Ostatnia modyfikacja tej strony: 11 września 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Brum
 "Sun Machine"
 (czerwiec 1996)

  Dziwne to słoneczko produkowane w Mysłowicach. Niby grzeje, ale nie rozgrzewa. Niby cieszy, ale jakoś powierzchownie... Wspominając wrażenie, jakie wywołał debiutancki krążek Myslovitz - oniryczne... eteryczne tło wyłaniające się spod prostych, naiwnych akordów, fascynująca, erotyczna atmosfera leniwie pełznąca z tekstowych banałów - trudno oprzeć się wrażeniu, że nowy album zespołu zrealizowany jest jakby bez przekonania. Oczywiście cały czas mamy do czynienia z profesjonalnie wykonanym i wyprodukowanym britpopem. Zgrabne, łatwo zapamiętywalne melodie, ascetyczne, przez co czytelne aranżacje, trochę klimatu seksualnego uniesienia. Słowem, wszystko na swoim miejscu. Czy jednak od grupy mającej na koncie tak interesujący debiut... Tak sugestywne, psychodeliczne improwizacje jak "Moving Revolution" (!) nie należałoby wymagać odrobiny inwencji? Inna sprawa, że już pierwsze słuchanie "Sun Machine" pozostawia po sobie pewien intrygujący niedosyt. Może więc "Good Day My Angel", "Historia jednej znajomości" czy "Amfetaminowa siostra" kryją w sobie jednak porcję wrażeń daleko głębszych niż ujawnia to pobieżne zapoznanie się z materiałem? Bardzo prawdopodobne, bo obcuję z materiałem już od kilku dni i nic nie wskazuje na to, żeby "Sun Machine" miała szybko opuścić magnetofon. Szkoda tylko, że poza kilkoma perełkami, większość materiału rozbrzmiewa zwykłymi piosenkami, odległymi od granic wyobraźni tego, jak by nie patrzeć, świetnego zespołu, o setki kilometrów...

Krzysztof Miazga

Opracowanie: Ala Ciura.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT