, bo ta piosenka jest już na 17. miejscu Trójkowej Listy...

  - Wojtek: I jest po remasterze, po wszystkim...

  - Artur: Tak, ona jest już skończona (śmiech)

  (...)

  No to posłuchamy teraz przeboju z miejsca 17. zaledwie po 2 tygodniach, "Acidland". Ja myślę, że ta pierwsza piosenka udowodniła, że ci, którzy się bali, że to będzie taka lekka tekstowo płyta... To te następne utwory będą udowadniać, jak zespół zapuszcza się w różne rejony i jak poważnie śpiewa na różne tematy.

  (utwór "Acidland")

  W poniedziałek 13 maja, Myslovitz na 2 tygodnie przed wydaniem płyty "Korova Milky Bar", na... ile dni przed waszym wyjazdem w Europę na kilka koncertów?

  - Artur: Osiem.

  Zespół wyjeżdża na krótką trasę koncertową... To dla was krótka, prawda? Bo wy towarzyszycie tylko w części zespołowi Simple Minds.

  - Artur: Tak, to będzie 10 dni, a podczas tych 10 dni będzie 7 koncertów. Bo pomiędzy dwoma koncertami są dosyć duże przejazdy, w związku z czym jest dzień przerwy.

  To duża przygoda i frajda popodróżować sobie w tak krótkim czasie po całej Europie, prawda? Zobaczyć kilka pięknych miast, miejsc i zagrać jeszcze.

  - Artur: Przede wszystkim... Nie wiem, przynajmniej moje myślenie jest takie, że jest to przede wszystkim przygoda, coś nowego...

  - Wojtek: Możliwość zagrania w piłkę z Simple Minds (śmiech)

  - Artur: Możliwość zagrania koncertów w miejscach, w których żeśmy w życiu nie marzyli, że będziemy grać.

  Dokładnie, macie szansę się pokazać. Ci, którzy myślą, że jedziecie po to z Simple Minds, żeby zaraz stać się gwiazdami, wydać płyty, to myślę, że na trochę innej fali odbierają, prawda?

  - Artur: Nie, jedziemy tam po prostu, żeby zagrać jakieś fajne koncerty, nie liczymy tutaj na zbyt wiele, żeby później się nie rozczarować z tego powodu.

  No, ale to jest bardzo dobre podejście.

  - Artur: Jest to przede wszystkim przygoda, autobus na 12 osób. To mnie najbardziej rajcuje, że jest 12 osób, 12 łóżek w autobusie.

  No właśnie, będziecie jechać prawdziwym takim autobusem, w którym się śpi, są takie prawdziwe łóżka, nie śpi się w fotelu...

  - Artur: W pewnym sensie czuję się trochę tak, jakbym jechał na kolonie (śmiech)

  Będziecie pewnie oglądać filmy, prawda? Bo tam jest telewizor, kasety video...

  - Artur: I opowiadać o strachach w nocy... Albo wywoływać będziemy strachy w nocy...

  Może tam powstaną jakieś nowe utwory? Słuchajcie, bo to jest jednak jakieś wydarzenie...

  - Artur: Maciek opowiadał, że jest podobno możliwość wynajęcia autobusu z salą prób, więc być może... (śmiech)

  (...)

  No słuchajcie, ja wam zazdroszczę. Dzisiaj pomyślałem sobie, że bardzo wam zazdroszczę...

  - Wojtek: Ja też Ci zazdroszczę, że jesteś prezenterem radiowym najlepszego programu... (śmiech)

  Że wyruszycie w piękną podróż. Piękną podróż, która bez wątpienia was zainspiruje do czegoś, będzie kolejnym waszym doświadczeniem, które sprawi, że zespół będzie jeszcze bardziej świadomy, jeszcze bardziej dojrzały.

  - Artur: Będą portugalskie tytuły piosenek...

  - Wojtek: Hiszpańskie, włoskie też...

  (...)

  Wracamy do płyty "Korova Milky Bar". No słuchajcie, przy trzecim utworze ja już po prostu byłem "kupiony", już właściwie nic mogłoby się dalej nie dziać na tej płycie.

  - Artur: Naprawdę?

  Tak.

  - Wojtek: Trzeci utwór, utwór Lali, naszego perkusisty.

  "Bar mleczny Korova". Zespół podpisuje wszystkie piosenki razem, większość tekstów na płycie tym razem Wojtka i Przemka. Artur trochę mniej.

  - Wojtek: No, Artur się opieprzał tym razem.

  Jesteśmy w publicznym radio, mówię panu...

  - Wojtek: O, przepraszam bardzo, peeep... (śmiech)

  (...)

  - Artur: A to była najdziwniej powstająca piosenka, jeżeli chodzi o wszystkie piosenki, które do tej pory zrobiliśmy, tak mi się wydaje. Bo Lala po prostu zaśpiewał piosenkę Przemkowi. Powiedział mu: "Wiesz, masz zagrać taką gitarę..." i w ten sposób się dogadywali przez jakiś tam czas, aż wreszcie powstał z tego utwór (śmiech)

  No, ale powstał utwór dla mnie niewiarygodny, niewiarygodny - aż boję się myśleć, co będzie przy czwartym utworze, który jest tak fantastycznie zaśpiewany przez ciebie i jest tak niepowtarzalny, który gdzieś zapada na długo i zostaje tak, że aż się boję coraz bardziej zagłębiać w tę płytę.

  (utwór "Bar mleczny Korova")

  (...) Ja nie będę Was pytał, skąd wziął się tytuł płyty. (...) Bez wątpienia wielką inspiracją dla zespołu pozostają filmy, choć w tym wypadku można by też myśleć, że książka. Ale nie, to jest film, prawda?

  - Artur: No tak, zawsze to się jakoś tak układa, że jednak łatwiej nam się ogląda filmy, niż czyta książki (śmiech)

  Mniej czytacie chłopaki...

  - Wojtek: Nie, po prostu mamy w samochodzie telewizor i kiedy jedziemy w trasę, bierzemy ze sobą wór kaset.

  - Artur: Jak czytamy w samochodzie, to nam się od razu niedobrze robi, więc oglądamy filmy.

  - Wojtek: Dokładnie, wszystko się trzęsie. Wzrok się psuje. Też znam to z autopsji (śmiech)

  Ale okularów nie nosisz.

  - Wojtek: Powinienem.

  (...)

  Powiedzcie coś o czwartym, niezwykłym utworze, który będzie nosił tytuł "Wieża melancholii".

  - Wojtek: Tekst napisał Przemek, generalnie jest o melancholii, która doprowadza do samobójstwa.

  Taka bardzo publicystyczna jest ta nowa płyta.

  - Wojtek: No staraliśmy się napisać jakieś mądre teksty: "Tylko pstryk, nie ma mnie..." (śmiech)

  - Artur: A muzycznie to jest tu klasyczna sytuacja. Po prostu ktoś zagrał akordy i ktoś dograł do tego bas, potem perkusję...

  Ja pozwolę sobie dodać tutaj od siebie, że jest to chyba najciekawsza interpretacja Artura na płycie. Tak mi się wydaje, że jest to najciekawsza linia melodyczna... Nawet nie umiem specjalnie o tym mówić, ale wydaje mi się, że tam się tyle dzieje, że każdy, kto słucha i jest otwarty, to na pewno dostrzeże to, o czym ja mówię. Zresztą muzyki nie musimy nazywać, mamy jej słuchać. To w takim razie "Wieża melancholii" i proszę szykować się... Z każdym utworem wchodzimy na coraz głębszą wodę, tu się dzieją coraz bardziej poważne rzeczy. Gdyby ktoś myślał, że nagle na czwartym utworze kończy się płyta i potem są tam już tylko rzeczy, które dopełniają całości, jak to zwykle się dzieje ostatnio, to nieprawda. Tu właściwie z każdym utworem robi się coraz goręcej...

