Ostatnia modyfikacja tej strony: 11 września 2002    |    Dzisiaj jest:  

powrót |

 Program 3 PR
 "Trójkowy Ekspres - wywiad z Arturem Rojkiem"
 (12 marca 2002)

  Rozmowa z Arturem Rojkiem, wokalistą i gitarzystą zespołu Myslovitz, w Trójkowym Ekspresie. Rozmowa ta była praktycznie początkiem promocji nowej płyty "Korova Milky Bar" w polskich mediach.


  - Artur: Dobry wieczór. Witam.

  No to jakie masz wiadomości, jeszcze świeższe, jeszcze lepsze czy jeszcze bardziej ekscytujące w stosunku do tych, o których mówił nam Przemek przed tygodniem?

  - Artur: Nie wiem co mówił Przemek, ale my skończyliśmy płytę już nagrywać w sumie...

  No to on też nam powiedział, że właściwie to tę płytę nagraliście przed tygodniem. To nic nowego nam nie mówisz, ale wtedy powiedział, że ta pierwsza jest nagrana bez słów na razie, jest muzyczna część...

  - Artur: Jest muzyczna część, tak. Pracujemy teraz nad częścią tekstową i od wczoraj też, można powiedzieć, że w sumie od dzisiaj, zaczęliśmy nagrywać też tą rzecz, która ma niby być drugą płytą.

  O właśnie, o właśnie to jest to co nie było pewne przed tygodniem, także już wiemy, że nagrywacie.

  - Artur: Tak, tak nagrywamy. Pracujemy dalej w tym samym studiu, w którym pracowaliśmy wcześniej. To jest troszeczkę inne nagrywanie, bo to jest takie "jamowanie", rejestrujemy wszystko, a potem będziemy z tego wybierać jakieś ciekawe rzeczy. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

  I to jest ciągle ta wersja, że ta płyta druga nie będzie drugą, dodatkową, tylko ukaże się parę miesięcy po płycie czy być może zostanie dołożona do tej pierwszej?

  - Artur: No, takie są plany, że raczej ukaże się parę miesięcy później. Natomiast to i tak wszystko zależy od tego co nam wyjdzie z tej pracy, która teraz ma miejsce, także mam nadzieję, że cokolwiek nam wyjdzie (śmiech) Natomiast cały czas jednak próbujemy, cały czas wymyślamy jakieś nowe rzeczy, staramy się wyluzować i dobrze improwizować. Zobaczymy, zobaczymy.

  Skoro jesteście w studiu i nagrywacie tam, to znaczy, że jesteście zadowoleni z warunków. A ja mogę powiedzieć, że nie wyjeżdżaliście z domów, to znaczy, że nagrywacie gdzieś tam w okolicy.

  - Artur: Tak, tak. Po raz pierwszy nagrywamy na miejscu. Jest to jakby kolejne, nasze jakieś tam nowe doświadczenie, bo z reguły wyjeżdżaliśmy poza dom.

  Czy to jest lepiej, Artur, że nie mieszka się w hotelu, tylko wraca się po sesji do domu?

  - Artur: Ja się troszeczkę bałem na początku, zresztą nie tylko ja, że będzie taka sytuacja, że każdy będzie starał się uciec wcześniej do chaty ze studia jak skończy już swoją pracę. Natomiast myślę, że wszyscy są jednak dosyć mocno skoncentrowani na pracy nad tym albumem i jednak nie ma to chyba zbyt dużego znaczenia czy nagrywamy gdzieś, gdzie po sesji udajemy się do hotelu czy tutaj, kiedy po sesji udajemy się do domów.

  Słuchaj, nie chciałbym Was tak rozliczać z każdej minuty, bo nie o to chodzi, ale skoro Przemek przed tygodniem mówił, że płyta prawie jest skończona, a Ty mówisz, że tę nową, drugą zaczęliście wczoraj, a może dzisiaj, to co robiliście przez cały tydzień?

  - Artur: No... ustawialiśmy mikrofony (śmiech)

  Bardzo dobra odpowiedź.

  - Artur: Ustawialiśmy mikrofony i myśleliśmy nad tematyką tekstów, bo to jest jednak rzecz, która nam najwięcej czasu teraz zajmuje.

  A mikrofony już, skoro nagrywacie, zostały ustawione.

  - Artur: Tak, mikrofony zostały ustawione, wszystko jest już przygotowane do rejestracji.

  Słuchaj, nic nie chcesz mi powiedzieć. Ja pytam się "co nowego", podobno płyta ma już tytuł?

  - Artur: No tak, ma. W sumie ma tytuł od wczoraj. Płyta będzie się nazywała "Korova Milky Bar".

  "Korova Milky Bar", mam nadzieję, że Ci wszyscy, którzy są bardzo zainteresowani już zapamiętali. Aczkolwiek wydaje mi się, że nie będzie to taki łatwy tytuł płyty do zapamiętania od razu. No poza, powiedzmy myślę, dorosłym słuchaczem, który jest bardzo uważnym, pamięta filmy i wie jak to pokojarzyć.

  - Artur: No tak, "Korova Milky Bar" to nazwa zaczerpnięta z "Mechanicznej pomarańczy" Stanley'a Kubrick'a. To jest miejsce, w którym Malcolm McDowell wraz ze swoimi kolegami z gangu spotykali się, by doładować się mlecznym drinkiem przed rozrabianiem. Doszliśmy do wniosku, że tematyka tego filmu, klimat tego miejsca, będzie odpowiadał klimatowi naszych tekstów.

  Czyli wychodzi na to, że wasza fascynacja tytułami, filmami ciągle istnieje, prawda? Bo towarzyszy Wam od samego początku właściwie i te filmowe tytuły, gdzieś jakieś konteksty pozostają?

  - Artur: Tak, zwłaszcza, że jesteśmy jakby w bliskim związku z różnymi obrazami filmowymi i jest nam prościej z tego względu przenosić rzeczy, które gdzieś tam zobaczymy, do naszej muzyki.

  Będę próbował coś wycisnąć z ciebie. Czy przypadkiem taka międzynarodowa nazwa, "Korova Milky Bar", nie jest zrobiona po to, żeby ewentualnie, gdyby kiedyś powstawała anglojęzyczna wersja, nie zmieniać tytułu?

  - Artur: Nie, nie. Akurat nad tym nie zastanawialiśmy się. To, co robimy w tym momencie, jeżeli chodzi o jakieś kroki w stronę tamtego rynku, to jest na razie bardzo nieśmiałe podejście. Bo na razie nic wielkiego się nie stało. Zagraliśmy tylko koncert w polskiej dzielnicy w Anglii, a przed nami koncert w Londynie, ale to też nie znaczy, że coś większego się potem stanie. Myślę, że cały czas wykonujemy bardzo trudne działanie, że tak powiem. Nie chciałbym, żeby potem ktoś pomyślał, że "ach, tyle się mówiło o tej karierze na Zachodzie i tak z tego nic nie wyszło". Także na dzień dzisiejszy są to z naszej strony bardzo delikatne i ostrożne działania.

  Rozumiem. To zamykamy wątek nagrywania nowej płyty, ale mam do Ciebie jeszcze dwa pytania. Jedno pytanie dotyczy Twojego występu w "Piekarni" na koncercie Andrzeja Smolika. Jak to było, kiedy wszyscy spotkaliście się, jaka była atmosfera? Dwa słowa...

  - Artur: Ten koncert był bardzo wyjątkowy, bo po raz pierwszy na scenie podczas koncertu Andrzeja Smolika, spotkali się prawie wszyscy, którzy brali udział w nagraniu tej płyty.

  No właśnie, bo dopowiedzmy słuchaczom, że była Novika i Anthony Neal był...

  - Artur: Tak, i jeszcze wielu innych gości.

  Jakby pełny skład płyty, prawda?

  - Artur: Tak, po raz pierwszy "50 tysięcy 881" zostało zaśpiewane w trójkę, bo oprócz mnie śpiewała też Kasia Nowicka i Anthony. Była bardzo miła atmosfera.

  Bardzo żałuję, że przyjechałem taki wymęczony po koncercie The Strokes.

  - Artur: Jak ja bym przyjechał taki zmęczony, to chyba też bym nie wziął udziału.