  (utwór "Wieża melancholii")

  (...)

  Nie spieszyliście się specjalnie z tym nowym albumem, czekaliście... Bo ten album - kolejny - ten, który właśnie się ukaże za dwa tygodnie "Korova Milky Bar" jest szalenie ważny w waszej działalności, historii...

  - Artur: A wiesz, że za każdym razem, kiedy wydajemy płytę, to ktoś zawsze mówi: "Słuchajcie, pamiętajcie Panowie, nagrywacie drugą płytę, druga płyta jest przełomowa..." (śmiech)

  - Przemek: Tak, strasznie ważne, wszystko zależy od tego...

  - Artur: "Nagrywacie trzecią płytę...". Wiesz, każda po kolei...

  Każda ma swoją ważność, prawda?

  - Artur: Masz rację, każda ma swoją... Właśnie ważność...

  Bo albo się aspiruje do czegoś - prawda? Albo coś się potem potwierdza... Ja przepraszam jeszcze, bo taka myśl mi wpadła jak jechałem dziś do radia o tym, że płyta "Miłość w czasach popkultury" była takim waszym krzykiem: "Zobaczcie, my jesteśmy fantastycznym zespołem, potrafimy tak zagrać, że wszyscy wymiękacie". I ja słyszałem ten krzyk dzisiaj. Słuchałem "Nienawiści", "Gdzieś", "Alexandra" i tam była ta niezwykła energia, taka moc, gdzie wyście wykrzykiwali to - instrumentami i głosem: "To my jesteśmy i to nie jest byle jaki zespół, ta płyta po prostu sprawi, że, no... jakaś duża grupa ludzi zachłyśnie się tą muzyką, pokocha". A poza tym, jakby dojrzewacie, zmieniacie się. Miałem okazję przy okazji maja i cyklu "Majowe Piosenki" słuchać "Maja" właśnie z pierwszej płyty. No to słychać, jak dojrzewacie, jak Artur dojrzewa, jak śpiewa coraz lepiej, jak gracie, jak kompozycje są coraz bardziej wyrafinowane, jak to wszystko dojrzewa. Jak z zespołu, który debiutuje i chce walczyć o swoje, no... rodzi się coś większego, niż tylko taki zwykły rock'n'rollowy band.

  - Artur: Powiedziałeś już wszystko (śmiech)

  - Przemek: Co my mamy teraz powiedzieć? Ja się poddaję... (śmiech)

  To teraz... Dlaczego ta płyta jest taka ważna? Artur, widzisz - przerwałem, teraz pewnie ty nie pamiętasz, co chciałeś powiedzieć. Ale ja się bałem, że stracę tę myśl, a wydawała mi się dosyć istotna.

  - Artur: Ach, właśnie nie pamiętam...

  To właśnie - czym ma być teraz ta płyta, bo... A, już wiem, no bo to był krzyk i ten krzyk został dobrze usłyszany i gorąco przyjęty...

  - Artur: No właśnie, już wiem, co chciałem powiedzieć...

  Numer 1. na Liście Trójki, wiele tygodni, bez przerwy właściwie, tylko się zmieniały piosenki i docierały do pierwszych miejsc i siedziały tam parę ładnych tygodni i to była wielka radość, prawda?

  - Artur: Ja miałem na przykład przy nagrywaniu tej płyty chyba największą presję - taką, jakiej wcześniej na przykład nie miałem przy nagrywaniu innych. To wiązało się z kilkoma rzeczami - z tym, że płytę musieliśmy nagrać w bardzo krótkim czasie, cały czas wszystko, co robiliśmy, robiliśmy na ostatnią chwilę. Kiedy nagrywałem wokale, jeszcze nie było wszystkich tekstów. Kiedy kończyliśmy pracę w studio, kiedy skończyliśmy już wokale i płyta już, już zbliżała się data premiery - nie mieliśmy w ogóle tytułów (śmiech)

  - Przemek: Nawet dzisiaj nie mieliśmy jeszcze tytułów.

  - Artur: Nawet dzisiaj nie mieliśmy tytułów tak, że wszystko tutaj w ekspresowym tempie się dzieje. Natomiast...

  No dlatego jesteście w "Trójkowym Ekspresie"...

  - Artur: Natomiast to, jaką płytę nagraliśmy poprzednią... Ja zastanawiam się - to chyba była kwestia chwili wtedy. Nikt z nas nie myślał o tym - o wykrzyczeniu czegoś. Myślę, że akurat był to taki moment, zbieg różnych sytuacji i okoliczności, że nagraliśmy taką, a nie inną płytę...

  Po prostu dojrzeliście do takiej płyty, jaką była "Miłość w czasach popkultury".

  - Przemek: To znaczy ja, jak pamiętam tamte czasy, to ja osobiście miałem strasznego doła. Ja myślałem, że to jest nasza ostatnia płyta...

  - Artur: Ja też.

  - Przemek: I to bez kokieterii. Myślałem, że po prostu wypadamy z rynku, wiesz...

  No, bo myślę, że nie wszyscy wiedzieli, że zespół istnieje. No, a bez sukcesu nie da się nagrywać kolejnych, prawda? I poza tym już nie mówię, że nie da się z tego żyć, to jest z jednej strony, a z drugiej strony to jest frustracja artysty, który tworzy, tworzy i ciągle nie udaje się przebić, tak mocno...

  - Przemek: To znaczy wiesz, myśmy się przebili drugą płytą. A potem zrobiliśmy trzecią płytę, wydawało nam się, że to naprawdę jest już dojrzałe Myslovitz...

  No, było dojrzałe...

  - Przemek: Jak na tamten moment po prostu. Że to jest naprawdę wielka muzyka. I było słabiej niż na drugiej płycie, rozumiesz?

  A to jakoś... Nie wiem, źle gwiazdy się ułożyły, to był jakiś zły zbieg okoliczności przeciwko wam...

  - Artur: Kiedyś w ogóle przeczytałem taką informację, jak Ian Curtis w jakimś wywiadzie opowiadał, jak nagrywali "Closer". Opowiadał, że mieli świadomość tego, że robią coś wielkiego, że robią coś ważnego, dla nich, dla zespołu, dla ludzi, którzy tego będą słuchać, dla wszystkich. I zastanawiałem się, czy my podczas nagrywania którejś z płyt mieliśmy takie wrażenie (śmiech), że robimy coś ważnego. I wydaje mi się, że chyba nigdy.

  Aha, czyli ta ważna płyta jeszcze przed Wami...

  - Przemek: Ja generalnie mam zawsze lęk...

  - Artur: To znaczy nie - być może nigdy takiego wrażenia nie będziemy mieć. Być może nigdy w taki sposób nie podchodzimy, nigdy nie liczymy na coś, co może się stać...

  Słuchajcie, to nie nagrywajcie, bo Curtis nagrał tę piosenkę, ona stała się ważna, tylko skończyła się historia zespołu Joy Division, dlatego idźcie swoją drogą. Ja myśląc o tej nowej płycie, myślę, że ona jest lepiej nagrana, niż poprzednie, ona jest inaczej nagrana. Tu jest wszystko bardziej wysublimowane, takie, bym powiedział, no... doroślejsze, dojrzalsze i jeszcze bardziej światowe, niż na poprzedniej płycie.

  - Przemek: No, miło...

  To chyba znowu praca Tomka Bonarowskiego olbrzymia i dobra.

  - Przemek: No, olbrzymia. Gdyby nie Tomek, to... To nie wiem co w ogóle, czy my byśmy jeszcze nagrywali...

  - Artur: Pozdrawiamy Tomka.