  Ale słuchaj, ja o sobie myśląc, to myślę, że będzie jeszcze taka okazja. Nie można mieć wszystkiego jednego dnia, jednego tygodnia, jednego roku i jeszcze być może coś sympatycznego się wydarzy. To już wiemy, że było pięknie i nie było tuzinkowo, bo wszyscy byliście i była dobra atmosfera. A jak tam "Piekarnia", pękała w szwach?

  - Artur: Tak, było bardzo dużo ludzi i widać było, że ludzie, którzy przyszli na koncert, przyszli z taką pełną świadomością, że będą mieli okazję wysłuchać koncertu Andrzeja Smolika. Nie były to przypadkowe osoby.

  No to znakomicie. To teraz jeszcze jedno pytanie, bo mówiłem, że będą dwa. Cool Kids Of Death w tym tygodniu w Ekspresie śpiewają "Chłopca z plasteliny". Jedne recenzje są takie, że właściwie, to zrobili placek z "Chłopca...", Cool Kidsi przejechali to nagranie, a teraz np. odebrałem taki list, że ta wersja w wykonaniu Cool Kids Of Death jest świetna, taka psychodeliczna. A Ty kiedyś mówiłeś, że nie wyobrażasz sobie, żeby Twoje teksty ktoś śpiewał. No to jak to jest?

  - Artur: Ciężko było mi sobie wyobrazić, tzn. może nie tyle, że jakby było mi trudno sobie wyobrazić, ale kiedy usłyszałem po raz pierwszy wersję Cool Kids Of Death, to trochę mnie przeraziła. Podobało mi się, że Cool Kidsi zrobili z tego zupełnie inną rzecz.

  Tak, bo oni są tacy rebelianci. To jest takie surowe, prawda?

  - Artur: Tak, tak. To jest takie ostre, surowe, takie bardzo emocjonalne. Natomiast emocjonalne inaczej.

  Wersja Lenny Valentino to takie okrągłe, ciepłe, prawda?

  - Artur: Tak. Jest emocjonalne inaczej, jest bardziej agresywne i trochę mnie to przeraziło na początku. Wystraszyłem się po raz pierwszy kiedy tego słuchałem. Natomiast dawno już tej piosenki nie słyszałem. Nie wiem czy będziesz ją teraz grał, tak?

  Już była.

  - Artur: A szkoda, no widzisz. Ale mam nadzieję, że przy najbliższej okazji ją usłyszę.

  Jutro.

  - Artur: Jutro, tak? Dobrze.

  Jutro po 19.00 na pewno i pojutrze raz jeszcze.

  - Artur: OK.

  A jeszcze a propos tego tekstu, to jest ten pierwszy tekst "Chłopca..." z diabłem, prawda?

  - Artur: Tak, tak, tak. To jest pierwszy tekst z refrenem, a refren został odrzucony podczas pracy nad tą ostateczną wersją, która się ukazała na płycie "Uwaga! jedzie tramwaj".

  Dziękuję bardzo.

  - Artur: Dziękuję również.

  Artur Rojek mówił o nowej płycie zespołu Myslovitz i nie tylko. Czy już wiadomo do kogo się dodzwonię za tydzień?

  - Artur: Zostały jeszcze trzy osoby, czyli Wojtek, Lala i Jacek. Nie wiem.

  Na razie niech pozostanie to tajemnicą.

  - Artur: Najlepiej niech tak będzie.

  Bardzo podoba mi się, bo nie mieliśmy okazji zamienić słowa jeszcze na temat nowej wersji "Długości dźwięku samotności", zrobionej przez Smolika.

  - Artur: Tak, to jest bardzo fajna rzecz, zwłaszcza, że przy okazji pracy nad tą nową wersją, wymyśliliśmy z Andrzejem nową linię wokalną i to sprawiło, że piosenka nabrała innego wymiaru.

  Jest zupełnie inna. Jest bardzo dobra i wszystkie są takie opinie.

  - Artur: Bardzo nam miło.

  Pozdrawiam i do usłyszenia.

  - Artur: Do usłyszenia.

  "Długość dźwięku samotności" po angielsku w wersji Smolika.

Paweł Kostrzewa

Opracowanie: Kasik.

powrót |

© 2000-2004 Michał Przybycień
© 2004-2010 MoT