  - Przemek: Tomku, po prostu jesteś wielki, naprawdę. Zresztą wiesz o tym. Natomiast jeśli chodzi o aranżacje tutaj na płycie, to trochę nam się "przejadły" ściany gitarowe. Zwłaszcza, że już każdy z nas gra coraz lepiej, każdy chce, żeby go było słychać, wiesz... i potem - my gramy trzy gitary, a potem się kłócimy: "A nie, tu jest mnie za mało, a tu znowu... Nie, no Wojtka słychać albo tylko Rojasa słychać". Także...

  - Artur: I w końcu postanowiliśmy, że w takim razie trzy gitary i ściana gitar... - jeden nie może grać, więc Przemek przestał grać... (śmiech)

  - Przemek: Tak, mi zabronili grać...

  - Artur: Jako najlepszy gitarzysta.

  - Przemek: Ja sobie w ogóle na przykład postawiłem taką... Powiedziałem, że nie zagram ani jednego akordu. Oczywiście zagrałem, bo trzeba było na pudle potem zagrać i grałem akordy...

  - Artur: Same solówki... (śmiech)

  - Przemek: Natomiast stwierdziłem, że będę grał, ale w taki sposób, żeby nie grać typowych akordów, po prostu nie grać jakiejś takiej... No i jak już wchodzę z gitarą to wchodzę tylko jak mam coś konkretnego do powiedzenia. A tak to rzucili chłopcy, kazali mi w ogóle, wiesz, po parapetach skakać. No i gram, fajnie, a nawet mi się spodobało.

  No i to jest chyba ten wyższy poziom, na który wstępujecie. Słuchajcie, może spointujemy kolejną rozmowę muzyką? Ta piosenka od dziś nosi tytuł "Za zamkniętymi oczami".

  - Przemek: Tak, bardzo ładny tytuł w ogóle. Wiecie, podobają nam się te nasze tytuły.

  Tak, bardzo. No, to bardzo miłe, bo ja uważam, że trzeba być zadowolonym i macie prawo być zadowolonymi z tego, co zrobiliście. No i tytuły też, wydaje mi się, są niezłe, tym bardziej, że musiały być takie, których ktoś wcześniej nie wymyślił, bo w Polsce tak działa prawo, że jak ktoś wymyślił piosenkę "Idę z tobą przez park", to już drugi raz nie może być takich tytułów w Polsce. Natomiast za granicą właściwie jest nagminne, że jest dziesięć piosenek "Idę z tobą przez park" - tu zmyślam, ale jest takie prawo.

  - Przemek: Nie, u nas nie może. U nas musi być "K..., idę z tobą przez park, p..." na przykład, żeby była różnica.

  No to "Za zamkniętymi oczami" to wiemy, że to jest premiera. Chyba, że się okaże, że ktoś już taki tytuł kiedyś wymyślił...

  - Przemek: To będzie "Za zamkniętymi oczami z", na przykład.

  (utwór "Za zamkniętymi oczami")

  "Za zamkniętymi oczami", zespół Myslovitz, "Korova Milky Bar". Już znamy pięć utworów. No, jeden dobrze znany od wielu tygodni, a te cztery po raz pierwszy przez radio w kraju. Artur, Przemek... i Lala taki milczący.

  - Lala: Ja was cały czas słucham...

  To jest skoncentrowany muzyk.

  - Artur: On nas obserwuje, a potem jak stąd wyjdzie, to nas podsumuje (śmiech)

  - Przemek: Tak, Lala lubi słuchać.

  - Lala: Na koniec dam motto tego wszystkiego (śmiech)

  Najgrubszy głos... A Jaca i Wojtek teraz przy telefonach. Oni cały czas są do Waszej dyspozycji (...) Chciałbym na chwilę uciec od albumu. Jak bardzo wyczerpała was ta potężna trasa koncertowa po "Miłości..."? Bo to też było chyba duże wydarzenie w waszym życiu? Musieliście na wiele tygodni, miesięcy - w sumie, gdyby to policzyć - gdzieś wyjechać z domu.

  - Przemek: No, ja miałem problem, bo akurat miałem Bartusia małego i w ogóle to było tak, że jak był tylko jeden dzień wolnego, to pakowałem się w pociąg, jechałem na Śląsk, cały dzień i następnym pociągiem wracałem. Ale to jest tylko taka dygresja. Generalnie to myśleliśmy, że trasa zakończy się gorzej dla nas, niż... Szczerze mówiąc na początku, jak menadżerowie w ogóle przedstawili nam plan - 150 koncertów - to myśmy powiedzieli: koniec, no w tym roku się rozpadamy, pozabijamy się w ogóle, zatrzaśniemy się...

  - Artur: Nie, albo że będziemy zmęczeni, albo że... Ja na przykład się bardzo bałem o to, że głos stracę. Kiedyś, pamiętam, graliśmy taką trasę koncertową po płycie "Z rozmyślań przy śniadaniu" - 10 koncertów i na 7 już nie mogłem śpiewać. Ale tutaj zachowywaliśmy się dosyć grzecznie i...

  - Przemek: Higienicznie bym to nazwał (śmiech)

  - Artur: Bardzo higienicznie żyliśmy, więc wszystko wytrzymaliśmy. Nie było tak źle. Naprawdę, jak na to patrzę, to generalnie nawet nie wydaje mi się, żeby to było aż tak bardzo męczące.

  - Przemek: Nawet bym powiedział, że nie było.

  - Lala: Ja też musiałem wytrzymać, ponieważ chciałem wziąć sobie ślub. To miał być 09.09.2001, a wziąłem po prostu...

  - Artur: W 2002.

  - Lala: W 2002 (śmiech)

  I bez dziewiątek.

  - Lala: Tak...

  No to jednak musieliście wykazać trochę poświęcenia. Bo reszta to jeszcze panowie kawalerowie wszyscy, prawda? No dobrze, nie wkraczamy na prywatne tereny. Zespół sobie ceni swoją prywatność i wszystko, co dotyczy ich osobiście to to jest dla nich, to są ich domy i to jest ich życie. Ale jeśli chodzi o muzykę, o płyty, o koncerty, to na tacy właśnie podajemy przez radio - Myslovitz.

  (...)

  Myślę, że po tej przerwie jednak, po dużej dawce koncertów, potem mieliście przerwę i znów chyba jesteście głodni. Ja miałem okazję was widzieć w Warszawie, no i widziałem - znów będę musiał chwalić, no ale to nie robię tego specjalnie - zresztą nie byłem jedyny. Wszyscy tutaj, którzy piszą, wszyscy gdzieś was widzieli - albo w Toruniu, albo w Gdańsku, albo w Krakowie, albo w Katowicach, albo w Warszawie i wszyscy mówią: "No, wydawało nam się, że przed trzema laty to zespół już gra i zrobił jakiś krok, ale to, jak teraz grają, to dopiero jest Myslovitz". No ja widziałem Artura pierwszy raz takiego zrelaksowanego, uśmiechniętego w Warszawie. Nie okłamujmy się, to zresztą nie jest żadna tajemnica, że długie lata zespół nie grał do pełnej sali w Warszawie. Że dopiero się to zmieniło z poprzednim albumem.

  - Artur: No tak, koncerty w Warszawie zawsze należały do takich najbardziej stresujących, bo zawsze przyjeżdżaliśmy i przychodziło 20 osób. A już nie mówię o salach, które tam mieściły więcej, bo nawet kiedy przyszło 300 w sali na 2000, to wszyscy się chowali po kątach (śmiech). Więc miło było grać koncert np. w "Proximie" dla 1000 osób.

  No właśnie, w Warszawie pełny klub po ostatnie miejsca, może nawet trochę za dużo tych ludzi było, prawda? Wam to nie przeszkadzało, ale tu w tłumie było bardzo...

  - Lala: Było bardzo ciepło.

  Było gorąco i troszkę sobie deptaliśmy po nogach. No, ale właśnie widziałem Artura uśmiechniętego, zrelaksowanego i pomyślałem sobie: "No, to jest nagroda za ciężką pracę, za poświęcenie, za wytrwałość".

  - Artur: Bardzo wyjątkowy dzień, bardzo. Bardzo wyjątkowy dzień. No i był bardzo wyjątkowy koncert. Myślę, że czasami zdarzają się takie koncerty, gdzie wszystko jest tak, jak powinno być. Jest bardzo dużo ludzi, jest świetne nagłośnienie, jest fajny kontakt, wszystko nam wychodzi. Jak improwizujemy, to każdy wchodzi w tym momencie, w którym powinien wchodzić albo każdy wychodzi w momencie, w którym powinien wychodzić. Więc to był taki koncert, jeden z takich właśnie wyjątkowych bardzo, kiedy wszystko się dobrze ułożyło.

  No "Mickey" był rzeczywiście... Chyba za każdym razem jest inny, prawda? "Mickey" za każdym razem jest inny, no ale tutaj współpraca świateł i tego wszystkiego - to było niesamowite. Niesamowity finał koncertu zespołu. A Lala jak wtedy za tymi bębnami?

  - Lala: Spider się dobrze spisał z tymi światłami, za co mu dziękujemy (śmiech)

  Słuchajcie, kolejna piosenka chyba nie będzie mogła być singlowym przebojem, bo ma za długi tytuł: "Kilka błędów popełnionych przez dobrych rodziców".

  - Artur: To Wojtek napisał tę piosenkę, ja wymyśliłem tytuł. Jest to piosenka o patologicznej rodzinie.

  (utwór "Kilka błędów popełnionych przez dobrych rodziców")

  (...)

  No, a tymczasem, tymczasem przechodzimy... właściwie nie mogę mówić, że do jakichś najważniejszych utworów na płycie, bo już zbyt dużo ważnych utworów się zdarzyło. A jednak one mają być najważniejsze, bo układając kolejność utworów na płycie też myślicie o hierarchii, prawda? O ważności tych utworów.

  - Przemek: No, ale to chyba nie jest kwestia ważności tak naprawdę. Wiadomo, że najważniejszy jest zawsze pierwszy i ostatni numer.

  - Artur: To jest też kwestia dynamiki całej płyty.

  - Przemek: Tak, generalnie, jak po sobie płyną. Na pewno u nas najczęściej najważniejszy jest ostatni numer.

  Hmm, a Lala co o tym myśli?

  - Lala: No, tak jest na pewno. Zamknięty będzie ten, który będzie wyciskał łzy.

  - Przemek: Dokładnie. Musi ci tak dać w zęby, żebyś potem, wiesz, przez pół dnia po prostu siedział...

  - Lala: A pierwszy będzie ten, który będzie taki, że jak go załączysz, to powiesz: "O, fajne, zostawiam do końca".

  - Artur: A w tajemnicy możemy powiedzieć, że ostatni będzie ten, w którym będzie Przemek śpiewał.

  - Przemek: A nie, nie, nie... To ma... Oh... (śmiech)

  Słuchajcie, jesteśmy przy utworze zatytułowanym "Chciałbym umrzeć z miłości". Tutaj mnóstwo listów płynie (...), widać, że większość ze słuchaczy była na koncertach i znają te tytuły, (...) było tu pytanie: "A czy będzie dziś "Chciałbym umrzeć z miłości"?".

  - Artur: Przy tobie.

  Przy tobie, tak.

  - Artur: Tytuł jest "Chciałbym umrzeć z miłości", natomiast w większej ilości powtarzane jest zdanie "przy tobie".

  - Przemek: W ogóle nie mogliśmy się zdecydować, zmienialiśmy cały czas, czy "przy tobie", czy "z miłości".

  No dobrze, wychodzi na to, że chciałbym umrzeć z miłości. No i jeśli ktoś jest zainteresowany takimi utworami, przy których naprawdę można się wzruszyć i - nie wiem - mrowy biegają jak szalone gdzieś po plecach, włosy na rękach stają dęba, to już taki utwór jest.

  - Przemek: My sobie żartujemy, że ten numer będzie się nazywał "Cała Polska śpiewa, tfu... płacze z nami" (śmiech)

  No to sprawdźmy, jak Polska będzie płakała przy utworze zatytułowanym "Chciałbym umrzeć z miłości"...

  - Przemek: A tak naprawdę, to on powstał dlatego, że zastanawialiśmy się kiedyś nad tym... - czasami się pytasz, Paweł, kogoś, jak rozmawiacie: "stary, w jaki sposób chciałbyś umrzeć?", nie? I wszyscy mówią: "A, to ja to bym chciał na spaniu umrzeć" albo "ja to bym chciał, żeby mnie pociąg przejechał i już mnie nie ma". A to zajebiste sformułowanie: "A ja to bym chciał umrzeć z miłości", na przykład. Bo tak jest.

  (utwór "Chciałbym umrzeć z miłości")

  "Chciałbym umrzeć z miłości" to zespół Myslovitz, płyta "Korova Milky Bar". Wojtek przy telefonie szaleje, Przemek obok niego, w tej chwili rozmawia skoncentrowany, Artur zasłuchany sam w siebie i wcale się nie dziwię...

  - Artur: Nie, no co ty - w ciebie! (śmiech)

  Lala... Lala też taki zamyślony bardzo.

  - Lala: Wsłuchuję się w ogóle, co ja tam grałem.

  Bo też tak naprawdę nie mieliście jeszcze okazji dobrze posłuchać tej płyty.

  - Lala: Tak, naprawdę.

  - Artur: Bo to i tak jest, że my nagrywamy, a Tomek wszystko potem podmienia. Bierze próbki (śmiech)

  (...)

  No to jeszcze po słówku na koniec, Panowie. Trzymamy za was kciuki, za europejski wyjazd, żeby wam się tam dobrze grało i żeby pokazać, że Polacy nie gęsi i na gitarach grają.

  - Wojtek: Ale się z Ciebie zrobił poeta (śmiech)

  Słuchajcie, jedziecie w świat. Jedziecie w świat pokazywać nas.

  - Lala: Żebyśmy tylko w piórka nie obrośli.

  - Przemek: Tak, to trzymajcie kciuki. A ty nam nie mów tak o tym świecie, bo po prostu z tych nerwów w ogóle nie będziemy wiedzieć, co mamy robić.

  - Artur: A my się już w ogóle teraz denerwujemy.

  No to bardzo dobrze, bo delikatny stres sprawia, że stać człowieka na nieco więcej, bo to jest taki dobry, zdrowy stres.

  - Artur: Najważniejsze jest, żeby łóżko w autobusie było takie, żeby Przemek się zmieścił. Jak się nie zmieści, to będzie marudził.

  - Przemek: Nie, jak się nie zmieszczę, to będzie tragedia w ogóle.

  - Artur: A jak będzie marudził, to...

  To oddasz mu pół swojego, Artur (śmiech)

  - Wojtek: Albo będziecie razem spać.

  - Lala: Tak, to by było ładne... (śmiech)

  - Przemek: Nie, no ja wezmę sobie materac, będę spał na podłodze w razie co.

  W doskonałych nastrojach ruszacie w tę drogę. Kiedy wrócicie, to już będzie płyta. Czyli premiera płyty jest bez was.

  - Przemek: Tak.

  Bo teraz są te trzy dni, kiedy jesteście dla mediów, a potem płyta sobie wyjdzie, a wy będziecie nasłuchiwać z daleka, czy przez radio nie mówią na świecie o tej nowej płycie.

  - Artur: Tak, na pewno (śmiech)

  Dziękuję Wam bardzo.

  - Myslovitz: Dziękujemy również.

  Jaca, Lala, Wojtek, Przemek i Artur - zespół Myslovitz na dwa tygodnie przed wydaniem płyty "Korova Milky Bar".

Paweł Kostrzewa

Opracowanie: neo*n*.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT